środa, 24 maja 2017

DermoFuture Precision: Odżywka do paznokci z keratyną i cystyną.

Pogoda całkiem dopisuje prawda? Upał zelżał, ale nadal jest bardzo ciepło :) Świetnie że w końcu jest pogoda adekwatna do pory roku!


Dzisiaj kilka słów o odżywce do paznokci, którą ostatnio testowałam. Otrzymałam ją w ramach współpracy z Twoje Źródło Urody.


Buteleczka z odżywką znajduje się w kartoniku, na którym znajdziemy wszelkie informacje od producenta, oraz skład, ale... W moim przypadku tyłu nie ma- zanim zdążyłam zrobić zdjęcia (tego samego dnia) Bartek się dorwał do kartonika i cały tył wygryzł... i przeżuł :P




Klasyczna buteleczka, typowa dla lakierów i większości odżywek jakie znam. Pędzelek średniej wielkości, bardzo wygodny w użyciu, świetnie nakłada się produkt.

Używam jej od ok 3 tygodni, producent zaleca nakładać ją 2 razy dziennie i wcierać w paznokieć i skórki. Ja używałam ją przeważnie 3 razy. Odżywka ma dosyć przyjemny zapach, dosyć płynną konsystencję i kilka drobinek, które mi zdarzyło się wyłowić zaledwie kilka razy.

Jeżeli o działanie chodzi, odżywka trochę wzmocniła mi paznokcie, owszem złamały mi się dwa, kilka dni temu, jednak to było mega mocne uderzenie, więc nie dziwię się, bez odżywki pewnie paznokcie pękłyby po całości.
Ale co najważniejsze przestały się rozdwajać! Na prawdę miałam z tym ogromny problem, nie mogłam utrzymać ich dłuższych, non stop musiałam skracać. Tym razem udało się utrzymać na prawdę super długie i na komunię mogłam w końcu zrobić sobie hybrydy :) Po zdjęciu zapewne znowu zrobię sobie z dwa tygodnie kuracji, wtedy dopiero nałożę nowe kolory.


Znacie tą odżywkę??

POZDRAWIAM!

poniedziałek, 22 maja 2017

DermoFuture Precision: Kuracja rewitalizująca z witaminą A.

Witajcie :) Wiem, że ostatnio mniej mnie tutaj, ale i na waszych blogach, wybaczcie! Jest to dla mnie dosyć gorący okres w życiu i potrwa to zapewne do ok połowy czerwca. Później mam nadzieję, wszystko się uspokoi i życie wróci na odrobinę (!) spokojniejszy tor :D

Pogoda ciągle dopisuje- na szczęście słoneczko od nas nie uciekło i mrozy nie wróciły, a więc uskuteczniamy długie spacery, szalejemy ile wlezie :))


Dzisiaj przychodzę aby opowiedzieć wam kilka słów o kuracji, której ostatnio używałam.
Jest to rewitalizująca kuracja z dodatkiem witaminy A od DermoFuture Precision, którą testuję dzięki Michałowi z TZU.


Produkt otrzymujemy w kartoniku, na którym znajdziemy wszelkie o nim informacje. Jest on też zapakowany w folię, co ja bardzo lubię. Jest to dla mnie zapewnienie, że do produktu nikt się nie dobierał ;)


Kilka słów od producenta, oraz skład.


W środku znajdziemy malutką buteleczkę o pojemności 20 ml. Buteleczka jest z ciemnego szkła, a produkt dozuje się pipetką. Kuracja zachowuje swoje właściwości przez 12 miesięcy od otwarcia.


Kuracja jest w kolorze żółtym i jest mega wodnista. Konsystencja- dosłownie- wody. Nie jest to wygodne w użyciu, produkt dozowany na palec- spływa, nakrapiany bezpośrednio na buzię- spływa.
Chociaż i tak lepszą opcją jest nakładanie bezpośrednio na twarz no i szybciutko rozsmarować produkt. Moje pierwsze wrażanie mimo trudności w nakładaniu było na prawdę pozytywne! Produkt pachnie bardzo przyjemnie, nawet więcej uwielbiam jego zapach! I żałuję bardzo,że krótko utrzymuje się na twarzy :(

Jeżeli o działanie chodzi, nie mam zastrzeżeń, o tyle, o ile nie potrzebuję jeszcze wielkiego odmłodzenia, zauważyłam kilka zmian w mojej skórze. Widocznie stała się bardziej nawilżona, wyrównał się jej koloryt, nawet blizny potrądzikowe jakby delikatnie zbladły. Skóra stała się bardziej napięta, no zmniejszenia zmarszczek nie widzę, ale ja jeszcze wcale ich u siebie nie widzę.
Najbardziej szukałam w niej właśnie tego rozjaśnienia przebarwień i cieszę się z efektu.
Z jeszcze jednej rzeczy się cieszę- kuracji używam od 3 tygodni, a wystarczy mi jej na jakieś 2 miesiące na pewno, liczę gorąco na jeszcze lepsze efekty! Dowiecie się tego na pewno z denka :)


Znacie ten produkt?

