niedziela, 18 sierpnia 2019

DENKO #7 Lipcowe zużycia.

Witajcie Kochani! Wolna niedziela, piękna pogoda... To równa się naszej kolejnej wycieczce :)
Jeśli mi się uda to sklecę post o miejscach, w których byliśmy, bo było ekstra. Warto odwiedzić te miejsca będąc z naszych okolic, lub będąc w okolicy ;)


Dzisiaj w końcu przyszła pora na denko zeszłego miesiąca :) Oczywiście nie wszystko zużyłam w miesiąc, niektóre rzeczy zostały otwarte wcześniej niż w lipcu.


TWARZ: 


* Kolejne opakowanie po płatkach z biedry, zdania nie zmieniam, polecam :)
* Drugie moje opakowanie tego toniku, jest spoko, a nawet mam wrażenie, że tym razem jestem z niego dużo bardziej zadowolona ;)


MASKI: 


*Maska z Eveline... PORAŻKA! Najgorsza ever! Nałożenie to pół biedy, ale zmycie... masakra! W żaden sposób nie mogłam jej opanować, popłynęła mi po rzęsach i mega ciężko było ją z nich zmyć... katastrofa!
* Maska peeling z Bielendy jakoś mnie nie uwiodła, ale zapach mega, muszę przyznać.
* Maska Rival de Loop- lubię, przyjemna, chętnie kupię ponownie!
* Maska w płachcie Cien i maska Mediental super się sprawdziły, jedna i drugą chętnie bym kupiła znów, na szczęście tej z Cien mam zapas :)



DŁONIE, STOPY: 


* Kolejny zapas mydła Isana. Mega zapach, dobrze myje, nie podrażnia, nie uczula,. Bartek tez go używa, jak ma kaprys na mydło w płynie a nie w piance :P
* Dezodorant do stóp No36, najlepszy jaki do tej pory miałam, serio! Kupiłam ostatnio sporą ilosć w kauflandzie, był w promocji po niecałe 6 zł, polecam!
* Skarpetki złuszczające BeBeauty- tanie i bardzo dobre! Nie pierwsze, nie ostatnie!


CIAŁO: 


* Olejek od Bielendy- mega cytrusowy zapach, ale brakowało mi nuty kwaskowości. Nie pienił się prawie wcale, Miał drobinki, które roszpuszczały się w kontakcie z wodą, nie uczulał, nie podrażniał, ogólem spoko, ale nie wróciłabym :)
* Żel z Old Spice ulubiony męża, o czym już wiecie.
* Nowe maszynki, takich jeszcze nie miałam, w porządku są. Gilette Venus to od jakiegoś czasu moje ulubione.


HIGIENA/DZIECKO: 


*Podpaski najlepsze ze względu na to, że pachną a nie uczulają, nie podrażniają.
*Chustki ente, czasem się jeszcze przydają, a to na wyjściach, na wyjazdach no i nie tylko ;)
* Żel babydream, niby mają dobre składy kosmetyki babydream, ale jakoś mocno Bartka przesuszał mam wrażenie...  Nie kupię raczej więcej, zobaczymy.


INNE: 


* Obydwa odświeżacze męczyliśmy dobrych kilka miesięcy, ten z domola fajny, ale nie na dłuższą metę. Air wick niestety kompletnie nie mój zapach :P
*Olejek paliłam w kominku, nie wiem, czy można, ale jak byliśmy chorzy jeszcze, jakoś czas temu, nalałam pierwszy raz i bardzo mi się podobał zapach w domu po nim, więc paliłam kilka razy. Fajne odświeżenie, aż chciało się oddychać.


To już wszystko. Dużo tego nie ma, ale zawsze coś :) Zawsze to krok do przodu w pomniejszeniu zapasów.

Znacie coś z mego denka? 

BUZIAKI, KAŚKA :*

czwartek, 15 sierpnia 2019

ISANA LIMITED EDITION: Żel pod prysznic Coffee&Vanilla.

