niedziela, 28 kwietnia 2019

AVON: Maska do włosów z czarnym kawiorem, tusz do rzęs true color oraz perfumetka Far Away.

Witajcie Kochani! Niedziela niedzielą, ale zaraz do pracy ;)
Nie dość że w niedziele to jeszcze na popołudnie :P no cóż, życie.

Jakiś czas temu, co mogliście zaauważyć, jeśli obserwujecie mnie na Instagramie, otrzymałam paczuszkę współpracową z kosmetykami firmy Avon.

<< Double Identity Blog na Instagramie.
<< Konsultantka Avon.


Tak właśnie prezentowała się zawartość paczki:



Rewitalizująca maska do włosów z ekstraktem z czarnego kawioru.


To jest moja chyba trzecia już maska do włosów z Avonu z serii Planet Spa. Tylko za każdym razem inny wariant. Niedawno miałam z jagodami goji i była szczerze mówiąc średnia, chociaż póki nie użyłam tej mówiłam, że bardzo spoko :P
Ten wariant jest na prawdę jedną z lepszych masek jakie miałam. Swietnie wygładza włosy, pomaga rozczesywać, bo wiecie, że ja bez odżywki/maski to se mogę strugać jedynie a nie czesać :P
Wyglądają po tej masce na prawdę ładnie, nie puszą się tak i są bardziej błyszczące.
Wiem, że pewnie nie ma dobrego składu, ale nie podrażnia mojej biednej skóry głowy, a wierzcie mi, jest to wyczyn!

Z czystym sercem mogę ją polecić, u mnie sprawdziła się na prawdę świetnie!


Tusz do rzęs true color.


Tusz.. Nie do końca się u mnie sprawdził. Chociaż użyłam go raptem kilka razy, bo jak wiecie zrobiłam rzęsy. Pierwwsze użycie było na maksa słabe. I fakt, faktem, że ja nie lubię silikonowych szczoteczek, nie lubię nie umiem nimi  ładnie malować, albo moje rzęsy są stworzone dla tych z włosia :P Ale zauważyłam też, że z każdym użyciem tusz malował ładniej, czyżby to ten typ, który lubi podeschnąć, aby dawać lepszy efekt? Sprawdzę to dokładniej w przyszłym tygodniu, bo będę miała przerwę w rzęsach, teraz chcę zrobić pod koniec maja, żeby mieć piękne na ślub siostry na 1 czerwca ;) Teraz to była bardziej próba alergiczna.


Perfumetka Far Away.


Perfumetka spodobała mi się chyba najmniej. Kompletnie nie mój zapach, nie lubię takich duszących damskich perfum. U mnie albo rządzą dziewczęce słodziaki, albo mega świeżości. Mame jednak na pewno się spodoba, więc  jej ofiaruję.
Mogę tylko z czystym sumieniem polecić ich trwałość. Bo są mega trwałe, dla mnie niestety :P


Kosmetyki Avon są bardzo dyskusyjne, jednak nie zgodzę się z tym, że albo je kochasz, albo nienawidzisz, bo wiele razy to słyszałam. Moim zdaniem jak każda firma miewa lepsze i gorsze produkty. Jedne okazują się hitem, drugie bublem nie z tej ziemi. Ale czy to jest w jakiś sposób dziwne? Nie raz tak jest i nie ma znaczenia jaka to firma. Wiem to na swoim przykładzie.
Kiedyś bardzo często coś zamawiałam, w większości były to produkty do pielęgnacji ciała, rzadziej włosów, kolorówkowe, perfum chyba nigdy ;)
Jak przypomnę sobie całe te obłędnie pachnące serio Avon Naturals to aż mi błogo! Balsamy, żele pod prysznic, mgiełki... To były moje jedne z najpierwszych kosmetyków, jeszcze za czasów małolaty :P Później przerzuciłam się na serie Planet Spa i niektóre były na prawdę obłędne! Masło do ciała truflowe, no miazga! <3 Teraz nie do dostania, ale dodatkowo od jakiegoś czasu nie miałam u kogo cokolwiek zamawiać.
Na bycie konsultantką nie mam czasu, chęci też średnio, nie jestem typem osoby, która umie kogoś na coś 'namawiać', a poniekąd tak to wygląda, przecież nie będę sama sobie składać zamówień, bo ile można kupować :) :)
Jeśli miałabym konsultantkę w znajomych pewnie nie raz bym coś zamówiła ;)


Znacie kosmetyki Avon? Macie ulubione produkty i na odwrót?