BUZIAKI :*

czwartek, 18 maja 2017

Nowości kwietnia :-) jak z limitem tym razem ?

Właśnie wyjrzało słońce! Chociaż i bez niego dzisiaj 26 stopni pokazuje termometr :) spacerek dziś już zaliczony, może czeka nas jeszcze jeden- zobaczymy czy nie będzie zapowiadanej burzy ;) a wy korzystacie z pogody?? 

Wiem, wiem, kwiecień dawno za nami. Wyszło jak wyszło, dopiero pokazuję swoje nowości :)

Zapraszam!


Szampon kupiłam w osiedlowym sklepiku 'Społem'. Kosztował ok 5,5 nie pamiętam co do grosza :) Taniocha co ?


-szampon nawilżający vianek 16,99
-tonik-wcierka do skóry głowy vianek 15,49
-łagodzący olejek do demakijażu vianek 16,99
Szampon kupiłam z nadzieją na ratunek skóry głowy. Wcierką totalnie dowaliłam sobie skórę... Możliwe że po prostu była już w tak tragicznym stanie, że ostatecznie armagedon. A więc wyleczę i zrobię drugie podejście, o ile się nie zepsuje.
Olejek do demakijażu baardzo mnie ciekawi, słyszałam że jest ciekawy :)


Bartusiowe produkty. Emulsje Emotopic. Balsam BIODERMA, Camilia, dentinox- pomaga nam równie dobrze jak Camilia, pasta do ząbków, do tej pory myliśmy ząbki samą wodą, ale już miesiąc myjemy pastą i w sumie muszę pochwalić Bartka świetnie mu to idzie :) na początku ja szoruję mu ząbki, później szczoteczka musi być w jego rączkach i on je po swojemu szoruje :D świetny widok!
Dodatkowo otrzymałam krem do rąk gratis, trafił na te zdjęcie :)


Limitowane mydełka Isana. Tahiti pachnie obłędnie, drugie jeszcze w zapasach :) W butelce kosztowało 3,49 zapas 2,29.



Gąbeczka Blend It :) Była dodana do gazety. Kosztowała 10,99


Zakupy z okazji -55%. Jednorazowo kupiłam korektor camouflage od wibo, dwie (jedyne dostępne) szminki wibo million dollar lips- uwielbiam!- pomadę do brwi wibo no i dodatkowo nową maseczkę z bielendy. Za te zakupy zapłaciłam ok 30 zł.


Taaak, wiem, znowu woski... Jednak zapachy miesiąca kusiły, ale dodatkowo nowa kolekcja <3
o Viva Havana już pisałam. Za woski zapłaciłam ... 50 zł :P noo i z jednej strony się liczą, bo opisuje je na blogu, z drugiej strony to nie kosmetyki :D

No i to wszytko. Z woskami wydałam prawie 150 zł .... bez wosków prawie 100. Tak źle i tak niedobrze :D Jednak w tym miesiącu pokutuję, obiecuję!


Znacie coś? 

BUŹKA!

poniedziałek, 15 maja 2017

La Nature: Olej Macadamia i Masło Shea.

Weekend był przepiękny!  W większości spędzony na świeżym powietrzu! Pogoda dopisała,Bartek się wyszalał, a ja naładowałam niemal puste już baterie ;) a jak wam minął? Odpoczęliście??


Na spotkaniu blogerek w marcu KLIK otrzymałam cudny zestaw od La Nature <3



Z Bartkiem wzięliśmy się jakiś czas temu za testy, więc jestem już w stanie napisać wam coś więcej o tych produktach.

Na początek masło Shea :)


Masło znajduje się w niewielkim metalowym słoiczku.


Myślę, że widać to na zdjęciu, masełko jest mega gęste, konsystencja dosłownie stała. Trzeba je 'wybierać' ze słoiczka.


Takie to wręcz granulki ;) Ale pod wpływem ciepła i wmasowywania zamienia się w gęsty olejowy balsam, tak bym je nazwała.
Ja go używam raz w tygodniu na stopy, dzięki niemu są tak miękkie, że użycie go raz w tygodniu na prawdę wystarczy.

Jednak głównie używam go dla syna. Ma alergię na białko mleka krowiego. Od jakiegoś czasu co chwila prowokujemy organizm podając odrobinę jakiegoś produktu niskobiałkowego, oczywiście pod nadzorem i za poleceniem lekarza :)

No ale nie ma co gadać, zawsze jakieś plamki się zdarzą, i właśnie na takie awaryjne sytuacje, na mocno suche plamki używam tego masełka. I na prawdę, nie kłamiąc polecam gorąco! Jest to najlepszy produkt, jaki mieliśmy do tej pory. Najszybciej radzi sobie z problemem. Przez dwa dni nakładałam je na skórę Bartka i po tych dniach po zmianach nie było ani śladu! Dosłownie! Byłam zaszokowana, ale i bardzo zadowolona!