Witajcie! Pogoda póki co niezła, chociaż według mnie już trochę jesienna.
Dziś Święto, wolne, więc mieliśmy plan na dziś. Co prawda trochę nam się pokrzyżował przez chorobę Bartka, plan był jechać duużo dalej, ale wylądowaliśmy w papugarni w Ełku.
Zrezygnowaliśmy z dalszej trasy, bo Bartek się nam pochorował.. Pokasływał i smarkał już przed weekendem, ale jakos trochę ogasło, więc w poniedziałek poszedł do przedszkola, ale stwierdziłam, że ten tydzień jest taki, że tylko jeden dzień mąż musiał wziąć zwolnienie a pozostałe dni ja mam wolne. Tyle wolnego mam, że szok.. a na wrzesień zostaje mi prawie 190 godzin do wyrobienia :P
Ehh, myślałam, że sierpień bedzie ciężki i jest przez ruch, ale w porównianiu do godzin to będzie niezły hardcore.
Ale we wrześniu czeka mnie coś mega, mega fajnego :P fajny wyjazd w fajne miejsce, nie mogę się już doczekać!

Dzisiaj kilka słów o żelu limitowanym z Isany, chyba każdy go już widział na Instagramie? Ja też go pokazywałam :P

<<Instagraam.



Urocza, zachęcająca do zakupu grafika. Niby nic szczególnego, ale wygląda ciekawie. Pojemność standardowa (chyba) 300 ml. Kosztuje zdaje się 4,99, ale w promocji można dorwać za 3,49 nawet. Chociaż generalnie czy 4,99 to dużo aby czekać na promkę? Ja czekam zawsze :P A wiecie dlaczego? Bo mam za dużo żeli i mam nadzieję, że na promce po prostu nie będą dostępne :P :P


Na odwrocie opakowania znajdziemy wszelkie informacje od producenta, skład. Żel zatrzymuje swoje właściwości w 12 miesięcy od otwarcia.


Otwarcie typowe, na zatrzask. Otwór jest niewielki, bez problemu można dozować produkt.


Konsystencja kremowo żelowa, nie typowo lejąca się. Kolor perłowy, lekko beżowy.
Zapach cudowny! To jeden z najcudniej pachnących żeli pod prysznic jakie miałam... Ale wiecie, nie pachnie on dla mnie kawą i wanilią. Ani, jak już słyszałam, monte. Pachnie dla mnie gorzkim kakao z mlekiem kokosowym! Zapach piękny, ale nie przesłodzoy, boski!
Cudownie uprzyjemnia kąpiel, dobrze się rozprowadza, dskonale pieni i oczyszcza ciało. Zapach niestety nie utrzymuje się zbyt dług, ale co zrobić :(
Nie uczulił mnie, nie podrażnił. Zachował się bardziej niż poprawnie, biorąc pod uwagę moje oczekiwania względem żelu pod prysznic ;)


A wy znacie ten żel? Lubicie żele Isany?

BUZIAKI, KAŚKA :*

środa, 7 sierpnia 2019

KOSMETYKI AA: Cica Benefit- ku ukojeniu.

Hej Kochani! Ciepło wróciło na jeden dzień. Dziś niby ciepło, ale co chwila pada. Wiem, wiem, deszcz jest bardzo potrzebny, ale u nas lato jest kiepskie w tym roku. Bo ani upałów, ani deszczu.
Dziwne to wszystko, a już niemal połowa sierpnia. Raczej słaba szansa na miesiąc porządnych upałów... No chyba, że wrzesień nas zaskoczy w tym roku, nie to, że miałabym coś przeciwko :D
Tym bardziej, że we wrześniu mam wyjazd na panieński siostry :P Byłaby git taka pogoda :D

Dziś chciałabym wam opowiedzieć swoje wrażenia o kolejnych nowościach od AA cosmetics.
Nowa seria CICA BENEFIT dedykowana jest skórze wrażliwej i skłonnej do alergii, czyli generalnie mojej.  Dziękuję Michałowi za możliwość przetestowania :)




'Kojący płyn micelarny do demakijażu'


Płyn micelarny otrzymujemy w średniej wielkości buteleczce. Jego pojemność to 250 ml.Grafika jest bardzo prosta, przyjemna dla oka, nasuwa myśl o produkcie hipoalergicznym.


Na odwrocie buteleczki znajdziemy wszystkie informacje od producenta, również skład. Produkt zachowuje swoje właściwości przez 9 miesięcy od otwarcia.