BUZIAKI, KAŚKA :*

niedziela, 14 kwietnia 2019

DENKO #3 Zużycia marcowe.

Witajcie! Pogoda porozpieszczała nas kilka dni, było słonecznie, chociaż nie codziennie ciepło. Dzś jest już pochmurnie i zdecydowanie zimno. Dziś niedziela, coż, pracująca. Mam nadzieję, że niedługo te niedziele znikną i w niedziele chociaż będę miała święty spokój.

Niee czuję się ostatnio zbyt dobrze, a w domu zdecydowanie mam co robić po poprzednim tygodniu.
Jakaś połamana jestem ostatnio, to plecy, to kolano, to kostka, aaaa szkoda gadać. Staruszka się robię :P

Dzisiaj chciałabym wam pokazać, co udało mi się zużyć w marcu. A właściwie co dobiło dna, bo niekoniecznie zostało otwarte w marcu ;) Nie przedłużam, zapraszam!



WŁOSY: 


* Maska z Biovaxu- bardzo fajny produkt, nie pierwsze opakowanie ;)
* Olejek całkiem fajny, ale wystarczył na raz :D
* Maska z Avonu, fajna, bardzo. Ale starałam się nie nakładać jej na skórę głowy.
* Sylveco baby- najlepszy szampon! Że też do tej pory nie doczekał się recenzji?
* Maska-masaż od Planeta Organica. Niestety już niedostępna.. Pisałam o niej, laaata temu. Świetna jest! Jeśli ktoś widział ją gdzieś do kupienia, będę wdzięczna!

<< Ratunek dla problemowej skóry głowy. Maska- masaż od Planeta Organica.



* Olej konopny. Niestety nie do końca mi przypasował, niby na włosy fajnie, ale na skórę głowy to już tak se.


DŁONIE, STOPY: 


* Cien, krem do rąk papaja. Spoko był, pisałam o nim niedawno.
* Nie najgorszy, ale zdecydowanie bez szału. Krem Quin.
* Krem do stóp Shefoot- bardzo fajny! Pisałam o nim nie tak dawno.

<< Cien, krem do rąk papaja.
<< Shefoot krem do stóp.



* Cien. Pianka do mycia rąk dla dzieci, zapach coli. Bartek go nie polubił, dla mnie słaba to cola :P
* Mydło dove bardzo lubię, nie pierwsze opakowanie, chociaż ogórkowe najlepsze!


CIAŁO: 


* Garnier, antyperspirant w kulce. Lubię ;)
* Męża ulubiony z nivea znacie już. Zastanawiam się czy dalej wrzucać je do denka heh



* Organic Shop. Bambusowy peeling. Nie, nie, nie. Okropny zapach, takim mleczkiem do czyszczenia, no i chyba się już przekonałam, że wolę cukrowe peelingi. Przy moich nie raz pokaleczonych dłoniach te solne to tortura.
* Cudowne masełko Eolab. Słodki zapach guavy, fajne nawilżenie, polecam. Pisałam o nim.

<<Eolab Masło meksykańska guava.



* Isana żel pod prysznic kokosowy. Cudny zapach, warto wypróbować! Pisałąm o nim.
* Żel Le petit Marseillais też cudnie pachniał, przyjemny.
* Emulsja Femina, wporzo, tak jak inne wersje.

<<Isana Wild Like The Ocean.


