piątek, 28 kwietnia 2017

BIELENDA: VANITY Golden Oils Krem do depilacji.

Hej! Ale pogoda co? Całkiem do bani :/ No i niestety lepiej się nie zapowiada... Bartkowi idą zęby- na całego! Dopiero co przebiła się czwórka- z tydzień- dwa temu. Przedwczoraj kolejna się przebiła, a dziś trójka! To są trudne, bardzo trudne dni, wierzcie mi :P

Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o kremie do depilacji marki Bielenda. Krem ten otrzymałam na marcowym spotkaniu blogerskim. Upominki pokazywałam TU. I się ucieszyłam i nie. Wiele już takich specyfików się u mnie przewinęło, jednak tylko jeden zadziałał, dobrych parę lat temu.
Byłam do tego produktu nastawiona bardzo sceptycznie, najzwyczajniej nie wierzyłam w jego skuteczność.




Kilka informacji od producenta.


Produkt otrzymujemy w kartoniku, bardzo miła dla oka grafika.  W kartoniku znajduje się tubka z zawartością 100 ml kremu. Otwarcie za pomocą odkręcanej nakrętki. Niby niezbyt wygodne, ale w przypadku tak małej pojemności, dla mnie to nie za wielki problem, krem starczył na dwa razy.


Jak widać kolor biały, cieszcie się, że nie czuć zapachu :P Okropny... dla mnie podobny do moczu.. :P
Ale tak pachnie każdy krem do depilacji, więc byłam na to nastawiona. Cudów nie oczekiwałam.

Krem wystarczył mi na dwa użycia. Nie żałowałam go, nałożyłam bardzo dokładnie na każdy milimetr ciała, które chciałam wydepilować.
Rozprowadzał się lekko i szybko, Nałożenie go zajmuje chwilkę. Ja robiłam to palcem. Następnie czekamy od 5-10 minut, zależnie od grubości włosów. Ja trzymałam całe 9 minut :) Mam włosy ciemne, wręcz czarne i bardzo grube.
Po odczekaniu danego czasu ja usuwałam krem wraz z włoskami szpatułką. Taak! Zadziałał! I to bardzo dobrze, byłam ogromnie zaskoczona!
Po tych 9 minutach włosy zamieniły się w gumeczki. Bez problemu usunęłam je za pomocą plastikowej szpatułki.

No jestem zaskoczona! Na pewno zakupię kolejne opakowanie! Nie jedno :)
Polecam!


Znacie? Jakie macie zdanie na temat takich produktów?

BUZIAKI!

środa, 26 kwietnia 2017

HEGRON: Odżywka do włosów (do spłukiwania).

Witajcie :) My obecnie przesiadujemy trochę w domku, mamy katarek, póki nie jestem pewna czy jest od przeziębienia, czy może od ząbków, ewentualnie alergii, nie chcę ryzykować. Szybki wypad do sklepu i tyle. Takie małe wietrzenie w zupełności synkowi wystarczy :)
Pogoda nie dopisuje, wieje bardzo silny wiatr, przez co temperatura odczuwalna jest sporo niższa niż wg termometru... Wrócił czas na cieplejsze ubrania, no cóż. Tak to w kwietniu bywa :)

Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o odżywce HEGRON, do spłukiwania tym razem, którą otrzymałam w ramach testów od Michała z Twoje Źródło Urody. Bez spłukiwania, opisywałam TU.



Skład dla ciekawskich ;)

Ta odżywka, tak samo jak tamta wersja, znajduje się w dużej, pół litrowej butli. Produkt utrzymuje swoje wartości w 12 miesięcy od otwarcia.


Tutaj znów otwór jest wręcz ogromny. Ciężko przez niego dozować produkt.


Ta odżywka nie jest aż tak bardzo lejąca, jest odrobinę gęstsza. Zapach tamtej bardziej mi się podobał, jednak ta nie pachnie nieprzyjemnie :)

Jeśli o działanie chodzi ... I tutaj zaczynają się schody. Nie wiem, co z nią jest, ale moje włosy tak ją chłoną, jakby była wodą.
Wydaje się być dosyć treściwa, gęsta wystarczająco jak na odżywkę.
Jednak ile bym jej nie nałożyła na włosy, znika, po prostu wtapia się we włosy nie robiąc nic.
To tak samo jakbym nie użyła po szamponie nic.
Włosy trudne do rozczesania, wcale nie miękkie, nie odżywione. Zupełnie się u mnie nie sprawdziła... a szkoda :/ bo jej siostrę bardzo polubiłam, świetnie działa na moje włosy.
Nie wiem co z tą jest nie tak, ale coś najwyraźniej jest...