Typowe otwarcie na zatrzask, niewielki otwór, przez który wydobywamy płyn. Dzieje się to bez problemu i bez żadnych ekscesów, chociaż ja to zawsze z ilością płynu przesadzam, wacik jest za mokry i wtedy muszę wziąć drugi aby odsączyć nadmiar. Chociaż właściwie na jedno wychodzi, bo i tak potrzebuję dwóch :)

Co więcej odkąd mam rzęsy myje je micelem. No i powiem wam, że całkiem nieźle się w tym sprawdza. Co prawda nie wiem czemu, ale czasami piekły mnie od niego oczy, no właśnie, ale nie zawsze. Od czego to zależy? Nie wiem. Ale dobrze oczyszcza rzęsy, odtłuszcza je, jestem zadowolona.
Jeśli o demakijaż chodzi także nie mam zarzutów. Sprawdza się super, nie podrażnia, nie uczula, fajnie pielęgnuje i łagodzi. Dobrze oczyszcza, trzeci wacik jest już zupełnie czysty, więc to dobry wynik. Nie zauważyłam jakiegoś mega nawilżenia, ale nie mam z tym problemów, nie widzę pogorszenia, więc jest dobrze.


'Balsam odżywczo kojący' 


Średniej wielkości tuba o pojemności 200 ml. Grafika taka jak w przypadku całej serii. Bardzo minimalistyczna, przyjemna dla oka.


Z tyłu opakowania znajdziemy wszystkie informacje od producenta oraz skład. Tak jak i micel, produkt zachowuje właściwości w 9 miesięcy do otwarcia.


Otwarcie na zatrzask, podobnie jak w micelu, jednak tu sporo większe. Niewielki otwór, ze względu na konsystencję łatwo się wydobywa, nie wiem jak zachowa się pod koniec, bo trochę mi do końca brakuje :P dam znać przy denku.


Konsystencja jest typowa emulsji i tego się spodziewałam, bo wszystkie takie 'lecznicze' balsamy jakie miałam, miały taką konsystencję. Dobrze się rozsmarowuje i szybko wchłania, o ile nie przesadzimy z ilością :P Jest bardzo, bardzo oszczędny! Wystarczy niewielka ilość do posmarowania ciała. Fajnie nawilża i uspokaja skórę, zwłaszcza latem, kiedy przesadzimy ze słońcem.. Przechowywany w lodówce przynosi mega ulgę i szybko regeneruje poparzoną słońcem skórę.
Nie podrażnia, nie uczula, nie wysusza. Bardzo go polubiłam, chociaż kolejny ciężki test czeka go jesienią, kiedy wróci chłód :)


Znacie te nowości?? Dajcie znać jak się sprawdziły jeśli tak!

BUZIAKI, KAŚKA :*

sobota, 27 lipca 2019

LONG4LASHES: KRIOTERAPIA. Szampon i maska przyspieszająca wzrost włosów.

Witajcie :)
Wróciło ciepełko! Super! Szkoda tylko że obydwoje ciągle w pracy, więc czasu na plażę i rowery brak. Tak jak na początku lata bywaliśmy codziennie, tak teraz w ciągu tego miesiąca raz.. Szkoda, ale mam nadzieję, że to nadrobimy, w końcu jeszcze przez jakiś czas powinno być ciepło.
A jak wam mija lato? Korzystacie?

Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o duecie, który miałam okazję ostatnio używać. Mam właściwie, bo jeszcze trochę mi zostało.




I szampon i maska znajdują się uprzednio w kartonikach, na których znajdziemy wszystkie informacje dotyczące produktów. Skład też.


Kilka słów o szamponie:


W kartoniku znajdziemy zgrabna, niewielką buteleczkę o pojemności 200 ml.


Zamknięcie typowe, na zatrzask. Niewielki otwór, ale szampon wydobywa się bez problemu, ani za dużo ani za mało.