TWARZ: 


* Obydwa rodzaje płatków  Biedronki są spoko. Wole niż Isanowskie, które się rozdwajają, przynajmniej te owalne.
* Bielenda, płyn dwufazowy. Bardzo fajny, ale ten avocado nadal najlepszy :)
* Vianek. Łagodzący tonik- mgiełka. Był w porządku, jednak zapach róży to nie mój zapach. Nie wrócę do niego ;)




* Chicchiq no mega! Szkoda, że dosyć drogie, ale może się szarpnę w sezonie jak mąż zarobi miliony haha :P
* Bardzo lubię te maski w płachcie! Każdy wariant był na prawdę przyjemny.
* Maska nowa Bielendy, przyjemna była, ale raczej nie kupię. Zdecydowanie wolę te w płachcie, lub peel off.
* Dla mnie okropna. Okropny zapach, strasznie mnie pozapychała, jakiś składnik mi nie podszedł.
* Jakoś wyjątkowo po tym wariancie tej maski AA piekła mnie twarz, więc szybko zmywałam.
* Maska z glinką Dermaglin. Lubię te maseczki a glinki sprawdzają się u mnie bardzo dobrze. Tak było też teraz.




* Świetna, najlepsza baza od Nc Nail!usze dokupić bo jest świetna.
* Tusz nawet niezły, chociaż bez większego szału, strasznie się rozmazywał...
* Puder od Eveline-świetny! Bardzo mi przypasowal i chętnie go kupię.

<<Nails Company. 
<<Eveline Matt my day.

PIELĘGNACJA DZIECIĘCA: 


* Pasta do zębów Ziajka. Ma dobry skład, ząbki mamy w porządku, na to nie narzekamy.
* Sylveco Baby Kremowy szampon i płyn do kąpieli. Jako szampon u mnie sprawdza się super, jeden z najlepszych jakie miałam. A jeśli o pielęgnację Bartka chodzi to tym bardziej świetny! Nie podrażnia, nie uczula, nie powoduje łzawienia oczu itp itd. Kupuję regularnie :)




* Chustki mokre Babydream. Super są :)
* Podpaski Naturella. Już innych nie kupię. Kupiłam sobie jakiś czas temu nowe z Feminy, pokazywałam w nowościach, dostałam od nich uczulenia.... Te mnie nigdy nie podrażniły, nie uczuliły.


INNE: 


* Yankee Candle- Turquoise sky. Piękny zapach! Czemu ja o nim nie pisałam ?
* Kolejna przepyszna herbatka z biedronki! Polecam i na pewno kupię ponownie! ;)



No i tak właśnie wyglądają moje zużycia. Nawet nieźle. Gorzej będzie z kwietniowym, no ale cóż, przecież nie co miesiąc wszystko musi się kończyć :P

Znacie coś? Może coś u was sprawdziło się inaczej? Dajcie znać!

BUZIAKI, KAŚKA :*

czwartek, 4 kwietnia 2019

AA VEGAN: Podkład kryjąco- witalizujący. Odcień 104: MEDIUM BEIGE.

Witajcie Kochani!
Kto mnie śledzi na Instagramie wie, że mój urlop delikatnie szlaczek trafił :P
Bartek zasmarkany po pas, został od poniedziałku w domu, dziś już czwartek, a do przedszkola pójdzie dopiero w poniedziałek. Może jakoś nie był mocno chory, iem, że takie dzieci się puszcza do przedszkola, ale mam urlop, Bartek we wtorek 09.04 ma wycieczkę. Wolałam, żeby został w domu teraz niż przez totalne zawalenie, a mogłoby do tego dojść, odpuszczenie wycieczki, albo konieczność ZL po zejściu z urlopu.
Takie życie ;)
Ale przestaję już marudzić, biorę się w garść i w końcu mając wolną chwilę przychodzę do was z recenzją.

<<Double_identityBlog on Instagram. 

Rzadko piszę o kolorówce, wiecie o tym, ale z racji zbliżającej się słynnej promocji na kolorówkę w Rossmannie, postanowiłam, że post się pojawi i to już teraz, bo jest to produkt warty uwagi.


