niedziela, 26 marca 2017

CD: Krem do ciała o zapachu Lilii Wodnej.

Z kosmetykami CD, pierwszy raz miałam do czynienia, jakoś pół roku temu. Było to miłe spotkanie. Ładnie pachnące deodoranty, żele. Teraz przyszła pora na krem, również ładnie pachnący.
Dla mnie firma jest bardzo słabo dostępna, a ciekawa, więc szkoda, że nigdzie jej nie widuję..



Przyjemna grafika, prosta i czytelna. Strasznie podoba mi się, kiedy kosmetyk ma mlecznego koloru opakowanie. Nie wiem skąd ta fascynacja, ale wręcz uwielbiam takie opakowania! Lilia wodna na grafice- super, to śliczny kwiat.


Produkt znajduje się w niewielkim słoiczku o pojemności 200 ml. Krem pod plastikową nakrętką jest dodatkowo zabezpieczony sreberkiem. Wszystko, aby wścibskie paluchy nie wtykały paluchów w nie swoje kosmetyki :P


Krem koloru białego, bardzo gęsty, co też myślę że na zdjęciu widać.
Krem nie do końca łatwo się rozsmarowuję, jednak nie bieli i nie pozostawia tłustej warstwy, chociaż przeważnie mi to nie przeszkadza, smaruję się w 90% na noc, więc ewentualnie resztkę wchłonęłaby piżama/koszula. Minusem jest też mała wydajność, chociaż szczerze mówiąc dla mnie to mały minus, bo mam takie zapasy, że staram się wszystko jak najszybciej zużywać.

O najważniejszym jednak chcę wam powiedzieć. Jest to najbardziej nawilżający produkt do ciała, jaki do tej pory miałam. Mówię serio! Tak bardzo nawadnia skórę, jestem zaszokowana! Nawet powiem wam, że wypośrodkowałam jego stosowanie- tzn., używam go co drugi dzień, bo codziennie to za wiele. Skóra zaczęła się przetłuszczać pocić, pory zatykać.
Gdy zaczęłam go stosować co drugi dzień, okazało się, że to najlepsze rozwiązanie.
Balsam przecudnie zmiękcza skórę, staje się taka przyjemna w dotyku, nawet moje kostki przestały się łuszczyć.


Polecam całym sercem! Szczególnie osobom, które mają problemy z przesuszającą się skórą! Warto :)


BUZIAKI!

środa, 22 marca 2017

YANKEE CANDLE: Forbidden Apple

Leje, leje i leje... a było już w miarę ładnie... no ale mimo wszystko chociaź na 15 minut codziennie wychodzimy na podwórko, Bartek jak pochodzi nóżkami po podwórku pada jak zabity do snu :D a dla mnie, nie zaprzeczę, to na rękę.. Wierzcie mi, że o ile on ma ogromną z tego frajdę, ja również! No przecudny jest, taki mały biegający ludek <3 przegość!!
Najmocniej czekam na lato, latanie bez tych zbędnych kurtek, czapek, szalików... Ahh. W tym roku chyba jak nigdy wiosna- nie wiosna, strasznie mi się dłuży...


Zakazane jabłko :) Brzmi bardzo tajemniczo, jednak czy zapach także jest tajemniczy? Jest to jeden z zapachów z limitowanej edycji Halloweenowej.


Zapach jabłka wręcz uwielbiam! Bardzo liczyłam na ten wosk... Czy się zawiodłam?


'Wosk z limitowanej Halloweenowej serii zapachowej Yankee Candle o zapachu zaczarowanego zielonego jabłka.'

Kolor wosku jest soczyście zielony, co sugeruje, że ma to być zapach kwaśnego, soczystego jabłka. Nie tego rumianego, kruchego i słodziuśkiego.

Wosk na sucho pachnie bardzo przyjemnnie, takim zielonym kruchutkim jabłuszkiem, takim mega kwaśnym, od którego aż usta się wykrzywiają :))
I to, z czego się ucieszyłam, nie jest to sztuczny zapach! To zapach prawdziwego swojskiego jabłka.
A jak pachnie podczas palenia? Tak samo cudnie, ale sto razy bardziej intensywnie! Zapach po paleniu czuć było w salonie na drugi dzień, a szafka w której leży kolekcja moich wosków pachnie dalej, w pudełeczku kryje się druga połowa :)

Polubiłam bardzo ten wosk, zapewne nie raz go jeszcze kupię!

