Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twarz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 października 2021

SHAMASA: Koktajl do demakijażu z olejem ogórkowym. Hydrolat różany,

 Witajcie! 

Piękna słoneczna niedziela, pogoda całkiem dopisują ;)

Kolejny weekend strzelił jak z bicza. Czas pędzi mi jak szlaony, dzień za dniem, tydzień za tygodniem. Aż ciężko nadążyć, był weekend, nie ma weekendu. Jak co tydzień. Zaraz listopad... listopad i GRUDZIEŃ! Szok :D 

Już muszę powoli kompletować rzeczy na kalendarz adwentowy Bartkowi :) Jak uda mi się to ogarniać na bieżąco zrobię post podsumowujący i pokazujący kalendarz adwentowy dla 5 latka wg mnie :)


Dziś jednak przychodzę z czym innym. Chciałabym wam opowiedzieć słów kilka o dwóch kosmetykach firmy SHAMASA. Zwłaszcza o koktajlu do demakijażu, którego byłam niesamowicie ciekawa! Zapraszam!



KOKTAJL DO DEMAKIJAŻU Z OLEJEM OGÓRKOWYM.


Koktajl mieści się w niewielkiej buteleczce o pojemności 100 ml.


Tu zobaczycie skład, informacje od producenta oraz termin ważności. Dużym plusem jest to, że dozownik był zabezpieczony folią, daje to pewność, że nie był wcześniej użyty. 


Koktajl ma gęstą, oleistą konsystencję. Pięknie świeżo pachnie, bardzo orzeźwiająco. 
Bez problemu rozprowadza się na skórze. Świetnie rozpuszcza makijaż, bez większego pocierania, wystarczy lekki masaż skóry i nawet gęsty podkład, tusz, czy liner się rozpływa. Ściereczka namoczona w bardzo ciepłej wodzie bez problemu usówa olejek oraz resztki makijażu.

Pozostawia na twarzy lekki film, absolutnie nie nazwałabym tego tłustą warstwą. Umycie twarzy żelem/pianką lub przetarcie jej micelem i tonikiem zdecydowanie rozwiązuje sprawę.
Nie podrażnia, nie uczula ani nie zapycha, co nie ukrywam, jest dużym plusem.

Uwielbiam poznawać takie perełki, do których niewiele osób ma dostęp, coś cudownego
Zawsze, ale to zawsze trafię na coś wartego polecenia, tak jak w tym przypadku!

POLECAM, POLECAM, POLECAM!!!!


HYDROLAT RÓŻANY.


Hydrolat znajdziemy w takiej samej wielkości buteleczce, jego pojemność to 100ml. 


Skład, oraz informacje od producenta. Konsystencja bardzo wodnista. Zapach... różany.

Kolejny produkt CUD! Kocham hydrolaty, mimo, że nie lubię róży w kosmetykach tak hydrolat różany kocham miłością absolutną! Pięknie koi skórę, ogasza wszelkie zaczerwienienia, zmiany skórne. Tonizuje i odświeża, nadaje skórze promienny wygląd jednocześnie jej nie przeciążając.
Jeden z najlepszych, jednocześnie najbardziej uniwersalnych  kosmetyków. Nie pierwsze i nie ostatnie opakowanie, na pewno do niego wrócę.

Kolejne odkrycie! Mała firma produkująca cuda! 
Koniecznie musicie poznać te produkty! Nie pożałujecie ;)


Znacie firmę? Te produkty? Jaki macie stosunek do hydrolatu różanego? Jest love? :D Dajcie znać!

BUZIAKI, KAŚKA :*

niedziela, 19 września 2021

KANN for Men.

 Witajcie! :) 

Wieki mnie tutaj nie było, wiem. Ciężko znaleźć czas na cokolwiek, życie i praca mnie pochłonęły..  Mam w przygotowaniu kilka postów, jednak strasznie opornie mi idzie ogarnięcie i wstawienie ich ;) Fajnie by było zdobyć w końcu motywację i wziąć się w garść. 