Znacie tą odżywkę? Może tylko u mnie tak działa?

POZDRAWIAM!

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

DROGERIA ESTRELLA: Szminki Rimmel.

Witajcie :)
Dzisiaj post kolorówkowy. Nie pojawia się tu ich za wiele, ze względu na to, że nie potrafię zrobić ładnych zdjęć pomalowanych rzęs, ust... nie potrafię ująć tego jak prezentują się w akcji w rzeczywistości.
Jednak czasem lubię podzielić się z wami jakimś hitem, lub nie koniecznie.

Chciałabym, żeby pojawiało się więcej kolorówki i szczerze nad tym pracuję, mam nadzieję, że w końcu to wywalczę :) Żadna ze mnie specjalistka od makijażu, ale lubię się pobawić, uwielbiam być umalowana, uważam że bez makijażu wyglądam na prawdę kiepsko :P


Więc zapraszam was na moją opinię o tych dwóch produktach.


Obie szminki mimo, że w zupełnie odmiennych kolorach, są w moim guście :)
Każdą z nich bardzo polubiłam, obie są bardzo trwałe, a szczególnie ta matowa, przy zmywaniu trzeba się nieźle natrudzić, żeby ją zetrzeć.

Jako że uwielbiam matowe pomadki, czerwień mną zawładnęła. Używam jej nawet nie wychodząc z domu (chociaż rzadko się tak zdarza, przeważnie wychodzimy chociaż na 15 minut pochodzić, mimo złej pogody, a ja bez makijażu nie wychodzę:P)


Obie są bardzo napigmentowane, jedno pociągnięcie i usta są idealnie pokryte.
Gdyby nie to, że drugi kolor to nie mat, nie czerwień by mnie tak oczarowała, bo takiego koloru jeszcze nie miałam a od dawna go szukałam. Jest dosyć nietypowy, Taki ni to brąz, ni to bordo, ni to taki brązowy fiolet... No ciężko mi określić odcień, którego też w pełni nie ukazuje zdjęcie, ale jest na prawdę interesujący.

Polecam wam obie! Jestem z nich zadowolona i cieszę się, że akurat te odcienie do mnie trafiły :)




Znacie te szminki?

BUZIAKI! 

piątek, 21 kwietnia 2017

OH My Sexy Hair! Algowa maska do włosów.

Witajcie Kochani! Czyżby zima wróciła? Szok jaka pogoda co... My w niedziele wielkanocną po przebudzeniu doznaliśmy szoku... Sypał śnieg! I to na prawdę nieźle! A było już tak ciepło! Co najgorsze, nie zapowiada się na szybki powrót pięknej wiosny :( Ale, że w zapowiedzi pogody często zakradają się błędy, liczę po prostu że tak będzie i tym razem :)


Dzisiaj przychodzę, aby przekazać wam kilka słów o tej masce do włosów, którą otrzymałam na spotkaniu blogerek, o którym pisałam TU. Sprawdźcie sami jak się u mnie sprawdziła!


Produkt otrzymujemy w dużym, pół litrowym plastikowym słoiku. Lubię takie duże opakowania i nie lubię... Ma to dwie strony medalu. Na moje włosy mało pojemnościowe maski są trudne do oceny. Dosyć dużo produktu idzie, aby pokryć włosy, ciężko po dosłownie kilku użyciach ocenić jak działa produkt.
Z drugiej strony, nie jest ją lekko otworzyć mokrymi dłońmi, więc dla mnie rozwiązanie jest takie, że stoi na stałe w jednym miejscu, a pokrywka nie jest zakręcona, a dociśnięta :) Zdaje to świetnie egzamin!




Konsystencja bardzo gęsta, kolor błękitno-perłowy. Zapach cudny! Moooże delikatnie morski, chociaż dla mnie algi nie pachną morsko, no ale ta maska odrobinę. Bardzo świeży, orzeźwiający zapach.
Jest bardzo wydajna, na mokrych włosach się dosłownie ślizga, szybko da się nią pokryć całe włosy, a wierzcie mi, że mam je długie.

