Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciało. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciało. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 marca 2020

ZIAJA: Galaretka myjąca do kąpieli MARSHMALLOW.

Witajcie Kochani! Akcja #zostanwdomu nadal trwa. Tak samo jak i wcześniej staramy się nie wychodzić z domu, chyba że na prawdę musimy. Mąż nadal pracuje, ale prawdopodobnie do końca tygodnia, zobaczymy jak się rozwinie cała sytuacja, ale w tym momencie także moja operacja stoi pod znakiem zapytania w  tym terminie, który mam określony.
Chciałabym, żeby to się wszystko już skończyło, ale wiem, że to dopiero początek...
Mam jednak nadzieję, że nie podzielimy losu Włoch, że u nas to tak nie popłynie... Nadal jest szansa, ale wszyscy muszą o to zadbać. Myślę, że to ważne. Cieszę się, że wiele osób o tym wie, rozumie to, mam nadzieję, że zrozumie i zaakceptuje jeszcze więcej. Chociaż nie jest lekko, tak trzeba. Od jutra jeszcze bardziej restrykcyjny nakaz #zostanwdomu.


Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o pewnym cudeńku, znaczy jak kupowałam to tak myślałam, ale czy to się potwierdziło? Zapraszam na dalszą część postu ;)


Prosty, niewielki, plastikowy słoiczek. Grafika mega prosta, niemal jej brak, ale mnie samym swoim kolorem produkt przyciąga :P Pojemność to 260 ml, czyli mniej więcej tyle co normalnej wielkości żel pod prysznic.


Tutaj macie kochani skład, oraz informacje od producenta.


Kosmetyk był dodatkowo zabezpieczony pazłotkiem, jednak najpierw go otworzyłam, później zdecydowałam się jednak zrobić fotki. Tutaj jest już  tylko jakaś połowa opakowania :D


Na zdjęciu ewidentnie widać, że konsystencja jest gęsta, wygląda jak budyń, chociaż w rzeczywistości jest trochę bardziej galaretkowata. Kolor tej galaretki to jasny róż.
Zapach przepiękny! Ja czuję truskawki z jogurtem i cukrem, śliczny słodki zapach z delikatną nutą kwaskowatości.
Na pewno lepiej by się sprawdziła w wannie, ale.. Właśnie, ale :P Cudownie pachnie, fajnie się pieni, wrzucona do wanny z wodą na pewno lepiej by się z nią łączyła, ale nie narzekam bo serio fajnie się dzieje :D
Nie wysusza, nie podrażnia i nie uczula!  Nie zaszkodziła mi w żaden sposób a prysznic z nią to czysta przyjemność! Mam jeszcze drugi wariant, cieszę się, bo ta druga wersja pewnie też jest taka cudowna! Już się nie mogę doczekać :D


Znacie galaretki z ziaji? Co myślicie?

BUZIAKI, KAŚKA :*

sobota, 21 grudnia 2019

NACOMI: Galaretka do kąpieli 'Greckie lato'.

Hej! Święta za pasem co? Czas pędzi jak szalony, Święta nadeszły tak szybko, szok. Szkoda, że do tej pory u nas niemal zero śniegu ;) Raz ciut sypało, a stopniało zanim wylądowało na ziemi :D Taki mamy klimat.. ? Straszne to dla mnie :( Zwłaszcza, że Bartek tak bardzo na ten śnieg czeka, czeka na bałwana, czeka na sanki. I tylko tego mi żal, że on co rano patrzy za okno z nadzieją i codziennie się rozczarowuje. Mi tam odśnieżanie nie jest jakioś szczególnie potrzebne do życia :P

Dziś chciałabym opowiedzieć wam moje wrażenia po używaniu galaretki do kąpieli Nacomi.
Skusiłam się na nią jakiś czas temu robiąc zamówienie w aptece internetowej. Zbliżała się do terminu, a właściwie miała do niego 3 miesiące? Była za połowę ceny, więc wzięłam. Byłam pewna że do terminu zdążę ją zużyć.


Bardzo prosta grafika, jednak w jakiś sposób zachęcającą. Ponoć czasami mniej znaczy więcej, prawda?


Kilka informacji od producenta, oraz skład.


