poniedziałek, 16 lipca 2018

SILCARE NAILS: Olejkowy peeling do ciała i dłoni.

Witajcie! Urlop się zaczął. I jestem przekonana, że szybciej się skończy, niż się zaczął:P Ok, przestaję już narzekać. Ponarzekam sobie jutro rano, na 9:20 idę do dentysty :P a na 18 na paznokcie :P Także jeśli przeżyję dentystę, będę miała nagrodę :D
Tylko szkoda, że ta pogoda na ten mój urlop się zepsuła.. leje, burze co chwila. Myślałam, że w tym tygodniu dzień w dzień będziemy jeździć na plażę, a tu klapa. Ale liczę na to, że jednak coś się odmieni <3 Prawda, że tak będzie?

Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o peelingu olejkowym od Silcare Nails. Strasznie mnie ciekawił, jak tylko zużyłam otwarte peelingi ten wylądował pod prysznicem- oczywiście po uprzednim cyknięciu fotek ;)
Spodziewałam się na prawdę czegoś fajnego...



Proste, w sumie niezbyt ciekawe opakowanie ;)


Na wiele liczyłam.. dopóki nie przeczytałam składu :) :) Parafina- miejsce pierwsze! Brawo!


Otwarcie na zatrzask, niewielki otwór, przez który dozuje się peeling.


Peeling ma nie wiele różnej wielkości drobinek. Konsystencja lekko galaretowata, jednak w kierunku płynnej.
Wiecie co, to totalna porażka! To nie ma nic wspólnego ani z peelingiem ani z olejkiem! Okropieństwo no. Użyłam jak peelingu, ale po opłukaniu skóry wodą kleiła się jakbym się wymazała wazeliną.. dosłownie! Ja używam i nawet lubię drogeryjne peelingi, nawet te z parafiną. Miałam kilka na prawdę wartych uwagi! Jednak ten to totalne nieporozumienie!
Odradzam, nie polecam! Omijajcie szerokim łukiem, chyba że lubicie się kleić jak wysmarowane miodem ;))


A może znacie ten 'peeling'? Może macie inne odczucia?

BUZIAKI, KAŚKA :*

wtorek, 10 lipca 2018

LACTACYD: Oxygen Fresh. Odświeżający żel do higieny intymnej.

Witajcie Kochani!
Co u was? U nas pogoda dopisuje, w pracy nie jest najgorzej, chociaż nie chce się jak choolerka :P Bartosz co raz więcej nawija! Czasami uśmiać się można :D je serek, nagle odsuwa mówiąc 'dosiić' :D no wiem, pisząc to, nie brzmi to AŻ tak zabawnie, ale na żywo! Ubaw po pachy !!
Niedługo mój wyczekiwany urlop! Już nie mogę się doczekać, mam mnóstwo spraw do załatwienia, ale i potrzebuję nareszcie porządnie odpocząć i zrobić w końcu coś dla siebie. Znając życie nie będzie aż tak kolorowo, ale mam nadzieję, że uda mi się chociaż część rzeczy zrobić tak jak planuję, trzymajcie więc kciuki!

Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o produkcie... który mnie zaskoczył. Bardzo zaskoczył!
Ciekawi?


Żel znajduje się w niewielkiej buteleczce w kształcie łezki. Jej pojemność to 200 ml.


Trochę informacji od producenta. Niestety składu nie mam.. Był tylko na kartoniku, a kartonik wyrzuciłam, po prostu  nie zamierzałam tego produktu opisywać na blogu. Bo jeśli od początku planuję recenzję, robię zdjęcia zanim wezmę produkt w użycie.


Typowe otwarcie na zatrzask z małym otworem, przez który wydobywamy produkt. Niestety w tym przypadku otwór jest zdecydowanie za mały!


Albo produkt jest o wiele za gęsty! Jak galaretka :P Trzeba dobrze się naciskać, żeby cokolwiek przez dziurkę wylazło :P
Ma przezroczysty kolor, no i jak pisałam galaretowatą, nabąbelkowaną konsystencję.