Prosta, w grafice przyjemna dla oka tubka. Pojemność to 30 ml, podkład zachowuje swoje właściwości w 6 miesięcy od otwarcia.


SKŁAD: Aqua, Cyclopentasiloxane, Ethylhexyl Stearate, Polyglyceryl-4 Isostearate, Glycerin, Dicaprylyl Carbonate, Caprylic/Capric Triglyceride, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Magnesium Sulfate, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Sodium Hyaluronate, Rosa Canina Fruit Oil, Methyl Perfluorobutyl Ether, Allantoin, Salvia Hispanica Seed Extract, Stearalkonium Hectorite, Propylene Carbonate, Isododecane, Polysilicone-11, Tocopheryl Acetate, Butylene Glycol, Decyl Glucoside, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Ethylhexylglycerin, Hexylene Glycol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Triethoxycaprylylsilane, Synthetic Fluorphlogopite, Tin Oxide, Mica, [+/- May Contain: CI 77891/Titanium Dioxide, CI 77492, CI 77499, CI 77491]
źródło


Akurat w tym podkładzie mamy nakrętkę, chociaż to otwarcie na zatrzask jest poręczniejsze. Ale wiadomo, pompka rządzi ;) Chociaż nie zauważyłam, żebym miała jakieś problemy z otwarciem go. Otwieram go jeszcze czystymi dłońmi i po prostu nie zakręcam, dopóki nie dam 'paćki' podkładu na oba policzki, nos, czoło i pod nosem ;) Zakręcam już po rozsmarowaniu go na twarzy, więc problem z odkręcaniem go brudnymi dłońmi, w trakcie robienia makijażu, znika.


Mój odcień to 104 Ivory Medium Beige. No i przez przypadek idealnie dobrany dla mnie. Chociaż na dłoni może się wydawać, że jest odrobinę zbyt ciemny, wierzcie mi na słowo pięknie dopasowuje się do skóry, wyrównuje jej koloryt i na prawdę przyzwoicie kryje. A nawet bardziej niż przyzwoicie, jednak zaznaczam, nie jest to podkład na wielkie wyjścia.
Dla mnie na codzień jest idealny, świetnie nadaje się dla mnie do pracy, a bywa że spocę się w niej niemal jak na siłowni, nawet wtedy podkład nie spływa,
Nienagannie i bez żadnego ścierania utrzymuje się na buzi ok 8 godzin, dla mnie to bardzo przyzwoity wynik. Myślę, że gdyby po 5-6 h ponownie go przypudrować, jest szansa na długotrwalsze działanie ;) Jednak ja  w trakcie pracy po prostu nie mam na to czasu. W wolny dzień albo nie maluję się wcale, albo używam tylko pudru matującego, no chyba że mam wielkie wyjście, ale wtedy inny podkład idzie w ruch. Po prostu w wolny dzień moja skóra odpoczywa, ale też szkoda mi czasu na dłuższy poranny makijaż.
Jeśli jednak uda mi się to sprawdzić obiecuję, że wspomnę o tym w denku i uzupełnię o tą informację ten wpis.


Tutaj mój codzienny, pracowy makijaż. Czyli podkład, puder matujący, bronzer, pomada do brwi i tusz do rzęs. Czasem nakładam też rozświetlacz,

Jak widzicie twarz nie odcina się od reszty ciała. Zdjęcie jest bez żadnych filtrów i przeróbek. Podkład fajnie współgra z pudrem i upiększa twarz.
Widzicie na brodzie moje nie do końca zakryte niedoskonałości. I na codzień nie potrzebuję 100 % krycia, właśnie też ze względu na moją wciąż nastoletnią cerę :P Nie chce ich zbytnio zapychać, każdy kto ma z tym problem, wie, że to nie sprzyja.

Nie zauważyłam, aby podkład ciemniał, pozostaje w tym samym odcieniu. Nie zapchał mnie, nie uczulił, ani w żaden inny sposób nie zaszkodził mojej skórze. 


Polubiłam go bardzo i na pewno zaopatrzę się w jego zapas, podejrzewam, że świetnie nada się na lato :) Polecam go wam, wiem, że nie kosztuje dużo, więc tym bardziej warto go wypróbować.