Wosk znajdziecie na goodies.pl a dokładnie TU

Znacie ten wosk? Lubicie go?

BUZIAKI :*

poniedziałek, 20 marca 2017

BIODERMA- Atoderm Intensive Baume.

Jak wiecie Kochani, Bartosz ma już ponad rok. Śledząc mego bloga i INSTAGRAM wiecie też, że jest alergiczny. Właściwie był, obecnie jestem w stanie odróżnić jedną pewną alergię i jedną PRAWDOPODOBNĄ. Na nic więcej źle nie reagujemy, ale też staram się podawać mu zdrowie rzeczy, nie je słodyczy, przetworzonej żywności. A jeśli słodycze robię je sama  (np nutella, budyń na mleku kokosowym). Ktoś by powiedział 'eko sreko'. Serio? A ja myślę, że kształtuję, w miarę swoich możliwości, dobre nawyki żywieniowe, które też dzięki temu tworzą się u mnie. I wiem, że na pewno nie uchronię go przed niezdrowymi rzeczami i nawet nie zamierzam. Daję mu czasem też frytka, niby czemu nie, skoro są robione na świeżym oleju i przeze mnie samą. Nie te 'barowe'. Ja wiem, że wszystko jest dla ludzi, ale wiem też że ma przed sobą całe życie aby najeść się słodyczy i niezdrowego jedzenia. Ale mam nadzieję, że będzie miał łatwiejszy start i chociaż w większości sytuacji wybierze mądrze :) Może nadzieja matką głupich, może. Trudno, najwyżej mój trud pójdzie na marne :)

Wracając do głównego tematu. Czyli do balsamu. Balsam poleciła mi pewna pani z grupy do której należę na facebooku, opowiadała że pomógł dla jej synka. My próbowaliśmy masy kosmetyków, u nas po niczym nie było zbytnio poprawy. A jeśli była to na krótko, po następnym użyciu danego produktu, efekt był bardziej niż marny...
Szczerze powiedziawszy to byłam załamana! Serce mi pękało nie raz, na widok skóry synka..

Czy coś zmieniło się, odkąd kupiłam balsam z Biodermy?


Jednocześnie z balsamem kupiłam też wtedy emulsję EMOTOPIC, o której też na pewno wam wspomnę, w którymś kolejnym poście :)


Kilka słów od producenta.


Produkt mieści się w dużej butli z pompką o pojemności 400 ml. Z tego co się orientuje jest też mniejsza wersja.
Pompka działa za każdym razem bez zarzutu, nie miałam sytuacji, kiedy się zacinała, a nie jest to pierwsze nasze opakowanie.


Balsam jest o dosyć gęstej konsystencji, delikatnie kremowej. Co ważne przy moim niecierpliwym synku, szybko się wchłania, oczywiście użyty w rozsądnej ilości. Kolor jak widzicie biały. Jeśli o zapach chodzi, jest bardzo przyjemny, trudny dla mnie do określenia, ale przyjemny. Ważne, też dla nas jest to, że nie brudzi ubrań i nie tłuści ich!

Na początku smarowałam nim synka ok 2-3 razy dziennie, całe ciało (łącznie z nóżkami) co drugi dzień- czyli po kąpieli. Kąpanie co drugi dzień też sprawdza się u nas najlepiej przy naszej atopowej skórze. Najgorzej było zawsze od pasa w górę, a szczególnie źle miała się zawsze szyja i kark. Wiadomo, woda-kąpiel- nasila objawy za każdym razem, jednak odkąd używamy tego balsamu może ze dwa razy zdarzyła się sytuacja, że bardzo opornie szło nam wychodzenie z wysypki...
To tyle co nic! Wcześniej, nie było dnia, aby skóra była w dobrym stanie. A często, rsczej przeważnie była w kiepskim stanie.
Używaliśmy maści cholesterolowej, jednak ta łagodziła objawy na dosłownie kilka godzin, kolejne smarowania nie dawały NIC kompletnie.

Ten balsam wręcz uratował nam skórę... Fakt, też ja już mam jakieś tam doświadczenie, wiem, co robić w razie takich sytuacji, co przynosi i ulgę i poprawę. To ns pewno też ma znaczenie.
Ale nie ma co gadać, balsam to mega cudeńko.