Jest to na prawdę fajny produkt. Rzeczywiście jest ten efekt odświeżenia, realnie wyczuwalny dłuższy czas, po spłukaniu daje efekt chłodzenia, co dodaje mocy uczuciu świeżości, fajne te uczucie!
Dobrze myje, mocno się pieni, jednak nie powoduje uczuleń ani podrażnień.
Przez swoją konsystencję jest też baardzo wydajny!
Zapach nie jest do końca mój, bo pachnie cukierkami lodowymi, a ja nie znoszę tego zapachu. Na szczęście jest bardzo delikatny, czuć go dosłownie przez chwilkę! Uff ;)

Jeśli trafię na promocję, lub cenę ok 10 zł trafi do mnie ponownie! Jest warty uwagi i polecam go wam ;)
A już myślałam, że spiszę po raz kolejny lactacyd na straty.
Używałam kiedyś tej najzwyklejszej wersji i mnie podrażniał. Ciekawe jak jest teraz, zapewne zmienił skład. Muszę wypróbować :)


A wy, znacie ten żel, o którym dzisiaj piszę? A może polecicie coś innego, łagodnego do higieny intymnej?

BUZIAKI, KAŚKA :*

czwartek, 5 lipca 2018

Nowości czerwca!

Witajcie :) Postanowiłam wrócić do cyklu postów o nowościach ;) Ostatnimi czasy starałam się zminimalizować jakiekolwiek zakupy kosmetyczne i niekosmetyczne, ale nie konieczne, do zera.
W tym miesiącu jednak kilka rzeczy kupiłam, jedną paczkę dostałam, jeśli jesteście ciekawi, zapraszam! :)


KOSMETYCZNE:


Jakiś czas temu w Rossmannie była promocja 2+2 'na stopy' Głównie postawiłam na pielęgnację, a właściwie ochronę stóp przed nieprzyjemnym zapachem, a dodatkowo dobrze by było też przed poceniem! Myślę, że coś tam naskrobię o tych specyfikach, zapewne porównawczy post wszystkich, coś na pewno się pojawi.

Co do zamówień w Rossmannie- tych internetowych, bo tak właśnie dokonałam tych zakupów, pierwszy raz się zawiodłam. Jedwab na pewno był przez kogoś używany, dodatkowo rozlał się w torbie brudząc wszystko. Żałuję, że nie zajrzałam do torby w sklepie, tak jak zawsze do tej pory, jednak byłam przekonana, że wszystko jest w porządku, bo do tej pory zawsze było, a to już moje ente zamówienie przez internet. Nie było sensu już wracać do sklepu, bo póki dotarłam do domu i zajrzałam do środka, minęło dobrych parę godzin od odebrania zamówienia.
Cóż. Następnym razem wszystko sprawdzę przy osobie wydającej mi zamówienie, albo kupię rzeczy osobiście.


Dodatkowo do tego zamówienia dorzuciłam dwa żele carex, bo były w fajnej promocji- kup dwa zapłać za jeden ;) A używam ich dużo, zwłaszcza w pracy.


Te maseczki również kupiłam przy okazji tamtego zamówienia. Były w promocji, a strasznie mnie zaciekawiły, widziałam je wielokrotnie na instagramie i musiałam kupić ;) Uwielbiam maseczki, a te bąbelkowe baardzo mnie kusiły!


Dezodoranty nivea dla męża- były w promocji w  rossmannie ;)


W biedronce kupione za 7,99 zł/szt.


Chusteczki do okularów, kiedyś używałam ich bardzo dużo, postanowiłam do nich wrócić, bo moja ściereczka coś ostatnio szwankuje.
Żel Fa, cudnie pachnie, a kupiony za całe 4,99 :D




Maski w płachcie kupione w biedronce! Całe 3,99 zł/szt!!! Z wodą z lodowca! :D Brzoskwiniową już użyłam i jest super!


Te cudowności dostałam w paczuszce od Nivea! Wszystkie pachną cudnie, pisałam o nich i zwłaszcza różowy wariant skradł moje serce!

<< Nivea Soft Mix Me.