Szampon ma przezroczysty kolor, jest średnio gęsty, dosyć lejący. Fajnie pachnie, chociaż trochę 'lodowo' nie wiem jak wam to wytłumaczyć, nietypowo a zarazem cudnie! Kojarzy mi się z zapachem śniegu, śnieg w ogóle pachnie ? :D
Bardzo dorze się pieni, fajnie oczyszcza włosy i skórę głowy. I fakt, nie podrażnia mnie, ale mam wrażenie, że jest zbyt mocny na 'codzień'.
Fajny jest, bardzo go polubiłam. I za zapach i za to, że nie podrażnia, bo nie ma naturalnego składu, więc u mnie z tym ciężko.


Pora na maskę.


Maska z kolei jest w tubie, niewielkiej, o pojemności 200 ml.


Zamknięcie również na zatrzask. Niewielkie otwarcie, przez które bez problemu dozujemy maskę. Fakt, pod końcem jest to utrudnione, ale miewałam gorsze złośliwce ;)


Maska jest biała, zdecydowanie gęsta, kremowa. Zapach ten sam co w szamponie, przywodzi na myśl śnieg. Mam teraz mega krótkie włosy, więc potrzebuję śmiesznie małej ilości, ale tak ogólnie mam wrażenie, że maska jest bardzo oszczędna. Ślizga się po włosach, więc wystrczy jej niewielka ilość, żeby pokryć 3/4 długości włosów, od dołu licząc. Wiadomo, zawsze jakaś tam odrobinka może się dostać do skóry głowy, chociaż staram się tego unikać, ze względu na problematyczną skórę, o czym wiecie. Ale wiadomo, staram się używać takich produktów, które skóry nie podrażnią, bo i tak kładzie się maskę blisko skóry, więc ryzyko jest. Poza tym, w tym przypadku... Maska daje takie boskie uczucie chłodu! Wspaniałe uczucie, jeśli chodzi o skórę głowy :P jeszcze takiego produktu nie miałam, a zdecydowanie lubię ten efekt!
Jeżeli o ciało chodzi to już nie specjalnie, chyba że latem. Jestem ciepłolubna, zimą wiecznie mi zimno, nawet w swetrach i grubych skarpetach :)

Duet bardzo fajnie zachowuje się na moich włosach. Szampon dobrze oczyszcza, nie plącze. Maska z kolei wygładza i fajnie ujarzmia włosy dodatkowo ich nie obciążając. Myję włosy co drugi dzień, używając tych kosmetyków również.
Jeżeli o przyspieszenie wzrostu chodzi... ciężko mi to określić, niedawno mocno skróciłam włosy, nie mam pojęcia czy rosną szybciej :) Stwierdzić jednak mogę, że wypadają ciutek mniej, mam nadzieję, że niebawem całkiem przestaną wypadać, bo dodatkowo zaczęłam przyjmować vitapil.

Jak jeszcze karmiłam piersią, chociaż fakt, że niedługo po porodzie, brałam vitapil mama przez 2 msc i wtedy efekt był mega i wzrostu i miliarda baby hair. Teraz też liczę na ten efekt, chociaż nie tyle czekam na baby hair, a na to, aby w końcu przestać wyjmować całe garści włosów ze szczotki..

Macie jakieś sprawdzone sposoby/suplementy itd itp, na wypadanie włosów? Biorę ten vitapil, ale chętnie też pomogłabym sobie dietą? Może macie jakąś wiedzę, chętnie się dowiem :)

Miłej, słonecznej soboty :*

BUZIAKI, KAŚKA :*

czwartek, 18 lipca 2019

Denko #6 Lipcowe zużytki.

Witajcie Kochani!
Pogoda nie rozpieszcza, humor też ostatnio nie ten ;) Jakoś to nie mój czas, mamy trochę problemów, na szczęście bardzo podnosi mnie na duchu Bartosz, chociaż potrafi napsocić, ale jest obecnie najsłodszy ever! To jak rozmawia, co mówi, jak mówi!  Kocham najmocniej pod słońcem, niby oczywiste, ale jednak! Najwspanialsze co mnie w życiu spotkało, na prawdę.


Znowu denko, spóźnione, ale nie tak jak ostatnio :P

CIAŁO: 


* Tym razem inny, jednak mąż nie skarżył się, że coś z nim było nie tak, więc chyba też jest ok ;)
* Ten dezodorant z Isany jest na prawdę spoko, działa, a to najważniejsze ;)
* Bardzo dobre maszynki, chętnie znów po nie sięgne.