Dziś na tapecie bardzo ciekawe nowości. Tym razem testował mój mąż, ale i ja mam kilka słów do dodania na ich temat ;) 

Zapraszam więc!




Tak prezentuje się linia w nowych odświeżonych opakowaniach 😍 Co wiąże się z pojawieniem się kosmetyków KANN w Drogeriach Natura!


ŻEL DO MYCIA TWARZY I BRODY.


Żel znajduj się w średniej wielkości butelce, jego pojemność to 150ml. 


Kilka informacji od producenta, skład. Produkt zachowuje swoje właściwości przez 12 miesięcy od otwarcia ;)


Żel ma czarny kolor, ale nie ma problemu z brudzeniem,  zmywa się bez żadnych trudności. Z twarzy i z umywalki :D

Zapach żelu jest bardzo orzeźwiający, świeży jednocześnie z nutą męskości.  
Dobrze się pieni i świetnie oczyszcza skórę twarzy jednocześnie odświeżając brodę. 
Nie podrażnia i nie wysusza, nie zapycha też porów, co też jest dużym plusem, bo mąż różnie reaguje na kosmetyki do pielęgnacji twarzy.


KREM DO TWARZY NA DZIEŃ.


Krem znajduje się w smukłej czarnej buteleczce o pojemności 50 ml. 



Kilka informacji od producenta, skład. Krem należy szybciej zużyć niż żel,mamy na to 6 miesięcy.


Krem jest w białym kolorze, ma dosyć treściwą konsystencję jak na krem na dzień, generalnie porównując ten i wariant na noc, jestem zdziwiona że nie jest na odwrót.
Krem ma przyjemny, nie drażniący zapach. Fajnie się rozsmarowuje i nieźle wchłania. Nie bieli twarzy, niemal od razu można przejść do aplikacji kremu pod oczy. 
Nie podrażnia, nie uczula, nie zapycha, więc fajnie. Skóra po nim jest fajnie nawilżona i odżywione, jedyne na co skarżył się mąż to to, że przez jakieś dwie pierwsze godziny od aplikacji twarz mu się 'pociła', no nie wiem jak to dobrze nazwać, tworzyła się taka bariera nieprzepuszczająca powietrza, ale jak to twierdził, nawet nie wiedział kiedy efekt znikał, buzia pozostawała już matowa do wieczornego mycia.



KREM DO TWARZY NA NOC.



Krem znajduje się w identycznej buteleczce jak wariant na dzień. Lubię takie proste grafiki, na prawdę wygląda dobrze.


Informacje od producenta, skład. Krem na noc ma już dłuższy termin od otwarcia, zapewne zależne od jakichś składników.


Podoba mi się w tych trzech kremach to, że pompka jest typu airless. Bardzo higieniczne rozwiązanie. 
Jeśli o mnie chodzi ten krem to faworyt!! Zapach to jest przesztos! Mąż zgadza się ze mną w 100% i stwierdził, że bardzo chętnie zaopatrzy się w ten wariant po wykończeniu tej buteleczki.
Fajnie się wchłania, jest lekki i puszysty. Przyjemnie nawilża jednocześnie delikatnie i zdrowo napinając skórę. Fajny efekt połączony z super zapachem! Nie podrażnia, nie uczula i nie zapycha, a jak wspominałam mąż ma do tego skłonność.



KREM POD OCZY.


Krem znajduje się w podobnej, jednak nie tak dużej buteleczce. Jego pojemność jest mniejsza, co jest też logiczne. Ciężko w terminie zużyć krem pod oczy o pojemności większej niż 15 ml :)



Informacje od producenta, skład. Nie ujęłam tego na zdjęciu, ale tu producent również daje dłuższy czas na zużycie kosmetyku, 12 miesięcy, fajnie.