Ogromny plus za dodatkowe zabezpiecznie! Pewność, że nikt nie babrał się w niej paluchami :P


Zacznę od tego, że zrobiłam duży błąd :P Wyskrobałam trochę przy pierwszym użyciu! Głupie toto było. Najlepszym i teraz widzę, że jedynym mądrym rozwiązaniem jest wyjmowanie galaretki w całości z pojemnika i mycie się nim jak mydłem w kostce. Serio. To jest twarda galaretka i nie rozpuszcza się pod wplywem ciepła dłoni, ani pod wpływem wody ot tak. W kontakcie z wodą (kiedy używam całej jak mydła) fajnie się pieni, chociaż nie jakoś mega mocno, ale wystarczająco. Co mi się nie podoba to to, że po użyciu daje na skórze ten sam efekt co mydło, może ciut delikatniejszy, ale jednak. Skóra jest 'tępa'. Tak czysta, że aż skrzypiąca, a ja za tym nie przpadam.
Chociaż fakt, jednocześnie nie wysusza skóry, nie podrażnia ani nie uczula jej. Kolor na żywo jest ciut bardziej niebieski :P
O czym jeszcze muszę wspomnieć to to, że jest kosmicznie wydajna! Używana w całości myślę, że śmiało wystarczyłaby nawet na 2 miesiące uzywania!
Jeżeli o zapach chodzi, pachnie ok. Dla mnie bez szału, bo trochę morsko :P  Jednak nie typowo morsko, czuć odrobinę słodyczy, więc da się znieść, a nawet troszkę lubić ;) Myślę, ze dla mnie zdecydowanie utożsamia się z nazwą.

Nie jest to mój hit, ale kitem tez go nie nazwę. Nie kupię ponownie, nawet o innym zapachu, ale też nie żałuję, że trafił w moje ręcę, bo myślę, że za tyle warto było zaspokoić ciekawość.


Znacie galaretki do kąpieli Nacomi? Może polecicie coś innego Nacomi? Dajcie znać!

BUZIAKI, KAŚKA :*


Kochani, podejrzewam, że to ostatni mój post do Świąt, a pewnie i w tym miesiącu, bo i tak zadziwiająco dużo się ich pojawiło :D
Dlatego już teraz chcę wam życzyć 
Zdrowych, spokojnych, oraz pełnych miłoci i ciepła Świąt Bożego Narodzenia!
Spędźcie ten czas z tymi, których kochacie, ale i którzy kochają was. 
Odpocznijcie i spędźcie miło czas! 
Bawcie się dobrze w Sylwestra i oby przyszły, już 2020 rok był lepszy!

niedziela, 23 czerwca 2019

Bawełna organiczna. Czy TO ma sens?

Witajcie Kochani!

Jako mama malucha, bo dla mnie 3-latek to wciąż maluch, staram się codziennie być jeszcze bardziej świadoma.
Świadoma czego? Świadoma szkodliwości, tego, że coś może być niezdrowe, zdrowe mniej lub bardziej, jeśli mogę wybrać coś korzystniejszego staram się to robić. I wiem, ale i przyznaję się, ja nie jestem w 100% eko, bio, czy właśnie organic. No nie. Ale w miarę moich, a właściwie naszych możliwości, staram się dbać o to, aby kupować lepsze i to w każdej kategorii. Nie zawsze kupię lepsze mięso, bo nie zawsze mam możliwość, ale nie wyobrażam sobie, aby w mojej lodówce znalazł się np serek Danio. Serio! Albo też parówki te najtańsze z biedronki, czy innej stonki.
Jeżeli o serki chodzi, nie sam cukier mi przeszkadza, bo to najmniejsze zło, należy zachować proporcje biorąc pod uwagę jadłospis z całego dnia, jeden serek w tygodniu, z dodanym cukrem, nie zabije mego dziecka i ja o tym wiem, ale skrobia nie skrobia, inny szajs... Staram się ograniczać jak tylko się da, każdy jeden produkt, który nie ma dobrego składu, ale nie zamierzam też wpadać w panikę, gdy ktoś poczęstuje mojego syna czekoladą, bez przesady, w domu też przecież coś dostaje ;)

Chodzi o świadomość i umiar. To jest bardzo, bardzo ważne, nie tylko jeśli chodzi o jedzenie.

Nie wiem czy wiecie, że bawełna bawełnie nierówna? Napis 100% bawełna również jest bardzo mylący dla konsumenta. Tak sobie ostatnio pomyślałam, że ubranie powinno mieć skład, tak samo jak jedzenie. No wiesz co kupujesz, świadomy wybór. Ja wiem, że jak jest dodany do bawełny poliester to jest napisane. A to, że białe ubrania są bielone chlorem? Wiecie? A tak jest, nie mam takiej wiedzy, czy każde, w każdym razie wiem, że często.

Wiecie jaka to jest bawełna organiczna?


źródło. 


Bawełna która jest uprawiana w zgodzie z naturą i człowiekiem. W czasie uprawy nie jest 'doprawiana' żadnym świństwem przez co też osoby pracujące na takiej plantacji nie są narażane na szkodliwe substancje, a nie oszukujmy się, na dłuższą metę to ogromne zagrożenie.
Pracownicy też, na takiej plantacji, nie są wykorzystywani, dostają godziwą zapłatę za swoją pracę. Nie zatrudnia się też tam dzieci.