Działanie jest świetne! Polubiłam ją od pierwszego użycia. Świetnie wygładza włosy, bardzo ułatwia ich rozczesywanie, a ja mam z tym duży problem. Z racji tego, że są kręcone piekielnie się plączą. Od dawna rozczesuje je tylko na mokro, bo inaczej beczę jak dzidzia :P

Po wyschnięciu włosy dużo mniej się elektryzują, nie puszą się tak bardzo i są dużo przyjemniejsze w dotyku, takie mięciutkie.
Maska jest świetna! Jak tą zużyję, na pewno kiedyś ją zakupię, może nawet i drugi wariant :)
Polecam serdecznie!


Znacie tą maskę? U was się sprawdziła?

BUZIAKI, KAŚKA :*

środa, 19 kwietnia 2017

YANKEE CANDLE: Macaron Treats.

Wiosna, kiepska, ale wiosna, niebawem lato, a mi chęć na palenie wosków nie mija :) Każdy mówi/pisze, że sezon wiosenno-letni nie jest częstym okresem palenia świec i wosków. Dla mnie póki co jeszcze ten okres nie nadszedł, co wieczór tylko czekam, żeby odpalić ulubioną świecę lub wosk, ewentualnie poznać, nowy z mojej skromnej kolekcji.

Tak więc dzisiaj nowy zapach, nowy post. Zielony, wiosenny, słodko pachnący, zapraszam!


'Wosk ze świątecznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o klasycznym zapachu paryskich makaroników, czyli słodkiej mieszanki wanilii i migdałów.'


Wosk w kolorze zielonym, jak tytułowy makaronik z etykiety.
Jadłam te ciasteczka, ale nie za bardzo mi posmakowały. Były jakiś czas temu dostępne w Lidlu, jednak to nie do końca mój smak. Lubię słodkie, ale nie bezy, bo są dla mnie zbyt słodkie, no i właśnie te ciasteczka smakowały mi bezą.

Jeżeli o zapach chodzi, dla mnie przecudny! Słodki migdał z podbiciem wanilii? Dla mnie to dokładnie ten zapach,

Wychodzi na to, że jestem jednak fanką słodkich zapachów :) Dużą świecą 'makaronikową' bym nie pogardziła, nie nie :))

Wosk dostępny na stronie Goodies, w cenie 9 zł.


Znacie ten wosk? Dla was też tak cudnie pachnie?

POZDRAWIAM :*

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Zalando w akcji TRND.

Witajcie Kochani :) Jak po świętach? Szybko minęły jak zawsze Wielkanocne...
Dzisiaj krótko chciałam wam opowiedzieć o moim udziale w akcji TRND: Zalando.

Otrzymałam paczuszkę z bonem upominkowym dla mnie i shopperką, którą teraz bardzo chętnie biorę na spacery zamiast torebki, oraz kuponami rabatowymi do rozdania.




Moje pierwsze zamówienie to były trampeczki i baletki. Obie pary w rozmiarze 41. Przed ciążą nosiłam rozmiar 39, czaaasem 40. Po ciąży, kiedy potrzebowałam kupić buty na chrzciny w 41 nie mogłam się wcisnąć... Jednak to dobry znak, że teraz 41 są za duże. Baletki też były przyduże, jednak na dłuższe spacery są ok, wtedy bardzo puchną mi stopy :)






Bardzo ładne i bardzo wygodne. Kosztowały niewiele, ok 35-40 zł.

Trampeczki kosztowały ponad 70 i oprócz rozmiaru wygląd ich na żywo niezbyt mi się spodobał.. Jednak żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia, chociażby, żeby wam je pokazać.

Zwróciłam drugą parę butów i wtedy zamówiłam sukienkę... Czy to był dobry pomysł ?



Sami spójrzcie, wydaje się być ładna, jednak jest dziwnie skrojona, ogólnie jest dosyć opięta, jednak pod pachami i na całej długości rąk dziwnie wisi...

A więc i ją zwracam. Muszę poszukać sobie chyba torebki, najmniejsze zawiedzenie będzie :P


A wy znacie ZALANDO?

BUZIAKI :*

piątek, 14 kwietnia 2017

Denko #3. Marcowe, znowu duże!