NIEKOSMETYCZNE:


Plecak w babeczki kupiony w biedrze! Uroczy prawda? Wstawiałam go i ankietę na instastory na Instagramie, z pytaniem czy wam się podoba, zdania były podzielone :P Według niektórych osób to obciach :P
Dostałam w czerwcu dodatkową 'premię' więc postanowiłam sobie coś kupić :)


Saszetka arbuzowa również kupiona w biedrze ;)


Dwie cudne kosmetyczki! No kosztowały grosze. Mała ok 8 zł, duża 12 jak dobrze pamiętam ;)


DZIECIĘCE: 


Czyste masło shea- super działa na Bartka skórę w razie jakichś dużych wysypów :)
Szampon Sylveco- i dla mnie i dla Bartka ;) Chociaż bardziej dla mnie :P
Olej z pestek malin- nasz filtr :) A co zostanie, na włoski :D
Jak widać wszystko kupione w Triny :)


Olejek do kąpieli Linomag- baaardzo fajny! Nie podrażnia, nie uczula, ładnie pielęgnuje skórę. Na pewno kupimy znowu :)


Zapas linomagu i pasty do zębów :) w domu się kończy, jedno i drugie, a zapewne w przedszkolu też.


Diflos. Probiotyk. OD dłuższego czasu podajemy Bartkowi bez przerwy, codziennie. Uczulenie niemal jak ręką odjął. Aby nie wygadać, więc póki co szczególnie się nie chwalę, ale trzymam kciuki, aby tak już zostało!


 Bobik D i Bobik DHA. Podaję jedną taką, jedną taką. Śmieszy mnie te zdjęcie dziecka w okularkach :P
Bartek ma problem z przyswajaniem witaminy D. Nie wchłania się zbyt dobrze, robiliśmy niedawno wynik, znowu ma niedobór. Więc staramy się korzystać ze słońca ile się da, ale też suplementujemy tym Bobikiem. Za jakiś miesiąc dwa znów powtórzymy wynik.


To tyle w tym miesiącu. Nie wrzucam już żadnych higienicznych rzeczy, bo i wkładki kupowałam i płatki kosmetyczne, jednak nie robiłam im zdjęć, bo to chyba nie ma sensu? W denku widzicie czego używam i czy polecam, moim zdaniem to wystarczy ;)

Znacie coś z moich nowości?

BUZIAKI, KAŚKA :*

poniedziałek, 2 lipca 2018

DENKO #6. Zużycia czerwca :)

Witajcie! Czerwiec się skończył ;) Uff nareszcie. To był ciężki miesiąc. Lipiec szykuje się lżejszy, tym bardziej, że w trzecim tygodniu mam urlop ;) Już nie mogę się doczekać! Chociaż fakt, że mam już tyle rzeczy zaplanowanych, że nie wiem czy odpocznę chociaż odrobinę :P no psychicznie to na bank!!

Dzisiaj chciałabym wam pokazać jakie produkty udało nam się zużyć w czerwcu. Całkiem nieźle to wygląda ;)
Oczywiście standardowo, nie każdy produkt został otwarty w czerwcu ;)


PIELĘGNACJA DŁONI: 


* mydło Cien w piance. Obłędny zapach!
* żel antybakteryjny Balea- zużyty w pracy, dobra rzecz, nie ma co ;))
* mydełko Dove- jedno opakowanie, etykieta naklejona może zmylić, ale to dopiero jedno zużyty op :P Super zapach, fajnie myje, ale jest delikatne ;) Lubię mydła dove!


PIELĘGNACJA WŁOSÓW: 


* szampon Vianek. Mam co do niego mieszane uczucia. Jakoś nie doczekał się recenzji, po prostu mnie nie zachwycił. Mył, nie podrażniał. No ale brakło mu tego czegoś ;)
* zmęczona! W końcu! Wiśniowa maska Kallos. Okropna!!!



* zestaw dziegciowy Vis Plantis. Bardzo lubię, fajny dla problemowej skóry łowy. Pisałam o nim TU.


PIELĘGNACJA TWARZY: 


* płatki kosmetyczne Be beauty- ulubione :)
* duże płatki Isana, chyba lubię je bardziej niż Be Beauty, chyba od teraz duże będę tylko w rossku kupować ;)
* bąblująca maska AA. Będzie post :P :P



* Pasta ziaja liście manuka. Hmm. Dałam jej drugą szansę, ale zdanie o niej podtrzymuję ;) Dla mnie nie ma w niej nic WOW.
* Maska Buna. Pisałam o niej TU. Bardzo fajna, mimo, że męczy mnie zmywanie maseczek ;)
* Pasta do zębów z Biedronki. Ta najtańsza. No i beznadziejna! Męczyliśmy je na maksa! Ktoś by powiedział, najtańsza to co wymagasz. Ale ale. Najtańsza pasta z Rossmanna jest super. I chyba więcej nie będę eksperymentować. Ja mam po prostu taką zasadę, że raz myję zęby taką zwykłą pastą, odświeżającą, a drugi raz jakąś mocniejszą, wybielającą. No ale ta ... nie nadawała się do niczego!




