czwartek, 24 września 2020

BENECOS: Naturalny szampon Pokrzywa&melisa.

 Hej :)

Piękna jesień trwa, szok jak bardzo pogoda nas rozpieszcza. Codziennie piękna pogoda i plac zabaw, rowery. A to już końcówka września! Strasnie się cieszę, bo ja dopiero od początku września mogę jeżdzić rowerem, więc korzystamy ile się da. Niestety ostatnio mój mąż dużo pracuje, więc ten rower  nie jest codziennie. Ale i tak kilka razy nam się udało, więc super.


Dziś chciałabym wam opowiedzieć o szamponie, który niedawno otrzymałam do przetestowania. W paczce, którą otrzymałam znajdowały się dwa proddukty. Szampon Benecos był dla mnie, cosnature dla męża. 

Od razu zabraliśmy się do testów a teraz kilka słów o moim wariancie.


Szampon znajduje się w dużej tubie, jego pojemność to 200ml. Grafika bardzo przyjemna :)


Fajnie, że jest naklejka z informacjami od producenta w języku polskim. Skład do wglądu.


Szampon jest w jasnym, żółtawym, ale i dość transparentnym kolorze. Zapach przyjemny, nie drażniący. 

Jeśli o działanie chodzi, niestety zawód i to ogromny. Jeśli ktoś mnie czyta, wie dobrze, że moja skóra głowy jest problemowa, bardzo. Kilka miesięcy temu, myślę że ok 3-4, całkowicie zapanowałam nad problemem. Używałam szamponu przeciwłupieżowego Isana, i Nizoralu tak co 3 mycia. Póżniej, jakieś dwa miesiące temu, no może więcej, włączyłam szampon w kostce z Miodowej Mydlarni. Wszystko było okey, zero problemów, skóra idealna. Doszłam nawet do tego, że nie myłam włosów co drugi dzień a co 3-4 nawet, nadal wszystko grało.

Użyłam szamponu Benecos raz, raz jeden, jedyny. Swędzenie pojawiło się już następnego dnia, łupież, strupy dwa dni później. Nie zmieniłam absolutnie nic innego w pielęgnacji włosów, więc niestety winą obarczam właśnie go.

Nie wiem czemu tak się stało, co, jaki składnik to spowodował. Chętnie bym się dowiedziała.

Niestety jestem zmuszona zużyć go do mycia ciała, właściwie juz niewiele mi zostało, bo od razu go do tego przeznaczyłam. Słabo pocieszające, ale jako żel sprawdza się bardzo spoko, zapach przypadł mi do gustu. Jako szampon, u mnie, całkowicie do skreślenia.



Znacie produkty Benecos? To mój pierwsze z nimi spotkanie, szkoda że tak nieudane, bo wiele czytałam o nich zachwytów :(

BUZIAKI, KAŚKA :*

czwartek, 10 września 2020

GARNIER FRUCTIS: Regenerująca maska Papaya Hair Food.

Witajcie :) 

Pogoda już się posypała, co chwila pada, jest chłodno, czuć już jesień, bezapelacyjnie- czuć jesień,

Bartek posmarkany (po nocy odrobine pokasłuj, chociaż w ciągu dnia już się to nie powtarza), więc jest ze mną w domu, pewnie żebym pracowała, chodziłby do przedszkola, ale z racji tego, że jestem w domu, mogę go zatrzymać z byle katarem. Jednak mam nadzieję, że szybko minie i w poniedziałek wróci do dzieci..

Dzisiaj chciałabym wtrącić kilka słów o słynnej już chyba masce, ze słynnej serii Garnier Hair Food. Mój wariant to Papaya. Nie ukrywam, że wzięłam akurat ten licząc na upojny zapach :P Ale aloesowa wersja również mnie teraz ciekawi, jak kupowałam ten wariant, aloesowej jeszcze nie było.

Zapraszam więc do przeczytania mojej opinii :)

Bardzo fajne opakowanie, duża pojemność, co jest ogromnym plusem.


Jest w większości z naturalnych składników- fajnie, zawsze to mniej szkodliwego shitu.


Maska jest bardzo gęsta i kremowa, jest w kolorze białym. Wystarczy dosłownie odrobina by pokryć całe włosy na długości oczywiście, na skórę głowy nigdy nie nakładam. 


Tu można zerknąć na skład. Producent gwarantuje, że maska zachowuje swoje właściwości ok 12 miesięcy od otwarcia. Całkiem sporo, i dobrze, bo ja jej już bardzo długo używam, myślę że dłuzej niż rok i jeszcze na kilka użyć mi zostało.