Teraz Olejek Macadamia :)


Mała buteleczka z ciemnego szkła- plus. Produkt dozujemy pipetką- dla mnie świetne rozwiązanie, olej nakładałam na włosy. Właściwie zostało mi go na raz, czyli taka buteleczka to u mnie  trzykrotne olejowanie.


Kilka słów od producenta, skład.


Typowy olejek, gęsta, treściwa konsystencja.
Zapach przecudny! Uwielbiam! Tak samo pachnie dla mnie olej ze słodkich migdałów!
Olej nakładałam głównie na skórę głowy i głównie włosy od połowy w dół. Na środek długości nakładałam tylko tak z grubsza. Po prostu pożałowałam produktu, włosy mam mega długie, pewnie takie opakowanie starczyłoby na raz i trochę :P Nakładałam na najbardziej problemowe miejsca. Włosy były po nim przyjemnie miękkie, fajnie je wygładzał i domykał łuski.

Ogromną nadzieję miałam, że pomoże mi nawilżyć i odżywić skórę głowy- na to liczyłam najbardziej. Jest ona ostatnio w na prawdę w tragicznym stanie.
Niestety nie pomógł. No ale cóż, czy cokolwiek mi pomoże? Sama już nie wiem co robić. Mam jakieś strupy, sypie mi się z głowy jakby śnieg sypał.. Nic nie pomaga, kupiłam szampon Vianek nawilżający, ale do tej pory dwa razy go użyłam, ciężko mi więc stwierdzić czy on coś.. Ahh.
Może któraś z was mi coś podpowie??


Znacie masło shea i olej z macadamii?

BUZIAKI! :*

sobota, 13 maja 2017

DROGERIA ESTRELLA: Rimmel Fresher Skin & BB Cream.

Witajcie :)
Pogoda przepiękna! Bartuś obecnie ma drzemkę, ale po lecimy do parku znowu pobiegać :) uwielbiam patrzeć na tego małego odkrywcę <3 tylko szkoda, że też wszystko co nie powinno go interesuje :P

Dzisiaj przychodzę do was, aby opowiedzieć wam o dwóch produktach firmy Rimmel, które otrzymałam na spotkaniu blogerek w marcu, o którym pisałam TU.
Otrzymałam je od Drogerii Estrella.

Na pierwszy rzut Fresher.


Zgrabny szklany słoiczek z plastikową nakrętką.


Dodatkowo zabezpieczony, jak widać na zdjęciu.


Pokładałam w tym produkcie dosyć duże nadzieje, byłam go ciekawa, ale też byłam przekonana, że to na prawdę może być hit!
Tak jak widzicie na zdjęciu konsystencja kremowa. Nie lubię podkładów nabieranych ze słoiczka, wolę te wyciskane z tubki, lub pompowane z buteleczki. Jest to dużo bardziej higieniczne.
Po opakowaniu właśnie zastanawiałam się czy nie będzie to coś w stylu musu, bo te przeważnie, właśnie w takich słoiczkach są. Jednak nie zgadłam :)

Kolor dla mnie bardzo dobrze dobrany, świetnie stapia się ze skórą, ale ... Powoduje, że buzia masakrycznie się klei.. mimo nałożenia matującego pudru fixującego skóra nadal się lepiła i zabójczo świeciła. Niestety przy mojej tłustej cerze powodowało to tragedię. Nie daj Boże dotknąć paluchem- ręce automatycznie do umycia... W innych podkładach po kilku minut od nałożenia tego nie ma, w przypadku tego produktu jest i to nawet kilka godzin po nałożeniu. Nie lubię, nie polecam, tym bardziej że zbliża się lato. Poszedł dalej, mam nadzieję, że komuś lepiej posłuży!


Pora na krem BB.


Ten produkt znajdujemy w tubce, takie rozwiązania wolę.


Kilka informacji od producenta i skład.


Tutaj konsystencja jest dużo bardziej lejąca, co zresztą widać. Ale też ten kolor. Prawda, że nawet na zdjęciu widać? On jest po prostu pomarańczowy...
To zupełnie nie jest mój odcień, chociaż kryje dużo lepiej niż Fresher.
Niestety w przypadku tego kremu jest ten sam efekt lepkości :/ Nie mam pojęcia o co tutaj chodzi, Podkład Wake Me Up jest zupełnie inny, postaram się dodać recenzję, bo ten podkład jest na prawdę super.
Ogólnie nie przepadam za kremami BB, bo mają słabe krycie, ten ma niezłe. Jednak wobec jednego plusa znalazłam wiele minusów, dlatego i ten produkt u mnie odpada. Tak samo oddany, oby komuś się bardziej przydał.
Żeby nie kolor, no i ta lepkość przekonałabym się do kremów BB na takie codzienne dni, aby tylko trochę otynkować buźkę :)


Znacie te produkty? Jak się u was sprawdziły?