Krem pod oczy równie dobrze sprawdził się u Ł. Zapach zbliżony do kremu na dzień, (zapachu wariantu na noc nic nie przebije!), przyjemny, ale nie szałowy ;)
Dobrze się wchlania i nie bieli. Jest leciutki, nie obciąża skóry, daje jej oddychać nie zapychając porów.
Nie podrażnił, ani nie uczulił. 
Fajnie ujędrnił skórę pod oczami, może delikatnie rozjaśnił cienie. Daje efekt lekkiego nawilżenia, skóra jest dużo bardziej miękka i przyjemniejsza w dotyku.



Te kosmetyki dla nas, to obecnie traf w dziesiątkę! Mój mąż, po latach nieładu, ( hehe :D) od niespełna roku odwiedza panią barberkę, która utrzymuje w ładzie i fryzurę i brodę ;) Na szczęście! 
Taki porządek na twarzy to +1000 do wyglądu, tym bardziej z takimi pielęgnującymi kosmetykami! 


Znacie te kosmetyki? Wasi mężczyźni to brodacze, czy wręcz odwrotnie? ;)
Dajcie znać!
BUZIAKI, KAŚKA

środa, 18 listopada 2020

MADAME JUSTINE KOSMETYKI NATURALNE: Maska wygłądzająco- odżywcza i korundowa mikrodermabrazja.

Witajcie Kochani!
Bartek, mam nadzieję, w końcu jutro idzie do przedszkola. Jeśli nie wstanie znowu zawalony rano :P
Ja nie wiem, już w niedzielę było lepiej, w poniedziałek rano znowu zafluczony. Niby to tylko sam katar, no ale weź puść do przedszkola, w obecnej sytuacji ;)

Ostatnie dni... są mniej obfite w wolny czas, wiadomo. Będąc sama w domu mam mnóstwo czasu na wszystko, wszystko ogarniam itp. Ten post miał się ukazać wcześniej, jednak jest dopiero teraz, bo zwyczajnie doba mi się za szybko kończy, przykładowo, góra prasowania po prostu niemal sięga sufitu :D

Dziś chciałabym przedstawić wam dwa pozostałe produkty, które otrzymałam od Madame Justine Cosmetics. Zapraszam ;)


MIKRODERMABRAZJA KORUNDOWA
Produkt otrzymujemy w niewielkiej buteleczce, jego pojemność to 100ml. Duży plus za pompkę! Jaka to wygoda używania, aż się chce :D

Na odwrocie znajdziemy wszystkie informacje od producenta oraz skład.

Według producenta kosmetyk ma pachnieć arbuzem, no i rzeczywiście tak jest. Ale nie jest to taki świeży arbuzowy zapach, a bardziej słodki mini arbuz :)
Kosmetyk jest w białym kolorze, ma konsystencje lekko żelową, czuć w nim miini mini drobinki, na pewno tytułowy korund. Jeżeli chodzi o działanie zdecydowanie można stwierdzić że złuszcza martwy naskórek, przygotowuje twarz do dalszych zabiegów (maska, krem, serum itp). Twarz po takim zabiegu jest gładka, lekko napięta, ale absolutnie nie ściągnięta. Jest rozjaśniona i po miesiącu właściwie stosowania, mogę stwierdzić że przebarwienia ciut pojaśniały, plamy popryszczowe również.
Jedyne co to liczyłam po cichu, że trochę mocniej pomoże mi z zaskórnikami i ogólnie niedoskonałościami, z którymi walczę, ale mam wrażenie że ich to nic nie ruszy.
Produkt bardzo fajny, ja się z nim polubiłam, dodatkowo duży plus za zapach!
Standardowo, liczę na pogłębienie efektów z czasem, co zawsze daję znać przy denku, tak będzie i  tym razem :)



MASKA WYGŁADZAJĄCO- ODŻYWCZA
Maskę otrzymujemy w dosyć sporej, bo aż o 200 ml pojemności. No i tutuaj znowu ta upragniona pompka, co mnie bardzo cieszy :)

Na odwrocie znajdują się wszystkie informacje od producenta, oraz skład. 