PIELĘGNACJA CIAŁA: 


* Dezodorant Nivea- tego pana chyba już znacie :P
* Antyperspirant w kulce Garnier. U mnie się sprawdza ;) W pracy potrzebuję dobrej, a nawet bardzo dobrej ochrony i w przypadku garniera nie mam się na co skarżyć ;)



* Lactacyd- delikatny olejek do higieny intymnej. Nawet fajny, ale no brak tego WOW. A spodziewałam się wiele, zwłaszcza po tylu pozytywnych opiniach ;))
* Żel peelingujący Fa. Ekstra! Jak dorwę, na pewno znowu kupię! Ten zapach- obłęd! Fakt, peeling z niego żaden, ale traktując go jak żel na maksa rozpieszcza!



* żel Balea- dobre, ale. Mąż tak polubił się z żelami Le Petit i Old Spice, że raczej nie planuję więcej kupna żeli Balea ;)
* Isana. Dla mnie okropieństwo! Strasznie go męczyłam. Pachniał jak ogórek posypany solą i pieprzem. No nie podobał mi się ten zapach i o!



* paczek chusteczek było więcej :P już używamy tylko Dady ;) Velvety ... zrobiły się jakieś na maksa suche!
* Żel do mycia ciała i włosów Latopic. Dobrze się sprawdzał, ale znam lepsze. W każdym razie na razie powrotów nie planuję ;)



* Cudownie pachnący!!! Uwielbiam płyny cocolino i raczej ich już nie zamienię na żadne inne!



Całkiem ładne denko, jestem zadowolona, a wy co myślicie?

BUZIAKI, KAŚKA :

niedziela, 24 czerwca 2018

Nivea Soft MIX ME! Zmiksuj swój ulubiony zapach!

Witajcie ;) Ten tydzień zdecydowanie za długo trwał.. i zdecydowanie dał mi w kość.
Jestem wykończona, niewyspana, rozdrażniona, a dodatkowo Bartek od dwóch dni gorączkuje :( Bidulek kaszle i ma katar.. Niby lato a skąd to się wzięło, nie wiadomo. Mam jednak nadzieję, ze tak szybko jak się przypałętało, tak szybko da nam spokój. Trzymajcie kciuki!


Jakiś czas temu otrzymałam od Nivea piękną paczuszkę z trzema małymi nowościami. A konkretniej nowymi wariantami kremu Nivea Soft Mix Me.


Urocze pudełeczko, środkiem można było zakręcić, fajny patent ;)


Opakowania są świetne! Przyciągają wzrok! Wyglądają świetnie!




Ten wariant najmniej mi się podoba, ale... bardzo mi się podoba! Po prostu 2 pozostałe rozkochały mnie w sobie na AMEN!


Cudny ananasowo, brzoskwiniowy zapach. Z malusieńką nutką kokosa. Pachnie przecudnie uwielbiam go używać!


Słodki malinowy wariant i ten chyba pokochałam najbardziej! Pachnie jak malinowa mamba!

Wszystkie kremy super nawilżają, dla mnie mocno nawilżają, nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że na lato są trochę za ciężkie. Jednak stopy, kostki, łokcie chłoną kremy jak gąbka, więc co drugi dzień smaruje się właśnie którymś z tych kremów.
Nie podrażniają, nie uczulają i nie zapychają! A czasami tak się u mnie zdarza, że krem powoduje malutkie krostki.

Baaardzo je polubiłam i być może skuszę się na malinową wersję ;)
Próbowałam je mieszać, jednak ja nie odnalazłam w mieszankach tego czegoś. Fakt, malinowy lub egzotyczny pomieszany z zielonym pachną spoko, jednak już różowy z egzotycznym kompletnie niefajnie.
Ale cóż, nie wszystko dla każdego, wiem, że niektórym się podoba ;)


Znacie te kremiki? Co o nich myślicie?

BUZIAKI, KAŚKA :*

środa, 13 czerwca 2018

4SZPAKI: Hydrolat lawendowy.