BUZIAKI, KAŚKA :*

niedziela, 24 marca 2019

ISANA: Wild like the ocean. Żel pod prysznic kokos & jaśmin.

Witajcie Kochani!
Wiosna, chyba już przyszła! Pogoda rozpieszcza! Nawet kiedy nie jest jakoś mocno ciepło, słoneczko na prawdę pozytywnie nastraja. Wczoraj było tak cieplutko, nawet wiaterek, który był spory, nie był jakoś mocno zimny. Fajnie, fajnie! Cieszę się, bo mam już dość chorób i kurtek, czapek itd itp.
Lato przyjdź please!


Dzisiaj chciałabym opowiedzieć wam kilka słó o nowości od Isany. Trafiłam na niego przez przypadek, z aplikacją kosztował ok 3 zł, nie pamiętam dokładnie. Przekonał mnie ceną, ale przede wszystkim zapachem. Kokos? Przecież musi pachnieć bosko! Kocham kokos i nie zastanawiałam się zbyt długo ;) I mimo, że nie recenzuję żeli pod prysznic zbyt często, czasem się na to decyduję.


Żel mieści się w tubie o pojemności 200 ml. Bardzo ładna grafika, zdecydowanie przyciąga wzrok! I chociaż preferuję te żele w butelkach, a jeszcze lepiej z pompką, tutaj tubka jest na tyle plastyczna, że nie ma to większego znaczenia.


Skład, informacje od producenta. Fajnie, że jest polska naklejka, ale to chyba na wszystkich żelach Isany jest (?).


Otwarcie na zatrzask, przy tubkach to raczej jedyne rozwiązanie. Łatwo się otwiera, nawet mokrym dłońmi, otwór z kolei jest idealnej wielkości, pozwala no dozowanie produktu według potrzeb. Bardzo pomaga też wykonana z bardzo miękkiego plastiku tuba, poddaje się jak trzeba, produkt da się wycisnąć do ostatniej kropli!


Konsystencja mocno lejąca, lekko żelowa. Kolor przezroczysty o lekko błękitnym zabarwieniu.

Żeli pod prysznic w zapasie mam ogrom, ale i zużywam ich kilka na miesiąc. Zalezy od pojemności :P Więc niestety co chwila jakiś dokupuję :P
Tutaj jednak... no warto było! Zapach obłędny, świeży, lekko kwiatowy, bardzo  kokosowy z nutą jaśminu. Super się pieni, dobrze oczyszcza skórę, przy okazji jej nie podrażniając.
Nie wysuszył mnie, to dobrze. Na pewno nie ma jakiegoś fantastycznego składu, ale mi nie zrobił nic złego, także mogę go wam polecić!
Jedynym minusem jaki zauważyłam jest to, że tak szybko się skończył, a ja nie zdążyłam się nim dostatecznie nacieszyć :(

Jeśli jesteście fanami kokosowego zapachu, zdecydowanie musicie go wypróbować!


Lubicie żele Isany? Jakie zapachy są waszymi ulubionymi?

BUZIAKI, KAŚKA :*

niedziela, 17 marca 2019

SHEfoot: Krem przeciw zrogowaceniom.

Witajcie! Weekend, weekend i po weekendzie. Prawie ;) A jutro od nowa, praca, praca, praca, cały tydzień na popołudnia ;) Ale weekend wolny, a weekend wolny to coś wspaniałego! Więc, że tak powiem spinam poślady, zapitalam i czekam do kolejnego weekendu :P W ten mieliśmy wyjechać na weekend, ale życie kolejny raz nauczyło nas, że planowanie takich rzeczy.. no nie ma sensu.  Życie samo weryfikuje wszystko i nie pozwala nam planować :P Bartek się pochorował, później ja, mąż. Więc w weekend wszyscy odbyliśmy jelitówkę :P Na szczęście wszystkim przechodzi. Bartek jutro zostanie jeszcze w domu, ale najpewniej tylko jutro. Więc wszystko wraca na właściwe tory.
A jak wasz weekend? Mam nadzieję, że trochę lepszy niż nasz :P

Dzisiaj przychodzę do was, żeby opowiedzieć wam moje wrażenia na temat kremu do stóp od Shefoot, nie jest to mój pierwszy krem tej firmy, miałam też zabieg w skarpetkach, pisąłam o nim jakiś czas temu. Jak się sprawdził krem? Zapraszam!