Producent propouje 3 sposoby użycia jej, jako odżywkę po myciu, ale ze spłukiwaniem, jako maskę, lub jako odżywkę bez spłukiwania.

Szczerze powiem, że na trzeci wariant... bym się nie pokusiła. Jestem pewna na 1000%, że obciążyłaby moje włosy masakrycznie, nadawałyby się do kolejnego mycia.. i to natychmiast.

Ja używałam jej jako odżywki ze spłukaniem, dosłownie po 2 minutach. Takie rozwiązanie sprawdziło się u mnie najlepiej, chociaż też trzeba było używać jej z głową i dozować niezwykle ostrożnie. Oczywiście na początku użyłam jej jak maski, w końcu to maska. Jednak włosy były zbyt obciążone. Pierwszego dnia były względne, jedak nadawały się do mycia już następnego dnia, więc te rozwiązanie jest kompletnie nie dla moich włosów.

Nie mam jakoś strasznie zniszczonych włosów, myślę, że są generalnie w niezłej kondycji tylko dość mocno się sypią.. Czemu? Nie wiem. Mimo, że doprowadziłam do porządku skórę głowy, włosy wypadają jak szalone. Chyba wrócę do biotyny, jednak czy można ją tak brać non stop, cały rok ? Bo jak biorę, jest dużo lepiej. Ale jak tylko zrobię przerwę problem wraca z taką samą siłą...

Używana jako odżywka, w niewielkich ilościach, sprawdziła się u mnie rewelacyjnie! Włosy po niej są mega gładkie i sypkie, a dodatkowo mając na uwadze zapach... OBŁĘD! Zapach jest cudowny, słodkawy, ale fajnie przełamany kwaśną nutą! 
Jednak muszę stwierdzić, że produkt jest trudny. Dla mnie bardzo nawet. Wystarczy nałożyć odrobinę zbyt dużo i oklap gwarantowany. Parę razy tak mi się zdarzyło.

Więc powiem szczerze że mam ciut mieszane uczucia. Z jednej strony sprawdzała się świetnie, z drugiej w bardzo łątwy sposób mogła uczynić masakrę...


Czy polecam? Polecam, ale... No właśnie, ale. Warto spróbować, jednak miejcie nie uwadze moje ale :P

Znacie tą maskę? Może inna z tej serii sprawdziła się lepiej? Dajcie znać!

BUZIAKI, KAŚKA :*

wtorek, 8 września 2020

DENKO #4 Zużycia kilku ostatnich miesięcy. Dobrych paru miesięcy :P

 Oj dawno mnie tu nie było, wiem. Ale postanowiłam nadrobić denka w jednym poście i wrócić do regularnego blogowania. Życie powoli się uspokaja... Nie wiem jak długo to potrwa, ale powinno jakieś pół roku :) 

U nas dużo zmian, po operacji była przeprowadzka, teraz zmiana przedszkola, u męża zmiana pracy. No dużo rzeczy się złożyło, czasu było mało na wszystko, plus ogarnianie rzeczywistości by wrócić do sprawności. Teraz jest lepiej, chociaż to nadal nie to, jest lepiej. Oby do przodu i oby szło jeszcze lepiej!

Dzisiaj wpadam z denkiem, w sumie jest tego tyle, że opisze tylko te produkty, które się super sprawdziły, lub nie sprawdziły się wcale. Bo bez sensu totalnie wszystko opisywać, skoro to było nawet kilka miesięcy temu.


TWARZ: 





* Chustki fajne, ale tylko okazyjnie. Po pobycie w szpitalu mocno mnie wysuszyły.. I nie, to nie woda szpitalna, bo mi po operacji 2 dni wstać nie pozwolili..


* Pianka All about Aloe- była super, bardzo fajnie się jej używało, nie piekła w oczy, dobrze oczyszczała twarz.
* Bielenda- Esencja Zielona Herbata- też bardzo fajna! Przyjemnie się używało, przecudny zapach, no i w sumie starczyła mi gdzieś na 3 miesiące, a zdaje się tyle może być używana od otwarcia.


* Maska z garniera była super, może skuszę się kiedyś na nią znów ;)



* Mus borówkowy super pachniał. Jednak mam mieszane uczucia co do niego w pozostałych kwestiach. Planuję post, więc więcej nie zdradzę ;)
* Micel Cien- spoko był, fajnie oczyszczał, nie piekł w oczy, zapach ok.
* AA- woda micelarna, spoko, ale miałam wątpliwości jako co jej używać, tonik czy micel> ;>
* Podkład, był fajny na początku. Później strasznie ciemniał, krycie bardzo średnie.