* Żel pod prysznic dove- jak on mnei zmęczył, znudził, omg. Na szczęście udało się go wykończyć!
* Żel balea- cudowny! Nie pierwsze opakowanie, chętnie znów po niego sięgnę!
* Żel z Isany- średni. Niby ładny zapach, ale nie uwiódł mnie jakoś, po prostu nie było tego czegoś.

WŁOSY: 


* Lbiotica- maska. Ktoś mi może powie, czy maski Lbiotici wszystkie mają takie zawrotne pojemności? Czuję duży niedosyt i jakoś niezbyt dużo mogę o niej powiedzieć ...
* Batiste, suchy szampon, bardzo fajny :)
* Sylveco- myjąca odżywka. Całkiem fajna, kupiłam po próbce. Ale nie kupię ponownie, nie zachwyciła mnie aż tak.
* Odżywka Pilomax Wax, no przyjemna, ale nie to że jakaś cudowna. Czegoś mi w niej brakowało.
* Avon- świetna maska! Serio. Ale to nie moja pierwsza z avonu i przeważnie czuję zachwyt, dosłownie ;)


DZIECIĘCE: 


* Sylveco baby- oliwka do ciała. Zużyłam jakąś połowę na włosy, może i nawet 3/4 bo od dawna nie używamy dla Bartka żadnej oliwki. Średnia do włosów, dla Bartka chyba też się sprawdzała, chociaż nie pamiętam zbytnio.
* Oliwka Anthyliss- Bartek dostał od niej mega uczulenia, więc wzięłam ją do włosów, ale pogorszyła stan mojej skóry głowy, więc wywalam. Dużo nie zostało, ale jednak była dosyć kiepska.
* Ziajka pasta do zębów dla dzieci, z ksylitolem.

TWARZ: 


* Lirene- glinkowa pasta myjąca- świetna! Nie wiem czemu nie doczekała się recenzji, ale bardzo ją polubiłam, może jednak coś naskrobię? Zdjęcia mam ...
* Pasta rapid white. Dla mnie zero efektu wybielania, dodatkowo się dowiedziałam, że moze być że moje zajady nawracają przez pastę do zębów. Nie wiem, kupiłam sobie dwie z dobym składem, zobaczymy.
* Płatki z biedry, jak co miesiąc :)


MASECZKI/PRÓBKI: 


* Garnier maska węglowa- fajna, ale myślałam, że jak z węglem to trochę oczyści buzię, ale w tym kierunku zero.
* AA maska bąbelkowa- zero jakiegokolwiek efektu. Fajnie się spieniła :P
* Bielenda peel off. Biała dla niej, czarna dla niego. Oczywiście u nas używam ja obydwu :P
* Próbka balsamu resibo- fajnie pachnie i spoko się wchłania, tyle mogę powiedzieć :)

HIGIENA: 


* Chustki babydream, najlepsze, wiecie ;)
* Masmi wkładki higieniczne, bardzo przyjemne. Teraz testuję też tampony, ale mniej mi się podobają, dlatego że są z aplikatorem, jakoś nie potrafię się z tym dogadać.
* Wkładki higieniczne z lidla, nie polubiłam, na pewno więcej nie kupię.


INNE: 


* Odświeżacz Aril- cudowny, cudowny zapach! Ale zauważyłam, że dosyć krótko czuć zapach. W sensie psik, czuję czuję i nie czuję. :D



Całkiem sporo tego, choć to nie największe moje denko. Ale jestem dumna, bo zużywanie trwa. W tym miesiącu będzie chyba cienko :P ale ciągle walczę! <3


Znacie coś? Dajcie znać koniecznie!

BUZIAKI, KAŚKA :*

środa, 3 lipca 2019

NATURA ESTONICA: Purple Acai body scrub.