Maska jest dosyć gęsta, żelowa, taka... klejąca. Pachnie okropnie :P Jakoś rybio, algowo, no całkowicie nie mój zapach. Ale wiadomo, co jest najważniejsze... Działanie :)
Z tym niestety niewiele lepiej. Konsystencja, konsystencją, ale ona całkiem wlepiała mi się w buzie, z jednej strony ciężko było ją domyć i zostawiała na buzi klejącą warstwę, więc potrzebowałam ją czymś zmyć, bo nie mogłam znieść tego uczucia... Po umyciu buzi, skóra była ściągnięta jak jasna anielka!
Bardzo nieprzyjemne uczucie... 
Dałam jej szansę kilka razy, jednak za każdym razem efekt był ten sam. Tym bardziej miałam obawę, że zlepi mi rzęsy (chodzę na doklejanie co 3 tygodnie), bo już kiedyś miałam taką sytuację z inną maską i przez nią mi wtedy dużo wypadło. Bałam się, że będzie to samo. 
Postanowiłam więc zrezygnować z dalszych prób, podaruję ją komuś, jeśli tylko dowiem się, że sprawdziła się lepiej, na pewno o tym wspomnę w denku :) 



Tak to jest, nie wszystko jest dla wszystkich. Super skład, ale... No właśnie, ale. 
Nie tym razem :)
Jednak mikrodermabrazję całym sercem mogę polecić! To produkt, który warto poznać!


Znacie te kosmetyki? Może macie inne zdanie na ich temat? Dajcie znać!

BUZIAKI, KAŚKA :*

sobota, 14 listopada 2020

MADAME JUSTINE kosmetyki naturalne: Tonik złuszczający z kwasem jabłkowym i hydrolat lawendowy.

 Hej hej.

U nas właściwie nic nowego :) We wtorek Bartosz w przedszkolu miał przedstawienie z okazji rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, jaki był dumny! Jak się starał, uczył kwesti, piosenki śpiewał. Szkoda tylko, że przez obecną sytuację rodzice nie mogli być obecni.. Ale cóż, takie czasy. Wiele rzeczy jest nie tak jak trzeba. Dostęp do lekarzy, właściwie nie tylko do tego pierwszego kontaktu, ale nawet do specjalistów. Obecnie u nas szpital jest szpitalem Covidowym, przychodnie nie działają, to jest dramat. Po niedzieli mam wizytę u ginekologa, 40 kilometrów od domu, bo u nas próbowałam, do jednego zaufanego lekarza prywatnie, ale też nie da rady. Więc jadę do swojej lekarki do innego miasta, tam również przyjmuje. Paranoja! I wiele innych rzeczy jest teraz problemem, zajęcia dodatkowe np. Ehh, szkoda gadać.

Ale dość już tego marudzenia...

Dzisiaj przychodzę by pokazać wam kosmetyki, które testuję już w sumie miesiąc, więc przyszła pora na kilka słów o nich. Firma jest niewielka, w swoim asortymencie, który możecie zobaczyć TU, nie ma wielu kosmetyków, ale za to te produkty mają super składy, KRÓTKIE składy i są dopracowane jak mało co, wierzcie mi. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, zapraszam :)



HYDROLAT LAWENDOWY

Hydrolat otrzymujemy w niedużej, szklanej buteleczce o pojemności 100ml. Grafika jest bardzo prosta i przyjemna. 

Na odwrocie znajdziecie wszystkie informacje od producenta, sposób użycia, oraz skład :)

Jedną rzecz mogłabym opakowaniue zarzucić. Dla mnie otwór jest zbyt duży by dokładnie dozować hydrolat. Fajnie, gdy dodane są te takie koreczki z małą dziurką, to wiele ułatwia.
Skończyłam narzekać :P Teraz już same plusy, a będzie ich kilka!

Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam hydrolat lawendowy! Mimo, że zapach sam w sobie to zdecydowanie nie jest mój hit, wiem że działa cuda na mojej twarzy. To nie jest mój pierwszy hydrolat lawendowy, jednak pierwszy od Madame Justine. Nie zawiodłam się ani trochę!
Świetnie oczyszcza buzię z zanieczyszczeń dnia codziennego, super radzi sobie z doczyszczeniem jej z resztek makijażu po umyciu buzi żelem. Matuje skórę jednocześnie jej nie ściągając, ani razu nie czułam tego nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Po jakichś dwóch tygodniach używania zauważyłam też, że w dzień, z makijażem moja skóra nie potrzebuje 'odtłuszczenia', a przeważnie tak jest. 
Świetnie przymyka moje wielkie pory zarazem dobrze je oczyszczając. Przyspiesza gojenie się intruzów, jeśli takowe się pojawią, a był to trudny dla mnie miesiąc. Dużo mi się spóźnił okres, miałam jakiś mega mętlik hormonalny, powiem szczerze, że wyglądało to tak, jakby dwa razy 'nawiedziło' mi coś buzię 'przedokresowo', pewnie wiecie co mam na myśli. Jednak pierwszy raz to był jakiś psikus. Jednak dla mnie mało zabawny :P
W każdym razie ten hydrolat na prawdę miał bojowe zadanie.. I moim zdaniem poradził sobie super, chętnie znów do niego wrócę!




TONIK ZŁUSZCZAJĄCY
Tonik otrzymujemy w niewielkiej, zarazem dwa razy większej buteleczce niż hydrolat. Jego pojemność to 200ml. 
Na odwrocie znajdziecie wszystkie potrzebne informacje od producenta, skład.



Tonik to kolejny strzał w dziesiątkę! Cieszę się, że sama mogłam sama wybrać produkty do testów i zdecydowałam się akurat na te produkty. One najbardziej mnie kusiły, a intuicja ewidetnie jest na swoim miejscu :))

Ładna cera, wyrównany koloryt, no pomijając tych 'okresowych gości', ale na nich to tak patrzenic nie działa. Wiem, że produkt jeden i drugi wzajemnie się uzupełniają, temu efekt jest aż tak fajny i widoczny. Moja cera ostatnio na prawdę dobrze wygląda bez makijażu (mam na myśli podkład, brwi wypełniam ciągle, bo biedne one:P). Jasne, że dużo dają mi rzęsy, ale one nie sprawiają, że cała twarz jest taka żywa, w końcu nie jest poszarzała, koloryt się wyrównuje, chociaż w miesiąć (!!) zużyłam jakąś 1/3 tego toniku, przy codziennym używaniu! Jest hiper wydajny. Ciekawa jestem jakie efekty będą, jak buteleczka dobije dna, na pewno w denku dam wam znać!




Na dniach pojawi się również post o pozostałych dwóch kosmetykach MADAME JUSTINE, wyczekujcie więc i zapraszam :)

Miłej końcówki weekendu,
BUZIAKI, KAŚKA :*

poniedziałek, 17 lutego 2020

TOŁPA: Peeling 3 enzymy.

Witajcie! Ostatni czas dla mnie... do lekkich nie należy. Nie pamiętam czy pisałam tu o tym, ale adoptowaliśmy kotka. Niestety kotka juz u nas nie ma, byłam zmuszona go uśpić, był chory, nie dało się mu pomóc, ostatni dzień bardzo się męczył. Nie był u nas długo, ok 2 miesiące, ale bardzo się wszyscy przywiązaliśmy, strasznie mi z tym ciężko, nam, ale zwłaszcza mi, bo ja z nim spędzałam najwięcej czasu.
Myślę, że z czasem weźmiemy drugiego, nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej, ale na razie, no potrzebujemy czasu trochę.

Dzisiaj jednak chciałabym wam opowiedzieć o peelingu enzymatycznym od tołpy. Jest bardzo wychwalany przez wiele osób. Same ochy i achy :P niemal żadnej złej opinii :P
Jeśli ciekawi jesteście jak sprawdził się u mnie, zapraszam ;)


Peeling zapakowany jest w kartonik, na którym znajdziemy wszystkie informacje, jakich tylko dusza zapragnie :) Tołpa opakowuje swoje produkty w szczegółowo opisane opakowania. Jest na nich dużo więcej informacji, niż na innych tego typu produktach.