Witajcie! Pogoda trochę 'osłabła'. Upały zelżały, pokusiłabym się nawet o powiedzenie, że jest zimno :P bo przecież 18-20 stopni to mało jest! :D

Tak się czekało na lato, przyszły upały, zaczęło się narzekanie, przeszły upały, znowu jest narzekanie :D Nie dogodzisz no! Mam nadzieję, że na weekend dopisze pogoda, bo mamy ciekawe plany ;)

Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o moich wrażeniach po około dwumiesięcznym używaniu hydrolatu lawendowego od 4 szpaki!


Hydrolat otrzymujemy w niewielkiej szklanej buteleczce z atomizerem. Podoba mi się to, że butelka jest szklana, no i w ładnym lawendowym kolorze!


Przepraszam was bardzo, że zdjęcia są tak słabe, szczególnie te ze składem, ale chyba mój aparat dokonuje żywota.. Chyba że coś poprzestawiałam, wtedy w weekend może siostra pomoże mi to naprawić- oby! W tym momencie nie stać mnie na nowy sprzęt. Telefon mi też szwankuje Ehh.


Uwielbiam to, że ma atomizer. O ile to ułatwia używanie! Ułatwia, ale i uprzyjemnia w upały ;)

Hydrolat miętowy, którego nie tak dawno używałam, zdecydowanie podbił moje serce. Ten hydrolat też polubiłam. Fajnie koi skórę, przyspiesza gojenie się syfków. No ale też widzę, że jakby wpływa na to, że pokazuje się ich mniej. Pomaga zmatowić cerę i jakby zmniejsza produkcję sebum, takie mam wrażenie.
Jednak mam ale. Jeżeli pryskałam go bezpośrednio na twarz robiłam to i z zamkniętymi oczami, ale i ze wstrzymanym oddechem. Następnie odchodziłam 2-3 kroki i wtedy brałam oddech. Dlaczego? Dlatego, że rozpylony hydrolat mnie dusił! I to na maksa! Co więcej nie zauważyłam tego na początku, a dopiero gdzieś po miesiącu, co jest na maksa dziwne... W tym momencie nawet spryskanie wacika powoduje u mnie duszności i kaszel. Fakt, w momencie kiedy substancja się ulatnia wszystko przechodzi jak ręką odjął. Ale też przecieranie tym wacikiem twarzy nie powoduje nic niepokojącego!

Dziwne prawda? Jednak tak właśnie jest. I dlatego, że działanie jest więcej niż satysfakcjonujące uważam by go nie wdychać i używam dalej, chociaż niewiele mi już go zostało.
Tak więc jest to dla mnie świetny produkt, jednak z minusem, który mocno uprzykrza jego używanie.


Czy ktoś z was tego doświadczył? Czy to ja mam takie dziwne doświadczenia z hydrolatem lawendowym?

BUZIAKI, KAŚKA :*

niedziela, 10 czerwca 2018

Denko #5. MAJ.

Witajcie Kochani!
Pogoda jest cudna! Wczoraj byliśmy na paradzie motorów z okazji Augustowskich Motonocy. Co roku chodzimy, w tym też się tak złożyło, że miałam na rano, więc bez problemu daliśmy radę. Super! No ja uwielbiam, ale Bartek też był zachwycony! O mężu nie wspominając :P


Dzisiaj przyszła w końcu pora, na spóźnione już w sumie, denko maja. Pokażę wam co udało nam się zużyć do końca w poprzednim miesiącu, jednak jak zawsze nie wszystko w maju zostało otwarte ;)
Zapraszam!


PIELĘGNACJA TWARZY: 


* Emulsja Biofficina Toscana do cery tłustej i problematycznej. Niestety wywalam- znaczy oddam w dobre ręce. Do cery tłustej a mnie na maksa zapychała..
* Płyn micelarny Oillan balance. Spoko był, ale bez większego szału. Nie podrażniał, nie uczulał, najważniejsze. Ale jakoś nie pokochałam go :)


* Płatki Cien- super są, chociaż bardziej się rozdwajają jak te z biedry.
* Maseczka Jelly mask z Bielendy- bardzo fajna, tylko tak odlubiłam zmywanie maseczek... ble :P
* Ostatnia już chyba (?) maska w płachcie z alie. Świetna! Fajnie nawilża, uspokaja buzię. Tylko ogrom tego płynu przeraża, jednak ja ją leciutko wycisnęłam i resztę płynu wylałam.