* Bardzo zaciekawiły mnie te próbki Alchemie. Powiem szczerze, że jeśli trafię na dobrą promkę być może skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie. To tylko próbki, ale mam ochotę na więcej!
* Maski w płachcie spoko, zwłaszcza Cien, którą już dobrze znam i zużyłam ich już sporo.


* Puder Niuqi- słabizna na maksa. Wgl mi się pobił w połowie, własciwie nie pobił a pokruszył, więc bez żalu wysypałam i wrzuciłam do denka. Okropnie podkreślał wszystkie suchości na twarzy, ogólnie bardzo nieładnie na twarzy wyglądał, jakiego podkładu bym nie użyła.
* Dopiero teraz jak mi po pomadcerumiankowej Alterra odżyły rzęsy ten tusz sprawdził się rewelacyjnie! Na prawdę jeden z lepszych jakie miałam ;) Choć fakt, że 3 miesiące i kosz, bo zaczął się kruszyć, Eveline wytrzymują dłużej. No ale cena, cena.... ;)
* Loreal True Match- Z tego podkładu na początku byłam mega hiper zadowolona. Krycie na plus, bardzo dobre. Jednak bardzo nietrwały... Szybko potrzebował poprawek, więc to nie dla mnie.


*Perfecta- algi minerały morskie. Bardzo przyzwoity micel. Na bardzo długo starczył! Oczyszczał jak należy, nie szczypał w oczy, polecam!


* Lovely white chocolate- u mnie sprawdził się ekstra! Zapach to dodatkowy plus ;)

* Lovely- rozświetlający korektor pod oczy. Jest świetny, od lat go używam i polecam! Zawsze go dokupuję na promocjach w Rossmannie. 


CIAŁO: 


* Garnier mineral w kulce jak zawsze najlepszy! 
* Deo nivea.... porażka jakaś. Zero jakiejkolwiek ochrony, nigdy więcej.
* Nivea men- męża ulubiony, ale tylko ten jeden wariant.


* Nacomi Masło shea- jak to masło shea. Tłuste, super nawilżające w kryzysowych sytuacjach i u syna i u mnie.  Dłuuugo było otwarte, przyszedł czas na nie, bo zmieniło zapach. 
* Ciężko mi szło męczenie tego musu Organic Shop... Zapach ekstra, działanie też, ale był uciążliwy, mazał się jak cholerka ile bym go nie wzięła. Był oporny we wchłanianiu się.. 
* Obydwa balsamy i Oillan i AA wspierało mnie w walce z wysuszona i wrażliwą skórą nogi po operacji. Na prawdę spisały się elegancko!



* Old Spice Captain- fajny zapach, ale original najlepszy. Chociaż ostatnio jakiś nowy wyszedł i pachnie bardzo konkurencyjnie do original :P






* Żel le petit- zapach ok, ale mąż twierdził że wysuszał, swędziała go skóra.
* Żel full mellow, boski zapach, super działa nie na skórę! Zero wysuszeń, zero podrażnień!
* Żel Bebeauty- porażka jak wusysza, ale to kurde u mnie każdy z biedry, a dalej kupuję... Kuszą zapachami i opakowaniami, cóż.
* Żel aloesowy zużyty w większości do robienia swojego płynu dezynfekującego. Trochę na włosy- ale u mnie średnio się ten sposób sprawdził :)



* Płyn Facelle- świetny i bardzo uniwersalny, polecam!

* Maszynki Venus, używam ich może od 2-3 lat i są super! Kiedyś zawsze był BIC, ale mega mnie zacinały..

* Filtr wywalam, myślałam że się przyda, ale spf 6? Na co mi to, jak mi 100 trzeba..


WŁOSY: 

* Isana- najlepsza odżywka ever, mam kolejną w zapasie, właśnie wykończyłam inną wersję, ale do pięt jej nie dorasta.

* Isana- świetny szampon przeciwłupieżowy! Bardzo mi pomógł z moją problemową skórą głowy. Problem właściwie zniknął.

* Szampon Yope- na początku byłam zadowolona, wyglądało na to, że świetnie radził sobie z moją skórą głowy, ale później problem urósł jeszcze bardziej..