Tutaj kolejna strona opakowania, oraz skład.


Nie wiem dlaczego zdjęcia z pokazaniem jak wygląda peeling nie zrobiłam, aczkolwiek teraz już nie ma sensu, bo sceneria byłaby inna :P Została mi jeszcze jakaś 1/3 opakowania, może mniej.

Peeling znajduje się w tubce, 'metalowej' zakończonej plastikową nakrętką. Jak widzicie na zdjęciu otwarcie nie jest całkiem typowe, bo zakończenie tubki jest wydłużone. Naciskając tubkę wydostaje się z niej cieniutki pasek peelingu, generalnie nie wiem czemu ma to służyć, ale widocznie producent miał jakiś swój powód.

Ma gęstą, kremowo-żelową formułę, bezbarwny, lekko mglisty kolor, pachnie obłędnie, owocowo, lekko kwaśnie. Co do efektów. Nie powiem, suche skórki niemal całkiem zniknęły. No i tyle dobrego :P Co do sebum, zero poprawy. Co do zaskórników, zero poprawy. Co więcej, zauważyłam nawet, że moja skóra skłonna do niedoskonałości, skłonna do zapychania, skłonna do zaskórników, pogorszyła się. Nagle zaczęło się ich pojawiać jeszcze więcej..


Podejmę jeszcze jedną, ostatnią próbę, odstawię inne produkty, które mogłyby mi szkodzić, jednak nie wierzę, ze to cokolwiek zmieni, bo używam obecnie samych produktów z dobrym składem. O ile ja to dobrze rozumiem, one, jeśli by mi nie służyły, mogłyby spowodować uczulenie, ewentualnie podrażnienie, jednak nie zaskórniki.. Jeśli się mylę, poprawcie mnie ;)

Cóż, tak to jest. To, że coś dla kogoś innego jest hitem, nie musi się nim okazać też dla nas. Każda skóra jest inna, ma inne potrzeby oraz inne problemy. Na każdego może działać co innego, przekonałam się juz o tym wiele razy i na pewno wiele razy się jeszcze przekonam ;)


A wy znacie ten peeling? Sprawdził się u was? Dajcie znać!

BUZIAKI, KAŚKA :*

wtorek, 28 stycznia 2020

SHECELL ANTI-POLLUTION: Dermoaktywny krem do skóry z przebarwieniami, oraz do skóry naczynkowej.

Witajcie Kochani! Pogoda dziś jakoś w kratkę, przez chwilę świeci piękne słońce, pozniej jest szaro i ponuro. Jakoś tak nie pasuje mi ta zima. Zima, której nie ma. Żeby koniec stycznia i tylko raz byliśmy na sankach? Luuudzie.
Czy jeszcze napada? No liczę na to ... I na mróz, cholerka jasna :P


Dzisiaj przychodzę do was, opowiedzieć wam o kremach jakie miałam okazję ostatnio testować ;)
Mega ciekawa nowość!
Jeśli wy również jesteście ciekawi, zapraszam do dalszej części postu ;)



Opakowania kremów fajnie się prezentują, mają ładne, proste i estetyczne opakowania.



Na odwrocie tubki jest kilka informacji na temat kremiku.


Kremik pierwotnie znajduje się w kartoniku, na którym również producent umieścił przeróżne informacje na temat produktu, oraz jego skład.


Otwarcie jest na zatrzask, dosyć typowe, ale i wygodne. Krem jest w kolorze białym, ale niestety zdjęcie mi wcięło :P



 Ten kremik ma jeszcze ładniejszą tubkę niż poprzednik :P oczywiście, że za sprawą koloru, oczywiście nie jej kształtem się zachwycam :P


Skład kremiku.