<<SHEFOOT: Dwustopniowa regenerująco- wygładzająca kuracja dla stóp.



Krem pierwotnie mieścił się w kartoniku, ale tamten daaawno temu poszedł w kosz, miałam gdzieś zdjęcia, ale zaginęły. Mieliście kiedyś tak? Ja wiele razy :P

W kartoniku tubka, prosta, zwyczajna, bez szału, ale nadal miła dla oka. Czasem prostota popłaca, nieprawdaż?


Na odwrocie tubki informacje od producenta, niestety składu nie ma. Kartonik wyrzucony, zdjęcia zagubione, więc składu brak :(


Otwarcie na zatrzask, wygodne, ale i tak zawsze będę ubóstwiać pompki. No ale te nie jest złe, nie to że narzekam. Tubka wykonana z miękkiego plastiku, otwór idealnej wielkości, bez problemu das ię wydobyć nie mniej, nie więcej, a idealnie tyle ile kremu potrzeba. Chociaż ja jestem fanatyczką smarowania stóp na grubo, że tak powiem ;))


Krem jest koloru białego, typowa, dosyć gęsta konsystencja. Dobrze się rozsmarowuje, nawet szybko się wchłania, ale przede wszystkim dobrze, solidnie nawilża. Co fajne, nie zwiększa pocenia się stóp, a niektóre kremy niestety tak mają.
Ja nie liczyłam, że ten krem zadziała jak pumeks, że zmiękczy wszystkie zgrubienia i sam z siebie zadba o to by się wcale nie pojawiały. Otóż nie, ale. No właśnie, ale jeśli będziemy dbać o stopy jak trzeba, tzn codziennie podczas kąpieli je pumeksować i 2-3 razy w tygodniu peelingować, dodatkowo używać tego kremu, wierzcie mi, stopy będą zadbane i gładkie. U mnie się to świetnie sprawdziło!
Zapach w sumie jest niemal niewyczuwalny. Ani ładny ani brzydki, na pewno nikomu nie będzie przeszkadzał :P


Lubię go, fajnie się sprawdza, szczerze mogę go polecić. Chętnie kupię ponownie jak tylko pozużywam zapasy ;)


Znacie ten kremik? Sprawdził się u was? Co możecie polecić do pielęgnacji stóp?

BUZIAKI, KAŚKA :*

czwartek, 14 marca 2019

AA Natural Spa. Nawilżająco- pielęgnacyjny krem do rąk i paznokci ZIELONA HERBATA.

Witajcie!
My znowu chorzy :( Właściwie Bartek, jakaś wirusówka, spałam dzisiaj może ze dwie godziny. Padam na twarz..
Czekam już tak bardzo lata, wiem, że wtedy te choroby będą rzadziej się pojawiać, właściwie może i wcale. Na to liczę, na to czekam.


Dzisiaj chciałabym wam napisać kilka słów o kremie do rąk firmy AA, z serii Spa.
Otrzymałam go w przesyłce razem z trójką Reveal Youth, o już której pisałam.

<<AA: Personalized Skin Care. Trójka z serii REVEAL YOUTH.



Świetna tubka, skromna i zarazem piękna grafika!


Informacje od producenta oraz skład. Produkt zachowuje swoje właściwości w 6 miesięcy od otwarcia, bez problemu go w tym czasie zużyję.


Produkt zamknięty jest w 'metalowej' tubce. Tym razem zamknięcie to nakrętka, jest chyba tak samo częstym rozwiązaniem jak otwarcie na zatrzask.
Otwór idealnej wielkości, produkt wydobywa się bez problemu, jesteśmy w stanie go dozować i wycisnąć dokładnie tyle ile nam potrzeba.