KOLORÓWKA: 


* Puder Cosmepick- końcówkę wywalam. Jakoś go nie polubiłam. Po kilku użyciach jego powierzchnia tak dziwnie... skamieniała. Trzeba było się nasiłować, aby cokolwiek nabrać go na gąbeczkę lub pędzel. Wkurzał mnie, a zwłaszcza na koniec po prostu się poddałam.


PIELĘGNACJA CIAŁA: 


* Czarne lawendowe mydło Beauty Marrakech. Okropnie go nie polubiłam. skóra po nim była taka nieprzyjemnie skrzypiąca. Nieprzyjemnie pachniało, dla mnie ziemią. Jestem na nie.
* Olejek Equilibra, bardzo bardzo fajny. Fajnie nawilżał i napinał skórę, stosowałam na te trudne partie- brzuch, uda, pośladki. Bardzo fajny!
* Kokosowe masło do ciała Ziaja- lubię je, zapach wg mnie się zepsuł, ale nie jest zły. 



* Żel do higieny intymnej Miravena- lubię bardzo, pisałam o nim TU.
* Mus pod prysznic Nivea- malinowy wariant bardziej mi się podobał ze względu na zapach, ale ten też jest spoko, uwielbiam takie musy! O malinowym wariancie pisałam TU.
* Żele Le petit Marseillais- oba ekstra! Polecamy! Pisałam o nich TU.


* 'Kulka' od Garniera- słyszałam, że to nie do końca już to samo, jednak ja jestem zadowolona z jego działania ;)
* Mężowy, kolejny ze srebrem od Nivea- najlepszy!


PIELĘGNACJA WŁOSÓW: 


* Ulubiony kokosowy szampon męża ;) Trzeba odwiedzić Hebe :D
* Sylveco baby- muszę znowu kupić, świetny, świetny! Najlepszy szampon ever!


PIELĘGNACJA STÓP  I DŁONI: 


* Maska z mariona... Beznadzieja! Już nie mówiąc o tym, że tego płynu było na tyle dużo i był na tyle wodnisty, że jak tylko założyłam na wierzch bawełniane skarpetki płyn się wylał niemal całkowicie. Nie wspominając już o efekcie.. którego nie było.
* Maska złuszczająca kupiona w biedrze. Świetna! Przez mariona się opóźniło moje złuszczanie i właściwie dopiero kończy mi się łuszczyć skóra. Ale cóż. I tak nie było okazji do sandałków, jednak teraz sobie nie pożałuję :P
* Mydło z lidla- figa i bawełna! Świetne!! Super zapach, pieni się, myje, nie wysusza. Świetne!


HIGIENA: 


* Wkładki Discreet- spoko, ale więcej chyba nie kupię. W pracy potrzebuję czegoś bardziej hmm.. czegoś co lepiej się trzyma, a te się odklejają jak dużo się ruszam.
* Więc niezmiennie najlepsze są Facelle!


* tampony OB. Dla mnie najlepsze. Kupiłam w jakiejś promo w biedrze, razem z pudełeczkiem. Dopiero teraz trochę wróciły mi okresy,  chociaż nazwałabym to raczej plamieniem :P
* chusteczki świetne, odkąd pracuję potrzebuję czasami takiego odświeżenia po pracy, nie zawsze mam możliwość iść się od razu wykąpać ;)


PIELĘGNACJA DZIECIĘCA: 


* Maluśki olejek kokosowy, na raz do kapieli, pomieszałam z nierafinowanym ;)
* Żel do mycia ciała i włosów Sylveco. Matka prawie całość podkradła, ale u Bartka też się świetnie sprawdzał ;) na pewno kupię znowu.
* Balsam z Biodermy- najlepszy!  Pisałam o nim TU.
* Emulsja Emotopic- na razie chyba z niej rezygnujemy, mimo, że się sprawdzała. Ale w tym momencie używamy Hippa i ewentualnie oleju kokosowego bądź jeśli jest kiepska skóra- krochmalu.


Całkiem nieźle, ale nie jest to najlepsze denko ;) Mam nadzieję, że czerwcowe będzie większe i bardziej... zróżnicowane :D


Znacie coś z mojego denka? Może coś u was sprawdziło się inaczej niż u mnie? Dajcie znać!

BUZIAKI, KAŚKA :*