Tutaj otwarcie również na zatrzask. Ten kremik ma całkiem inny kolor, wygląda troszkę jak krem BB i tak jak pisze producent świetnie nadaje się pod makijaż, fajnie współgra z podkładem jak i samym pudrem, nie waży go, nie psuje makijażu w żaden sposób. Nie przedłuża jego trwałości, ale cóż, na aż tyle nie liczyłam :P

Krem do przebarwień sprawdził się u mnie średnio, Z jednej strony zauważyłam, że mnie zapycha, ewidentnie on, bo nic innego wtedy nie stosowałam, więc zaczęłam go używać tylko raz dziennie, nie dwa jak zaleca producent. Wtedy włączyłam drugi krem, ten nakładałam na noc, do cery naczynkowej na dzień. Wtedy też zauważyłam, że cera zaczęła się polepszać. Ewidentnie w jakimś stopniu krem do skóry z przebarwieniami był dla mnie zbyt ciężki. Nie zaprzeczę, koloryt skóry się poprawił, przebarwienia stały się jaśniejsze. Nie jest to spektakularna zmiana, jednak widoczna. Fajnie. To już dużo. W momencie kiedy włączyłam ten krem skóra zaczęła się wyciszać. Jeśli chodzi o działanie naczynkowe, nie mam jako takich popękanych naczynek itp, ale od zawsze miałam tendencje do piekących rumieńców, i tutaj akurat widzę sporą poprawę. Nie wiem czy ten efekt też utrzymałby się jeśli o mróz chodzi, bo mrozu nima :P Ale wierzę, że tak. Może się przekonam, jeśli zima w końcu przyjdzie :)

Generalnie kremy polubiłam, obydwa fajnie się używa i chętnie je zużyję, może efekty z czasem będą jeszcze lepsze? Się okaże :)



Znacie te kremy? Dajcie znać :)

BUZIAKI, KAŚKA :*

sobota, 15 czerwca 2019

LIFT4SKIN: Korygujący krem pod oczy, regeneracja i redukcja cieni.

Witajcie Kochani! U nas lato w pełni, temperatury dochodzą nawet do 35 stopni na plusie, w cieniu. Upał, skwar, gorąc. Lato! A z tego wynika to, że czasu jeszcze mniej niż zwykle :P Bo jak nie korzystać z takiej pogody, tym bardziej mieszkając nad wodą ;) Dlatego niedługo pewnie będziemy murzynami :P chociaż dla Bartka używam filtr, a i tak widać że sporo przebywa na podwórku :P

Niestety blog na tym cierpi bo i bez tego mam masę obowiązków. Wiecie sami jak jest ;) W każdym razie na Instagramie jest mnie więcej, to taki mój drugi mały blog ;)

<<DoubleIdentity Instagram.

Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o kremie pod oczy LIFT4SKIN.

'LIFT4SKIN to siostrzana marka brandu LONG4LASHES – lidera na rynku preparatów stymulujących wzrost rzęs. Podobnie jak w przypadku LONG4LASHES, efekty działania kosmetyków LIFT4SKIN są zaskakujące. Obie linie łączą zaawansowane technologie, które idą w parze z bardzo wysoką skutecznością preparatów, pozwalając wykraczać poza granice konwencjonalnej kosmetologii.'

źródło.



Kremik otrzymujemy w kartoniku, na którym znajdziemy wszystkie informacje, które mogą nas zainteresować, m.in. skład.