Kremik w kolorze białym, dosyć gęsty, jednak po zetknięciu ze skórą robi się troszkę wodnista. Łatwo się wsmarowuje i na prawdę ( o dziwo, ze względu na zmianę konsystencji) szybko wchłania. Nie ma przeciwskazań do czytania książki, używania telefonu/tableta dosłownie po chwili.
Dla mnie pachnie przyjemnie, chociaż słyszałam opinie że niezbyt przypada do gustu. Dla mnie nie jest jakiś mocno porywczy, ale jest ok. PRzede wszystkim też nie jest intensywny i dosyć szybko się ulatnia.
Fajne nawilża i regeneruje skórę dłoni, chociaż fakt, że ostatnio nie mam z nią aż takiego problemu i ciężko mi ocenić, czy poprawiłby stan mocno zniszczonych dłoni.
Jest nawet wydajny, używam go jakoś od ponad 3 tygodni (? O ile się nie mylę, nie zapisałam sobie kiedy dostałam paczuszkę i kiedy otworzyłam kosmetyki, ale tak mniej więcej ok 3 tygodnie temu), a wystarczy mi na jakieś 2 na pewno :)


Przyjemny, chociaż na pewno nie jest to najlepszy krem do rąk jaki miałam ;) Jednak lubię go i chętnie zużyję go do końca.


Znacie ten kremik? Może u was inaczej się sprawdził?

BUZIAKI, KAŚKA :*

wtorek, 12 marca 2019

AA: Personalized Skin Care. Trójka z serii REVEAL YOUTH.

Witajcie Kochani!
Jakby już wiosna, czujecie? Tylko póki co niezbyt ciepła, ale u nas pogoda nie jest najgorsza. Mimo, że zdarzają się dni, kiedy pada, są takie kiedy słońce tak świeci, że wręcz oślepia! Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam wiosnę, lato.. Czekam już bardzo niecierpliwie na schowane do szafy kurtek czapek i szalikow. Nie mogę się doczekać baletek, trampeczkow chociaż, wiem że do sandalkow raczej jeszcze trochę daleko :P

Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć moje wrażenia po stosowaniu trójki z nowej linii do twarzy marki AA, reveal youth, zapraszam :)


KREM ANTYOKSYDACYJNY NA DZIEŃ:


Krem pierwotnie mieści się w kartoniku z pełnym opisem od producenta. ŁAdna grafika prawda? Oczywiście zdjęcie nie oddaje koloru kartonika, jest w ładnym stonowanym różu.



Informacje od producenta, opis produktu oraz jego skład.


I jaki uroczy słoiczek! W ogóle cała seria jest udana już patrząc na samą  oprawę, nie uważacie? Dla mnie zdecydowanie zachęcająca do kupna.



Krem jest koloru białego. Konsystencja na pierwszą chwilę wydaje się taka , no nie wiem jak to nazwać ''skoncentrowana'? Ale przy kontakcie ze skórą krem robi się dużo płynniejszy.
Bardzo ładnie, delikatnie świeżo, odrobinkę słodko pachnie, dla mnie bardzo przyjemnie. Uwielbiam go używać, juz dla samego zapachu, świetnie pieści zmysły.
Jeśli chodzi o działanie żadnej krzywdy nie zaobsewrowałam, a to dla mnie najważniejsze.
Ale ważne jest też to, że po użyciu kremu skóra widocznie się poprawiła. Niby okres nadszedł, ale praktycznie bez żadnych oznak. Nie no, bez żadnych. Napięcie skóry też się poprawiło, ewidentnie widać, że jest lepiej nawilżona i w lepszej kondycji. Chociaż niby ostatnio  na nawilżenie nie narzekałam, jednak suche skórki w takim okresie to moja zmora, a tutaj stały się dużo mniej widoczne, chociaż jeszcze nie znikły całkiem. Myślę jednak, że to kwestia czasu, kremiku zostało mi całkiem sporo, wystarczy jeszcze na długo :)
Bardzo dobrze też współgra z podkładem. Właściwie podkładami, bo odkąd go stosuję używałam w sumie już 3 różnych. Obecnie mam nowego faworyta, moje nowe odkrycie, niebawem zdradzę coś więcej. Krem zachowuje się świetnie pod makijażem, podkład ani puder na nim nie roluje się, nie warzy no i bardzo dobrze wygląda.