Witajcie Kochani w lipcu już :) Czas szybko pędzi, zwłaszcza na urlopie :P no i dziś środa, połowa drugiego tygodnia, od poniedziałku powrót. Ehh, co zrobić :P
Bartek mi trochę przychorował, kaszlał brzydko więc wczoraj i dziś został w domu. Tylko to dziwne jakieś było, wczoraj tak strasznie kaszlał, w nocy trochę też. Dzisiaj z kolei zero kaszlu, zero czegokolwiek... Niezwykłe ozdrowienie? :D No w każdym razie, jeśli nic się nie zmieni jutro idzie do przedszkola ;)  Przynajmniej będzie się bawił z dziećmi, bo ja choćbym co chwilę coś wymyśliła to pobawi się, a zaraz i tak jęczy o tablet, albo bajki... A ja mu bardzo tego żałuję. Staram się żałować. Dużo mówi, dużo ładnie, ale i dużo niewyraźnie. Temu postawiliśmy na czytanie i inne zabawy a media ograniczamy niemal do zera. Mam nadzieję, że to przyniesie skutki ;)

Dzisiaj przychodzę do was z nową recenzją! Jak wiecie uwielbiam peelingi, więc chętnie testuję nowe dla mnie produkty z tej kategorii. Ten gagatek zamówiłam jakiś czas temu, kiedy w jakiejś drogerii internetowej  była mega wyprzedaż, chyba likwidacja sklepu, ale nie pamiętam dokładnie.
Ale moje zamówienie wtedy było spore :P i było w nim sporo peelingów :P Teraz jednak staram się kupować jak najmniej i zużywać zapasy. A w lipcu planuję #lipiecbezzakupowkosmetycznych :D Ciekawe jak mi pójdzie, trzymajcie proszę kciuki! Niczego mi nie trzeba, a oszędzanie zawsze mile widziane :P


Peeling znajduje się dosyć standardowej wielkości słoiczku, z bardzo banalną i właściwie nieciekawą grafiką :P Ale samo 'Natura Estonica' mnie zachęca wystarczająco :P



Informacje od producenta, skład. Produkt zachowuje swoje właściwości do 12 miesięcy od otwarcia, dosyć długo, przeważnie jest to 6 m ;)



Nie wygląda zachęcająco, ale to tylko zmyłka. Peeling ma ciemnoróżowy kolor. Ogromnie dużo drobinek, a przed użyciem nie trzeba go wymieszać, to fajnie, czasami bywa to wkurzające, że zanim użyję produktu, dobre dwie minuty trzeba machać łychą :P


Tu na zdjęciu fajnie widać drobinki, a jest ich sporo i większość z nich jest duża. Jednym słowem jest to na prawdę porządny zdzierak, a dla mnie to jeden z najważniejszych, jak nie najważniejszy w sumie aspekt. Drugi najważniejszy, no albo najważniejszy, nie mogę się zdecydować, która cecha ma dla mnie większe znaczenie, to zapach. Tutaj nie zawiodłam się, absolutnie! Pachnie cudnie, owocowo delikatnie kwaskowato. Świetnie!
Nie dość, że pozostawia cudny zapach (który utrzymuje się max do godziny po spłukaniu), to sprawia że skóra jest mega wygładzona i delikatnie nawilżona zarazem, bo zostawia lekki film, ale serio szybko się wchłania. Dzięki niemu skóra odzyskuje blask z wszystkie zrogowacenia i suche skórki przestają istnieć, jest na prawdę bardzo skuteczny!  Nie uczulił mnie, nie podrażnił, także w ym temacie też bardzo ok.

Polecam go wam serdecznie, jeśli go nie znacie. Jeśli znacie, dajcie znać jak się srawdzał?

BUZIAKI, KAŚKA :*

niedziela, 30 czerwca 2019

DENKO #5 Majowe zużycia.





Witajcie Kochani! Wiem wiem jak jest późno, a u mnie dopiero majowe denko, kiedy już czerwcowe trzeba focić :P cóż, obfociłam te dawno, jednak wyszło jak wyszło, że czas mi zbyt szybko znika!
A więc nie przeciągam, pokazuję i opisuję co jak się sprawdziło :)


TWARZ: 


* Ten żel z Marion mimo boskiego zapachu kompletnie się u mnie nie sprawdził... Całą serię miałam, niestety zapychała mnie. Wykończyłam jako żel pod prysznic.
* Najlepszy Blisteź jaki do tej pory miałam, super zapach, fajne działanie, minus to to, że słodka i nie raz zjadałam ją :P
* Chusteczki arganowe od Equilibra, niestety musiały być otwarte, bo jak ja je otworzyłam były już suche jak wiór :(
* Puder Nanda. Zamówiony na alie. Spoko, bez zarzutu, nie zapchał mnie ani nic. Ale mega szybko się skończył.
* płatki z biedry, znacie już je ;) lepsze owalne, ale te też spoko.