Docelowo kremik mieści się w niewielkiej buteleczce. Jest ona zwieńczona pompką, która jest świetnym rozwiązaniem jeżeli chodzi o dozowanie produktu. Higieniczne ale i pozwala na rozsądne gospodarowanie ;) Chociaż suma sumarum i tak ciężko mi zużyć 15 ml na okolice oczu :D




Krem ma biały kolor, przyjemnie pachnie, właściwie to bardzo delikatnie, nie sądzę, aby mógł przeszkadzać komukolwiek. Konsytencja w pierwszym momencie wydaje się bardzo lekka, jednak wierzcie mi kremik jest treściwy. Fajnie się wklepuje, całkiem szybko się wchłania, chociaż ja też nakładam go sporą ilość, więc ten czas stosunkowo się wydłuża.
Fajnie nawilża okolice oczu, widocznie napina skórę i ewidentnie rozjaśnia cianie. Zmniejsza tzw wory, chociaż faktem jest, że nigdy nie miałam z tym ogromnych problemów, ostatnio jednak różnie bywało, a widzę sporą poprawę, obecnie moja skóra wokół oczu jest w świetnej kondycji i ma bardzo wyrównany koloryt, w dużej mierze to zasługa tego kremu! Od paru miesięcu mam ciężki czas, na dużych obrotach, mało snu niestety, śpię po 4-6 godzin i moja skóra to czuje niestety, . Ale co zrobić, ide spąc 12-1, Bartek robi pobudkę 5-6. Życie ;)

To na prawdę przyjemny kremik. Chociaż fakt, że nie mam sporego porównania, bo to może mój trzeci w życiu krem pod oczy :P Ale efekty są, widać je, więc mogę go z czystym sercem polecić!


Znacie produkty LIFT4SKIN? Może coś polecicie?

BUZIAKI, KAŚKA :*

sobota, 16 lutego 2019

EVELINE: Matt my day. Peach loose powder.

Witajcie Kochani!
Dopadło mnie takie choróbsko, że ledwo przeżyłam wczorajszy i dzisiejszy dzień w pracy. Szczęście w nieszczęściu, że miałam ranek, więc nie wyspałam się zbytnio, fakt, ale popołudnie wolne i mogę bardziej odpocząć i się wykurować. Mam nadzieję, że jutrzejsze wylegiwanie się, inhalacje i leki pomogą na tyle, aby w końcu mi przeszło.
Pogoda dzisiaj dopisała, słoneczko świeciło, chociaż szczególnie ciepło nie było ;) Ale to już +1000 do wiosny! Spacer moi mężczyźni odbyli, mieliśmy iść na drugi, ale jednak zrezygnowaliśmy, bo moje samopoczucie się pogorszyło.
Teraz jako tako siedzę, z gorącą herbatą w szlafroku i pod kocem. Grzeję się i odpoczywam.
I jakoś mnie natchnęło, żeby coś napisać, więc jestem ;)

Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o sypkim pudrze z Eveline, otrzymałam go na ostatnim spotkaniu blogerskim, a niedawno poszedł w użycie.


Malutkie okrągłe pudełeczko  kremowym kolorze. Wygląda ładnie i estetycznie.


Standardowo w takich produktach pojemniczek ma przykrywkę z kilkoma niewielkimi otworami, przez które wydostaje się pyłek.


Kilka informaci od producenta.


Jest bardzo drobno zmielony, jak widać na pierwszy rzut oka, nawet na zdjęciu. Jest dosyć jasny, ale wiecie sami, że takie 'wykończeniowe' pudry nie bielą twarzy, tak samo też jest w tym przypadku.



Cudnie wygląda na twarzy! Świetnie stapia się ze skórą no i z podkładem. W zasadzie każdym jakiego użyłam. Chyba przez to, że jest tak dbrobniuśko zmielony nie podkreśla suchych skórek i jest wręcz niewidoczny. Ale widać efekt! Mat jest i to dokładnie taki jakiego oczekuje. Satynowy mat.
To jeden z najlepszych pudrów jakie miałam, serio!
A ten zapach ... Rzeczywiście brzoskwiniowy! To dopiero wypas! Szkoda, że po nałożeniu już nie jest wyczuwalny, ale czy można mieć wszystko? :P

Jest to baaardzo udany produkt, przy czym nie zapchał mnie i nie podrażnił, a różnie działały na mnie produkty Eveline. Polecam go wam, jeśli macie okazję, warto go wypróbować!


Znacie ten puder? Co wy o nim sądzicie?

BUZIAKI, KAŚKA :*