Na pewno przy denku dam wam znać czy zauważyłam coś dodatkowego, bo wiecie sami, że przy produktach do twarzy czasami ten miesiąc to mało żeby o wszystkim się przekonać.



KURACJA ROZŚWIETLAJĄCA:


Obydwie kuracje podobnie jak krem opakowane są w ładne kartoniki.


Informacje od producenta, skład.


Urocza buteleczka! Piękna wręcz, No i generalnie lubię takie  rozwiązania jeśli o dozowanie chodzi.  Jednak tutaj nie do końca się to sprawdza i nie do końca rozumiem dlaczego. Kuracja nie wydaje się zbyt gęsta, aby nabrać ją pipetą, jednak niezbyt chce się nabierać. Ale nakładam na twarz to, co osadza się na zewnątrz pipety, więc to i tak ułatwia używanie ;)




Serum nie jest ani białe, ani przezroczyste, wygląda trochę jak zawiesina, znaczy się mam na myśli lekarstwo przeciwbólowe Bartka :P
Na szczęście nie pachnie nim :P  Pachnie cudownie, świeżo, ale z odrobiną słodkości. Obydwie tak pachną, podobnie do kremu. I bardzo ale to bardzo lubię ten zapach.




KURACJA ŁAGODZĄCA ZACZERWIENIENIA:


Ładny kartoni, na którym znajdują się wszystkie informacje dla konsumenta.


Informacje od producenta, skład.


I znowu ta buteleczka <3




Ta kuracja jest koloru białego. Tutaj też konsystencja nie jest zbyt gęsta, ale i do wody też jej daleko.
Przyjemnie pachnie i przyjemnie się jej używa, tak jak i rozświetlającej.

Obydwie kuracje fajnie się rozprowadzają i dobrze wchłaniają. Każdej wystarczy tylko chwila i skóra gotowa jest na podkład. Nie wiem czy to poprawna kolejność, ale zawsze używam najpierw kremu, później którejś z kuracji. Rano na zaczerwienienia, wieczorem rozświetlającą, ale też tą drugą sprawdzałam pod kątem współpracy z makijażem i obydwie sprawdziły się bardzo dobrze. Zero problemów.

Obydwie mnie nie uczuliły, nie zapchały, nie spowodowały niczego złego na mojej skórze, cieszę się, bo z tym różnie bywa, moja skóra jest czasem bardzo kapryśna. Obydwie nadają się i na dzień i na noc, chociaż ja, żeby regularnie ich używać, ustaliłam którą kiedy nakładam, myślę, że tak jest optymalnie ;)

Co do głównych założeń zdecydowanie mogę powiedzieć że kuracja łagodząca zaczerwienienia uspokaja moją twarz. Nie raz po peelingu, po myciu nawet buzi, skóra robi się zaróżowiona i nieprzyjemnie ściągnięta. Po nałożeniu kuracji czuć zdecydowaną ulgę.
Buzia też jest widocznie ładniejsza i jakby bardziej zadbana, wygląda ciut lepiej bez makijażu, niż wcześniej, a bardzo chciałabym nie musieć nakładać codziennie podkładu. Na razie jednak aż tyle nie osiągnęłam, jednak liczę, że z czasem zużywania kosmetyku efekt będzie stopniowo rósł. I te upiększenie, w moim mniemaniu, zawdzięczam kuracji rozświetlającej.


Na prawdę fajne, ciekawe produkty! Warte wypróbowania, z czystym sercem mogę je wam polecić!
A moze wy już je znacie?

BUZIAKI, KAŚKA :*