MASECZKI: 


* Ta sukieneczka z biedry to dla mnie nic ciekawego, no zero czegokolwiek, poza zapachem :P W każdym razie na szczęście nei zrobiła mi krzywdy.
* 7th heaven tego wariantu chyba nie miałam wcześniej, bo do kilku ich masek wracałam. Ta bardzo przyjemna, no i peel off które lubię.
* Ostatnia to płachta mediental. Mediheal rodzima marka. Nie wiedziałam jak kupowałam, a na opakowaniu jak wół napisane :P Równie fajna jak maski mediheal, cera była ładniejsza, bardziej promienna!



CIAŁO: 


* Obydwa żele z Bebeauty, piękne zapachy, no obłędne! Jeśli znów będą dostępne, na pewno wezmę!
* Mleczko do mycia z AA Vegan, pisałam o nim, bardzo go polubiłam.

<<AA Vegan, odżywiające mleczko do mycia.


* Old Spice- ulubiony męża. Fajny zapach.
* Kulka garnier. Kolejna, będzie więcej. Spoko są!
* Emulsja femina, muszę wypróbować drugi wariant, bo lepiej się sprzedaje, a ja z jakiegoś powodu kupuję ciągle ten wariant.


STOPY, DŁONIE: 


* Lbiotica maska złuszczająca do stóp. Zawsze była ulubioną, jednak poznałam maskę Bebeauty i zmieniam zdanie!
* Bingospa, mandarynkowa kąpiel do skórek i paznokci. Może i coś działała, ale ile ja ją męczyłam... :D
* Piękny zapach mydełka Isany, kupiłam znowu ten zam zapas. Ekstra pachnie, nie wysusza, nie podrażnia.



WŁOSY: 


* Ulubiony szampon męża, Prosalon coconut. Chciałam wczoraj uzupełnić zapas, ale brak w Hebe w Sokółce.
* Bardzo fajna farba Palette. Trwały jak na czerwień, fajnie kryje, siwiznę też. Odżywka ja kzawsze najlepsza ta dołączana do farby.
* Olejek łopianowy- fajny, trochę uspokajał moją skórę głowy!



INNE: 


* Żelki na zdrowe włosy. U mnei nie zrobił nic, kompletnie o nim zapomniałam pod koniec opakowania, ale wymęczyłam w końcu. Włosy mi wypadały na początku, w połowie, pod koniec i nadal masakrycznie wypadają.
* Soczewki- polecam! Kupuję je znowu, są spoko i w przystępnej cenie. Nie rwą mi się, a niektóre potrafiły się rozerwać po kilku dniach używania.
* Podgrzewacze Bispol- truskawkowe- zapach przyjemny.



* Kupiłam ten płyn do czyszczenia pralki Bryza za poleceniem, za poleceniem wielu osób. Ale ja serio nie widziąłam w nim nic nadzwyczajnego, poza zapachem, który mi się nie podobał piekielnie i strasznie długo się wydobywał z pralki ...
* Ostatnio ulubiony zapach cocolino <3 cudowny!
* Świetny zapach Aril. Pachnie bardzo fajnie, delikatnie egzotycznie, czuć ciupkę mango i ciupkę kokosa, lubię!


To już wszystko! Trochę tego wyszło, chociaż to nie największe moje denko, ale jest pokaźne więc jestem dumna :)
Bo co chwila coś kupuję. Może nie jakoś dużo, na szczęście nie żele pod prysznic, ale suma sumarum zapasy się powiększają... Eh. Muszę przestać kupować!
Może by tak lipiec bez zakupów kosmetycznych? Przemyślę, rozważę i dam znać :)
Pewnie na Instagramie :)


BUZIAKI, KAŚKA :*