Polecamy go z całego serca! A szczególnie synek, który dzięki niemu odzyskuje ukojenie skóry!


Znacie może ten balsam? Co o nim myślicie??

BUZIAKI :*

sobota, 18 marca 2017

HEGRON: Odżywka do włosów bez spłukiwania.

Moje włosy odkąd je rozjaśniłam są trudne.. Tak wiem, moja wina, sama to uczyniłam, więc po co narzekam. No właśnie, tylko, że czy produkty, których używamy nie krzyczą głośno że REGENERUJĄ zniszczone, włosy? Nawilżają przesuszone, wygładzają puszące się, prostują kręcące się, lub podkreślają skręt? To kilka z, wręcz, morza obietnic producentów produktów pielęgnacyjnych do włosów.
Ideał jest znaleźć bardzo trudno, często nawet mimo, że szukamy i szukamy nie przybliża nas to nawet o krok.

Jakiś czas temu na wizycie u fryzjera, spytałam się, dlaczego widzę, że ktoś często rozjaśnia włosy, maluje, codziennie stylizuje- prostownica itp itd, plus produkty do stylizacji a włosy są cudowne! Jak to jest możliwe?
Dowiedziałam się wtedy, że aby mieć piękne, zadbane włosy, mimo zabiegów niezniszczone należy używać profesjonalnej pielęgnacji (czyt. drogiej), typowo fryzjerskiej (czyt. kup u mnie w salonie :D) Nie no, z tym ostatnim żarcik. Nie namawiała mnie :)
Jak myślicie, jest w tym ziarnko prawdy? Ja kiedyś używałam kosmetyków do włosów firmy MATRIX, nie widziałam żadnej różnicy w ich wyglądzie... Dobierała mi je osoba (ponoć) świetnie się na tym znająca.

Jak to jest w realu? Czy 'tania' pielęgnacja może oznaczać dobrą pielęgnację? Zapraszam do czytania!


Produkt znajduje się w dużej butli, pojemność to aż 500 ml! Duża nakrętka i ... niestety ogromny, wielgachny otwór, przez który wydobywa się STANOWCZO zbyt dużo odżywki... Taak wiem, że od początku narzekam, jednak dla mnie jest to duży minus. Liczyłam tylko, że działaniem mnie ubłaga :P


Kilka słów od producenta, skład.


Żałuję, że na zdjęciu nie ujęłam tego dużego otworu, jednak po nakrętce widać, że jest na prawdę duży. Kosmetyku przez to wydostaje się za dużo, nie pomaga też w tym jego konsystencja- dosyć rzadka, pierwsza moja styczność to było pół dłoni zalanej produktem, co na szczęście w większości udało mi się zebrać z powrotem do butli :P Chociaż nie wiem, czy potrzebnie, jest to tak bardzo oszczędny produkt, że będę go zużywać może pół roku... może dłużej, postaram się z kimś podzielić:)

Jak widzicie kolor biały, delikatnie perłowy. Zapach przecudny! Uwielbiam! Tylko nie jest za długo wyczuwalny na włosach, albo po prostu niepotrzebnie używam inne produkty, które ten zapach zabijają..
Jeżeli o działanie chodzi... Bałam się trochę, że przyspieszy przetłuszczanie włosów, które i tak myję co drugi dzień, że będą przyklapnięte, że nie ma szans na uzyskanie wymarzonego efektu wygładzonych lśniących włosów. Czy słusznie?
Absolutnie! Ani razu po jej użyciu włosy nie oklapły, nie przetłuszczają się też szybciej. Włosy dzięki odżywce na pewno rozczesują się dużo łatwiej. Co zauważyłam, że i w ciągu dnia, gdy są suche nie jest mi trudno je rozczesać. Cieszy mnie to bardzo, bo to nie raz bywa nie lada wyczyn.

Obecnie wygładzić i ujarzmić moje włosy nie jest łatwo. Są w kiepskim stanie, ale i na prawdę ogromny wysyp 'baby hair', które nie są już baby, komplikuje sprawę. Są już dosyć długie, a kręcą się jak diabli, często bez lakieru do włosów wyglądam jak 'Król Lew' .. nie, nie przesadzam :P

Więc cieszę się, że wypróbowałam tą odżywkę, bo może nie odżywiła mi włosów, zresztą która to robi, ale widocznie je wygładziła. Lubie ją bardzo za lekkość, ale jednocześnie działanie, które wcale nie jest mierne! Włosy są po niej bardzo przyjemne w dotyku, takie wręcz aksamitne!