* Nizoral stosowany raz w tygodiu, naprzemian właśnie z tym szamponem z Isany świetnie się sprawdził. Duet w końcu zaprowadził porządek na mojej głowie.



* Bardzo dobra farba z Joanny. Super krycie siwizny (tak, mam tego trochę:D) po 2-3 myciach farba się już nie wypłukiwała, fajnie.

* Maska botanicals dla mnie klapa. Strasznie swędziała mnie skóra głowy po niej, ale ona ma w składzie coś, soję zdaje się, a niestety mnie to uczula.

DŁONIE, STOPY: 

* Najlepsze skarpetki złuszczające ever <3

* Luksja- świetne mydło, nie wysusza, myje dobrze, pachnie fajnie.


* Słabizna, jeden z największych kitów, jeśli o kremy do rąk chodzi.



Jedno i drugie ok. Odkąd zaczęłam używać past do zębów z lepszym składem zapomniałam co to zajady ...

* Krem nivea porażka, krem Cien super.

* Isana- mydło mango super. Nie pierwsze, nie ostatnie. Ale te 'You are so loved' niezbyt przypasował mi zapachem... 

* Krem Balea- całkiem spoko, ale za duża butla, znudził się w połowie :P



* Te pierwsze mydło poracha... Z niemiec mąż przywiózł, nie pieniło się toto wcale.

*Reszte mydeł Isany spoko.


DZIECKO: 

* Yope- super żel pod prysznic Rumianek i pokrzywa.


*Płyn do kąpieli Hipp. Super jest, na długo wystarcza. 

* Mydło yope nic ciekawego, znaczy zapach ok, działanie też, ale opakowanie takie uciążliwe... Lało się pod pompką z pompki...

* Kula Full Mellow. Najlepsza!!!!!



* Olejek bambino, był ok, ale bez większego szału..


INNE: 

* Cudowna, najlepsza, przepiękny zapach <3






* Cocolino <3

No i uff, przebrnęłam jakoś. Sporo tego. Następne denko będzie z sierpnia i września wspólne. Teraz szykuję kilka recenzji, niebawem się pojawią :)


BUZIAKI, KAŚKA :*

sobota, 9 maja 2020

Nowości Lutego i marca :) Ciut prywaty.

Witajcie :) Jestem już po operacji. Wiem, że nie każdy wie jakiej, więc od razu wyjaśniam, miałam uraz kolana w pracy, zerwałam więzadło ACL i uszkodziłam łękotkę oraz rzepkę. Zostało mi zrekonstruowane więzadło, oraz wkręcono mi śruby, zrobiono mi mikrourazy w rzepce, by pobudzić ją do samoregeneracji. Ciężko jest, ale jakoś dam radę, przez 6 tygodni muszę chodzić o kulach, nie mogę kompletnie stawać na prawą nogę, jest to bardzo ważne, aby chrząsta mogła się zregenerować, jeśli ją obciążę, nie będzie miała warunków do regeneracji.
Teraz już jest lepiej i prościej, ale początek, dramat. Nie jestem szczupła, więc poruszanie się na kulach sprawia mi trudności, choć teraz już i tak ciut mniejsze.
Żałuję, że nie wzięłam się za dietę porządniej tak jak zaplanowałam to przed zabiegiem, no ale może tak miało być. Teraz już wiem i rozumiem w pełni, że nie mam wyboru. Niestety po dwóch urazach tego kolana (pierwszy 10 lat temu), jest ono w opłakanym stanie. Lekarz powiedział jasno, 'połowa sukcesu w rekonwalescencji to schudnąć, inaczej przed 40 będzie pani potrzebować implantu stawu kolanowego'. Cóż, nie brzmi to fajnie, jednak były to słowa, które w końcu porządnie dały mi do myślenia. Po prostu dla kolana w takim stanie powinnam ważyć jak piórko, idealnie w BMI. Czeka mnie dużo pracy, ale tym razem jestem zawzięta, nie poddam się tak łatwo, bo teraz w końcu zrozumiałam, że muszę :)
Minęły niemal dwa tygodnie,jakiś efekt już jest, ale wiem, że to też woda, plus wysiłek dla organizmu jakim była ciężka operacja, znieczulenie, tydzień niemal niejedzenia, wysiłek jakim jest obecnie każde wstanie z łóżka, no i każdy krok. Teraz staram się jeść zdrowo, ale i smacznie, to co lubię. Aby zgadzało się makro i kaloryczność, ok 1500 kalorii. Nie chcę się też zniechęcić, dlatego muszę jeść coś co mi smakuje, bo znowu się poddam. Na szczęście to wszystko co mogę jeść bardzo mi smakuje, a teraz zwłaszcza, bo to mąż gotuje :P I idzie mu to świetnie! Planuję raz w tygodniu pozwolić sobie na jakiś jeden mały grzeszek, uwzględniając go w kaloryczności dobowej. Myślę że to mi trochę pomoże się nie poddać :)
Trzymajcie za mnie kciuki, przydadzą się bardzo, bo dużo pracy przede mną. Jeśli chcecie wiedzieć więcej i bardziej na bieżąco o moich postępach, zapraszam was na mój instagram :)