Witajcie! Pogoda zupełnie się popsuła co? U nas co chwila to leje, to słońce świeci.. Święta nie będą chyba zbyt piękne, jeśli o pogodę chodzi. A wy Kochani jak spędzacie tegoroczne Święta? U rodziców/teściów, czy sami już z własną rodzinką? Przy okazji chciałabym życzyć wam wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Wielkanocnych! Dużo zdrowia i samych radości! Ciepłych i rodzinnych chwil!


Dzisiaj przychodzę aby pokazać wam produkty, które dobiły dna w marcu :) Niby trochę spóźnione, no ale bez przesady, nie tak mocno :P
Zapraszam!


Lubię mieć takie porządne denka :) całkiem nieźle idzie mi zużywanie zapasów, staram się jak mogę je uszczuplić :)

TWARZ:


* maska NC- recenzja niebawem
* maska kokosowa <RECENZJA>
* maska ded sea <RECENZJA>
* bielenda krem <RECENZJA>  używałam go od WRZEŚNIA !!!! Jeeju jak długo :o
* maska z granatem- również przyjemna jak koleżanka z aloesem :)
* soczewki jednodniowe- używałam ich nie raz, są spoko
* krem bielenda <RECENZJA>
* peeling enzymatyczny bielenda- niestety na mnie nie działa
* maska Bielenda- piekła mnie po niej twarz, ale krótko, większej biedy nie odnotowałam :D
* pianka do demakijażu IVANATURA. Miała być recenzja, ale nie będzie. Nie nadaje się ona zupełnie do demakijażu, nie wiem ile razy trzeba jej użyć, żeby zmyć makijaż... Ale do oczyszczania twarzy bez makijażu jest super :)


WŁOSY: 


* szampon i odżywka Gliss Kurr <RECENZJA> 
* olej z orzechów włoskich zużyty do olejowania włosów. Nie najgorzej się sprawdzał, ale to jeszcze nie to, ideału szukam nadal!
* oliwka Babydream także zużyta do olejowania. Nie kupię ponownie. Jakoś mi się nie wpasowała ...



* balsam i maska Natura Siberica <RECENZJA>
* szampon Bania Agafii- bardzo przyjemny, kupię ponownie, wtedy zapewne pojawi się recenzja :)


CIAŁO: 


* kremowy żel AA- bardzo przyjemny, kupię  ponownie :)
* dezodorant nivea- najulubieńszy :)
* mydło ziaja z jedwabiem- też fajne, moze kupię ponownie, jak wykończè zapasy :D



* żel z original source, właściwie płyn do kąpieli. Czekolada i mięta... to nie mój zapach... :/
* balsam karmelizowane jabłko YR. No i tu mały problem- zapach obłędny, drobinki słodkie, nie przesadzone, ale okropny otwór, ciężko dozować produkt, no i działanie niezbyt mnie urzekło, miałam wrażenie że troszkę mnie podrażnia.
* żel do higieny intymnej z białego jelenia- nie pierwsza butelka- lubię go.


DŁONIE: 


* mydło w płynie Linda. Zapach- boski! Ale wysusza mi ręce... także więcej nie kupię tych mydeł, bo to nie pierwszy raz.


KOLORÓWKA: 



* pudder Rimmel. Bardzo ok, mam jeden w zapasach.
* tusz Bell <RECENZJA>
* cienie Rimmel- brązu używałam do brwi, super się sprawdzał. Ma już swoje lata, wyrzucam, bo mam godnego zastępce :)


PRÓBKI: 


* maska do włosów, a właściwie skóry głowy DERMAGLIN
* szampon seboradin- zainteresował mnie, może skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie.
* odżywka natura siberica- bardzo fajna, na tyle na ile mogę stwierdzić po próbce, może się skuszę kiedyś na normalne opakowanie.


ARTYKUŁY HIGIENICZNE: 


* chusteczki velvet- najlepsze z najlepszych
* wkładki femina- najgorsze z najgorszych! Nienawidzę tej ceraty na tego typu produktach ... Straszne były...
* chustki z Rossmanna- ok. Ja ich używam.


Ale się nazbierało :D Super, cieszę się bardzo, im szybciej zużyję zapasy, tym szybciej znikną ograniczenia ! :D


Znacie coś? Moze coś u was sprawdziło się inaczej?


POZDRAWIAM!