Warto ją wypróbować, tym bardziej ze względu na taką cenę oraz pojemność.

Odżywkę możecie kupić TU, w cenie 9zł.

Odżywkę testowałam dzięki www.twojezrodlourody.com.pl

BUZIAKI! :*

czwartek, 16 marca 2017

WOODWICK- Pear Cider :)

Wiosno?! Gdzie jesteś??! Istny marzec. Jak w garncu, wszystkiego po trochu. Dziś wybieraliśmy się na spacer pół dnia, ostatecznie nie poszliśmy wcale. Co mieliśmy wychodzić zaczynało lać. A że Bartek nie chce zbytnio w wózku siedzieć, o folii nie mówiąc, niestety wolę w deszcz go nie prowadzać..
Tak biega po podwórzu! Jak szalony! Jak poznał, że można spacerować nóżkami, wózek może nie istnieć. Z jednej strony super, cieszę się, ale z drugiej... nie chce dać rączki, trzeba za nim ganiać, o rączce zapomnij! A wózek i Bartek hmm.. iść bez wózka- hmm... Taka zagwozdka :D
Ale taki problemy to nie problemy, prawda?


Ostatnimi czasy w moim domu rządzą zapachy typowo letnie, nawet wczesnojesienne. Nie, nie tęsknie za jesienią.. ale za pyszną, soczystą i pachnącą gruszką? Bardzo!


Zupełnie inne opakowanie niż w Yankee Candle. Dla mnie dużo poręczniejsze, dużo wygodniejsze. Elegancko można przechowywać drugą część, do następnego palenia.


OPIS: Oryginalne połączenie goździków, cydru i wanilii, już samo w sobie przynosi skojarzenia z niesamowitymi, egzotycznymi klimatami. Nic w tym dziwnego - już pierwsze zanurzenie się w tym interesującym aromacie sprawia, że zaczynamy przenosić się gdzieś na dalekie, tropikalne wyspy.
Odrobina cydru, pozwala nam na większą dawkę szaleństwa, które choć coraz pikantniejsze, nagle zostaje złagodzone i osłodzone przez nutkę wanilii. Całość, jest delikatnie okraszona aromatem imbiru, który podkreśla egzotykę tego niezwykłego zapachu.
Wosk sojowy Pear Cider wzmaga w nas tęsknotę za niecodziennymi, rajskimi klimatami. Gdzieś tam daleko, słyszymy rytmiczne uderzenia fal o znajomy nam brzeg. Jeszcze dalej, możemy usłyszeć a nawet poczuć aromat okolicznych kawiarni i restauracji, serwujących swoim Klientom potrawy, okraszone rodzimymi, egzotycznymi przyprawami.
Wosk Pear Cider, jest stworzony dla tych osób, które wręcz kochają egzotykę i nie boją się oryginalnych i często nieprzewidywalnych połączeń smakowych, aromatycznych i kulinarnych.

'Soczysta gruszka i rozgrzewający imbir z dodatkiem goździków i wanilii w lekko musującym cydrze'

Żródło: Goodies

Uwielbiam gruszki, uwielbiam cydr i ten jego kwaskowaty zapach. Czy polubiłam ten wosk?

Tak i czuję dokładnie w punkt gruszkę z imbirem, delikatny akcent goździków i wanilii i ten musujący cydr! Może nie jest to słodziutka gruszka, na jaką liczyłam, jednak po nazwie można się było tego spodziewać. Zapach idealny na letnie i wczesno-jesienne wieczory. Dla mnie i teraz jest idealny na niego czas, z racji tego, że czekam na lato. Na lato w pełni. Gorąc, dojrzewające jabłka i gruszki w sadzie na wsi. Nie mogę się już doczekać tego okresu!


Wosk znajdziecie na stronie GOODIES, dokładnie TU

Polecam! Mega, mega intensywny zapach :)

Znacie ten wosk? Polubiliście go?

BUZIAKI!