<<DOUBLE_IDENTITYBLOG ON INSTAGRAM.


Dzisiaj jednak chciałabym pokazać wam nowości, które wpadły w moje ręce na przełomie miesięcy luty/marzec. Już mam kolejny folder, w którym zbieram zdjątka kwiecień/maj ;) Chociaż zapewne majowych nie będzie za wiele.  Tak samo jak kwietniowe denko jest ekstra, a majowe będzie kiepskie, bo jedyne czego teraz używam to szampon, żel facelle, odżywka do włosów, chustki do oczyszczania twarzy i krem do twarzy. No teraz już jak nie mam wenflonów to krem do rąk, trochę też balsam, jednak prawa noga jest cała w opatrunkach, także ją pomijam. Ledwo mam siłe aby się umyć a i tak biednie mi to wychodzi, włosy myje mi mąż, nie chcecie wiedzieć w jakich kombinacjach:P Niestety dla mnie, mamy wannę, do której i tak się nigdy nie mieściłam, była tylko dla Bartka, no ale jest to jednocześnie 'namiastka brodzika', co oznacze że w tej chwili mogę pomarzyć i o kąpieli i o prysznicu. Całkowity zakaz obciążania nogi totalnie uniemożliwia mi wejście do wanny. Choć też faktem jest że w obecnej chwili nie można mi zamoczyć opatrunków ani szwów, ale też nie zadarłabym na taką wysokość nogi, zwykłe ubieranie się nadal sprawia mi trudność, choć z dnia na dzień coraz mniejszą.  Kalectwo totalne, co zrobić.. Także jest jak jest, jakoś to musi być, no i jakoś to będzie, będzie co raz lepiej i lżej, to mnie pociesza, nie ma co się przejmować i zadręczać czymś, na co się nie ma wpływu. Prawda? Trzeba cieszyć się postępami i zacisnąć zęby. Będzie lepiej.


A teraz zapraszam na przegląd nowości ;)


* Zapas płatków z biedry. Ale ale, zanim się dowiedziałam, że te okrągłe mają taki dupny skład. Więcej nie kupię. Zresztą robię sobie powoli zapas wielorazowych, które póki co się super sprawdzają.


* Micel, bo żadnego w zapasie już nie miałam ;) Padlo na Vis Plantis.
* Żel z Isany był za ok 3zł, jakaś nowość. Pomyślałam, że za tyle to wezmę, mimo zapasów :P
* Zmywacz wzięłam, bo nie miałam czym zdjąć hybrydy, a potrzebowałam już już, później zamówiłam aceton.



Żele i mydła Łuksja kupiłam w małej prywatnej drogeryjce :) Właśnie po tą serię Luksji się tam wybrałam i cieszę się że ją dorwałam, cudowne zapachy, choć fakt, że odrobinę wysuszały. Niestety...


To również kupiłam w tej drogerii, ta pianka kusiła mnie od dawna, a była w fajnej cenie, 11-12 zł, jakoś tak. Żel a piątaczka, więc wzięłam, mąż nie ma dużych zapasów :)
Sole były dwie, tamta strzelająca. No i strzelająca była fajna, no bo te strzelanie to taka atrakcja, jednak ta druga... lipa :) Zapach słaby, kolor słaby, jakiś niewypał.


Te zakupy z Biedronki. Bardzo fajna pasta do zębów, obecnie jej używam i bardzo sobie chwalę. No i chyba ma spoko skład, z tego co czytałam.
Zestaw żel i tonik kupiłam za śmieszne pieniądze, za 10-12 zł, juz nie pamiętam dokładnie, ale coś takiego.
Kremy do rąk za jakieś 4-5 zł. Ten wyżej był do bani... Jednak ten ze zwierzaczkiem bardzo spoko :)


Zapas ulubionych, nieuczulających mnie. Jednak planuję zamówić sobie jakieś bio z organicznej bawełny, coś z super składem. Poszukam poszperam, po wypłacie coś zamówię.