BUZIAKI! :*

wtorek, 9 maja 2017

Yankee Candle: Viva Havana.

Pogoda? Dajcie spokój, szkoda gadać. Śnieg, deszcz? Jasne, nawet grad. W nocy -4... maj? Really? Wiosno, gdzie jesteś? Kiedy już zaraz lato, wiosny nie widać :/ u was też taka kapryśna pogoda?


Nie tak dawno wyszła nowa kolekcja 'Viva Havana'. Sama nazwa nastraja cudnie, przysyła myśli o egzotycznych wakacjach, słońce, plaża, palmy! Żyć nie umierać;-)


Grafika tarty przepiękna prawda? Kolor tak samo! Cudnie morska tafla mórz i oceanów!

'Wosk z z aromatycznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o zapachu mieszanki korzennych przypraw, drzewa sandałowego i słodkiej wanilii.'

Na sucho pachnie.. ładnie. Po prostu ładnie, tak dosyć zwyczajnie.


Istna burza zadziała się po odpaleniu kominka! Nie mogłam przestać się zachwycać! Jest to słodki zapach, ale nie przesłodki. Przyjemna woń cynamonu, wanilii i zdecydowana drzewa sandałowego! Tym razem opis jest dla mnie idealny, a rzadko tak się zdarza. Chcę wakacji, lata, wypadów nad wodę, opalania się, grillowania, błogiego lenistwa! Wiem, że te wakacje nie będą dla mnie takie same jak każde poprzednie, ale na swój sposób cudne i już się nie mogę ich doczekać <3

Uwielbiam ten wosk! Trafia w mój gust idealnie, na pewno znów do mnie trafi! Teraz tym bardziej ciekawi mnie Delicious Guava i Cuban Mohito!


Polecam wam ten wosk, jeśli lubicie nie przesadzone słodkości! 
Znajdziecie go TU, w cenie 9 zł.

BUZIAKI!:*

niedziela, 7 maja 2017

LA NATURE: Massage Oil Almond&Rose.

Witajcie ;) pogoda w kratkę, ale jest bardzo cieplutko. Jednak według prognoz ma być duże ochłodzenie i pogorszenie pogody :( co to za maj?? :(


Dziś o pewnym naturalnym produkcie. Co prawda już sporo czasu minęło, odkąd otrzymałam ten olejek, i sporo czasu odkąd go testowałam, jednak w końcu moja opinia dojrzała.

Spójrzcie jak uroczo było wszystko zapakowane!




Czułam się bardzo rozpieszczona rozpakowując tą przesyłkę! I z tego miejsca raz jeszcze za nią dziękuję! Cudny prezent <3




Bardzo ciekawy sposób otwierania/zamykania. Przekręca się srebrną 'nakrętkę' i wysuwa się pompka. Wyjątkowo poręczne i wymyślne rozwiązanie :)


Kolor przezroczysty, konsystencja jak to olejek, bardzo oleista, gęsta.

Pachnie dla mnie średnio, nie przepadam za babcinym zapachem różanym. Ale nie jest to okropny zapach, którego nie dałoby się znieść. Z czasem nawet zaczął był przyjemny, odrobinkę go polubiłam.

Jeżeli chodzi o działanie. Olejek dosyć łatwo się rozsmarowuje, nie potrzeba go wiele, aby pokryć całą twarz. Dosyć szybko się wchłania, skóra nie jest oblepiona, nie ma obawy, że włosy będą się nam lepić do buzi, albo że przykleimy się do poduszki.

Niestety jednak, nie jest to olejek dla mnie. Wiem już na pewno, efekty po jego stosowaniu dowiodły mi, że zdecydowanie olejek z róży mi nie służy. Migdałowy używałam nie raz i nie dwa, dodaję do maseczek z glinki. Nie miałam po nim żadnego wysypu, żadnych przykrych niespodzianek.
Niestety po tym olejku pojawiło się okropnie dużo 'prycholi'. Wielkich podskórnych, mega bolących, ale i maluśkich ropnych. Bardzo żałuję, bo jest na prawdę przyjemny w użytkowaniu.

Jednak cóż, nie wszystko jest dla wszystkich ;) Używałam olejku z Evree różanego i też mi nie odpowiadał. Widocznie tak reaguje moja skóra i tyle. Mimo wszystko uważam, że jest to na prawdę super produkt, warty przetestowania :)


Znacie ten olejek? 

BUZIAKI! :*