środa, 15 marca 2017

Kampania Colour Catcher z Rekomenduj.to:-)

Witajcie :)

Dzisiaj krótki, a treściwy post.
Jakiś czas temu dostałam się do kampanii chusteczek Colour Catcher z Rekomenduj.to :)



Otrzymałam paczuszkę z pełnowartościowym opakowaniem chusteczek- 20 sztuk i masę próbek i ulotek do rozdania :)
No właśnie próbki. Dobra okazja aby spotkać się z dawno niewidzianymi znajomymi prawda? Tak też było. Oprócz tych, z którym kontakt mam na bieżąco odnowiłam kilka znajomości. I super :)










Chusteczki testowałam już mnóstwo razy. Prałam kolory z białymi. Czarne z białymi. Czarne z kolorami. Wrzucałam nawet ręczniki na 90 stopni plus czarny bodziak synka :D
Białe ręczniki nadal bielutkie, bodziak czarniuśki jak węgiel.
A chusteczki?


Widać, że trochę koloru puściło ubranko, chusteczki go złapały. Cieszę się, że reszta prania nie została zafarbowana.


Znacie te chusteczki? U was się sprawdziły?

BUZIAKI!

poniedziałek, 13 marca 2017

Nowości lutego :-) czy udało mi się nie przekroczyć budżetu?

Ostatnimi czasy prześladuje mnie jakiś dziwny traf. Co chwila coś dziwnego, przeważnie niemiłego mi się przytrafia... Trzy dni temu tak mocno się skaleczyłam, że krew wręcz chlusnęła... Odmówiłam pojechania do szpitala w celu założeniu szwów. Żałuję. Mój palec wygląda okropnie, rana jest wielka, a właściwie wielki sznyt :/ Mam tylko nadzieję, że jak się wygoi już do końca nie będzie to wyglądać tak okropnie. Jestem tchórzem, jeśli o ból chodzi, bałam się, że zszywanie mnie zabije (no dobra, może nie dosłownie!)... Teraz stwierdzam, że było trzeba przeboleć...
Ah no ale cóż, aby się dobrze zagoiło, jak najszybciej..

Dziś przychodzę do was, aby pokazać wam, co trafiło do mojej kosmetyczki w lutym :)
Oczywiście z małym rozliczeniem, jak dużo na to wydałam!

Zapraszam!


*Płyn micelarny z sylveco. Dawno miałam na niego chrapkę, niestety nie wlicza się w bilans, bo zamówiłam go w grudniu. Jednak dopiero wszedł na magazyn i dopiero go otrzymałam... Pisałam wam już o tej aptece, na której tak bardzo się zawiodłam TU, przy okazji nowości grudnia.


*dezodorant nivea- w biedronce był w promocji, a był na wykończeniu- nie jest on jednak dla mnie.
*olejki Marion- 5,99 za sztukę. Nie mogłam się oprzeć :P


*deodorant Isana- 2,99 w cnd- nie jestem pewna ceny, na pewno jednak nie był droższy ;)
*ulubione maszynki BIC SOLEIL- 9,99zł
*dwa dezodoranty dla męża (taak zapasik, a teraz na 1+1 kupiłam mu znowu :P no żeby nie było, że dbam tylko o siebie :P)


*perfumy Snap 88 dla Niej i dla Niego :) Wygrane u Blondynka na zakupach :) Mega mega mega trwałe! Polecam!


*Przesyłka od Twoje Żródło Urody :) Wybrana przeze mnie odżywka i nowe serum z witaminą K- uszczelniająca naczynka. Oba produkty w testach. O odżywce już mogę powiedzieć, że jest bardzo przyjemna. Więcej niebawem!


*Balea love <3 <3 kolejna mała dostawka :) na więcej nie mogłam sobie pozwolić, mam mnóstwo zapasów:P Zapłaciłam 27 zł :)

No i to właściwie wszystko :) Także wydałam: 5.99+5.99+2.99+9.99+27=51.96 
A więc kolejny miesiąc przekroczyłam budżet, ale dosłownie o grosze i nie mam WCALE wyrzutów sumienia :))
Marzec dopiero się zaczął a ja już prawie przekroczyłam kwotę, ale ... Z racji Spotkania Blogerek, na którym otrzymałam ogrom dobroci wstrzymam się z zakupami, gdyż mam co testować i o czym pisać :D

Znacie coś, coś szczególnie wpadło wam w oko?

BUZIAKI :*

CD: Krem do ciała o zapachu Lilii Wodnej.

Z kosmetykami CD, pierwszy raz miałam do czynienia, jakoś pół roku temu. Było to miłe spotkanie. Ładnie pachnące deodoranty, żele. Teraz prz...