Zamówienie z Nc Nails <3 Uwielbiam ich produkty, serio! Pyłek jeszcze nie wypróbowany, ale kolory obłędne, top też ekstra się sprawda, chociaż mam go po raz pierwszy :)
Te lakiery też, ale miałam mnóstwo od  nich lakierów, jak również baza repair to mój hit nad hity! Dzięki niej jestem w stanie zahodować piękne długie paznokcie! :) Aceton do zdejmowania hybryd, pilniki dostałam gratis.


Dwa żele femina, do higieny intymnej. Są na prawdę spoko i z tego co się orientuję mają nie najgorsze składy, tampony też znam i są spoko, lepsze dla mnie niż OB.


Maski w sumie jeszcze porządnie nie przetestowałam. Użyłam jej raz, moje wrażenia były ok, ale to za krótko by ją ocenić.
Galaretkę jedną już znam, mianowicie tą różową, pisałam o niej. Jest super, pięknie pachnie, nieźle się pieni, jednak jest mało wydajna :P

<<ZIAJA: Galaretka myjąca Marshmallow.


Tu niewielkie zakupy w Rossmannie i kremik w lidlu :) Mydełko i krem dawno zużyte, mydełko jakoś srednio i mało intensywnie pachniało, krem spoko, ale dla rąk jakie miałam wysuszone przez płyn do dezynfekcji był za słaby.
Płyn do soczewek testuję, woda o zapachu piwonii jest boska i kupiona za grosze!! 3,99zł! Przydała mi się w szpitalu i nadal się przydaje w ciągu dnia, uzależnia normalnie :P Psikam sobie nią buzię.


A to moje zamówienie z Full Mellow! Uwielbiam ich kosmetyki, zwłaszcza kule do kąpieli są ekstra! Wygrałam bon za zdjęcie miesiąca :D Na kwotę 100 zł!! Więc zamówiłam dla Bartka mega zapas kul :) Pięknie pachną, barwią wodę, nie raz są wielokolorowe, no i mega musują, super frajda dla Bartka!


Zamówienie ze sklepu Benton Cosmetics. Mega promocja, więc nabrałam masek Skin79! Wyszły dosłownie za grosze, tak samo i żel aloesowy, bo niecałe 10 zł za sztukę! A w biedronce kupowałam za 12,99 za opakowanie!


Zapas mydeł, których u nas nie brakowało. No ale fakt też, że największy szał na mydła i środki czystości nas ominął, bo miałam swój zapas, zawsze miałam. Od zawsze kupowałam więcej mydła by mieć coś w zapasie i tak też było. Grejfrutowe super pachnie, te w zapasie już dobrze znamy, super pachnie.


To również częśćć zamówienia z rossmanna.
* Maska z bielendy, skusiła mnie cena, ok 7 zł, no i to jak wygląda na twarzy, jest metaliczna :P No i może fajnie wygląda, jednak strasznie piekła mnie po niej buzia :(
* Pomdka isana jest dla syna, oczywiście co chwila ją gubu, bo musi ją mieć u siebie :D Zdarza mu się mieć przesuszone usta, więc smarujemy. Fajnie pachnie, jeśli chodzi o działanie jest na prawdę spoko.
* No i pianka z bielendy, używałam jej juz ze dwa razy przed operacją, jednak teraz oczyszczam twarz raczej chustkami, bo ciężko mi wystać tak długo nad zlewem. Zapach ma mega, co do reszty niewiele mogę więcej powiedzieć :D Ale na pewno dam znać, jak bardziej do używalności się ogarnę.


To część zamówienia w rossmannie, zamawiałam to razem z tymi mydłami np. Dostałam gratis dwie próbki tego żelu Luksja, fajny zapach.
Maseczkę wypróbowałam tylko tą zieloną, różowa nadal czeka. Jeśli chodzi o płatki hydrożelowe dla mnie są super, zapłaciłam za nie grosze, bo ok 3 zł/op. Żałuję, że wzięłam tylko dwie sztuki, no ale chciałam najpierw przetestować, moim zdaniem warto je poznać! :)


To już wszystko, troszkę się tego nazbierało, ale też wielkiego szału nie ma. 
Zaciekawiło was coś? Dajcie znać, może liczycie na opinię którejś z tych nowości?

BUZIAKI, KAŚKA :*