Organiczna bawełna jet bawełną lepszej jakości, co na prawdę widać. Weźmy na przykład ubranka dziecięce. Jeszcze w ciąży będąc, kupiłam ogrom ubranek na ciuchach. Takich z organicznej bawełny, one po przejściach z Bartkiem nadal nadawały się dla siostrzeńca! Te 'organic' kupione w lidlu również. Duża część ubranek nadawała się tylko do kosza, część jedynie 'po domu'.
Już nie mówię o wypieraniu się kolorów z takich ubranek :P Teraz więcej kupuję bluzeczek w pepco, bo Bartek je bardzo brudzi. W sensie rzeczami które się nie odpierają. Wiec mam to na porządku dziennym, po jednym praniu zamiast neonu zostaje ledwie widoczny żółty, o dziurach na środku bluzki nie wspominając..

Wiecie, że wiele artykułów higienicznych również jest bielone chlorem? Na przykład dajmy na to takie wkładki higieniczne, tampony. Niby dopóki nic się nie dzieje, człowiek się aż tak nie przejmuje. Dopóki... Ja w ciąży będąc, byłam bardzo wrażliwa na wszelkie alergeny. I dostałam uczulenia na moje ulubione wkłądki. Fakt, więcej się to nie powtórzyło, a po ciąży do nich wóciłam. Ale od tamtej pory staram się używać co raz mniej wkładek, tylko kiedy jest to niezbędne. Nawet te 'lepsze', które też miałam ostatnio okazję poznać :)


Także rozumiecie. Ważna jest nasza świadomość, w każdej kategorii. Człowiek nie przejmuje się wieloma rzeczami nie mając w danym temacie wiedzy. Jak ta wiedza do nas dociera... aż serce boli. Nie mówie, żeby wariować. Ale żeby wybierać mądrzej. I zawsze, w miarę mozliwości, najlepiej i najkorzystniej dla nas jak się da! Pamiętajcie o tym Kochani!

A was interesują takie tematy? Czy raczej jest to wam obojętne jak dużo mięsa jest w mięsie, a bawełny w bawełnie? Dajcie znać!

BUZIAKI, KAŚKA :*

środa, 28 listopada 2018

BASICLAB: Antyperspirant 48H, Szampon i odżywka na wypadanie włosów.

Witajcie! Zima przyszła, konkretnie, szyby do skrobania, ślizgawica że hoho ;) No ale na śnieg nadal czekamy! Mam nadzieję, że w końcu coś go sypnie, a zwłaszcza mam nadzieję, że sypnie go na święta! <3 Bartek by się ucieszył ze śnieżku :) Ja oprócz odśnieżania i skrobania auta też :D

Grudzień szykuje się ciężki, intensywny. Bardzo. W pracy. Mam nadzieję jednak, że znajdę chociaż trochę czasu na blog, dla was :) oby jak najwięcej, bo pisanie to dla mnie odpoczynek, miły odpoczynek ;)


Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o trójce produktów firmy BasicLab, które otrzymałam na jednym ze spotkań blogerskich. Upominek wybrałam sama, wybrałam antyperspirant 48H, ze względu na intensywną pracę, oraz zestaw szampon+odżywka dla wypadających włosów, bo miałam z tym wtedy spory problem.
Jak te produkty sprawdziły się u mnie? Zapraszam :)


Najpierw antyperspirant :)


Opakowanie typowe jak przy antyperspirancie w kulce.


Informacje od producenta, skład ;)


Liczyłam na niego bardzo, miałam już takie dobre składowo antyperspiranty i fakt, przeważnie potrzebowały więcej czasu, aby skóra się przyzwyczaiła, przestawiła, ale dawałam im szansę i voila! Działały!
Na szczęście ten również mnie nie zawiódł, świetnie pachnie, nie brudzi ubrań, nie zapycha skóry. Jest na prawdę bardzo dobry! Jak będę miała okazję kupię ponownie, bo czemu nie :)





Pora na szampon :)



Szampon mieści się w sporej, ciemnej i plastikowej butelce o pojemności 300 ml.


Dla ciekawskich skład produktu. Produkt zachowuje swoje właściwości przez 6 miesięcy od otwarcia.


Kilka słów od producenta, sposób użycia ;)


Buteleczka zakończona jest pompką! Dla mnie- świetnie! Uwielbiam takie rozwiązania, a Wy?
Najwygodniej, najprościej, no najlepiej no!


Szampon jest przezroczysty, średnio gęsty.
Pieni się świetnie wręcz, i nie sprawia problemów przy spłukiwaniu. Trochę je plącze, ale też tragedii nie ma.
Tylko mam z nim mały problem, mam wrażenie że jest dla mnie za ciężki. Znaczy inaczej, chyba je nawilża, a ja tego nie potrzebuje chyba, albo przy innej odżywce. Dokończę tę myśl chwilę później.


Teraz kilka słów o odżywce ;)


 Identyczne niemal opakowanie, znaczy no identyczne, oprócz napisów :P


Skład, termin ważności. Jak i szampon należy zużyć do 6 miesięcy od otwarcia.


Trochę informacji od producenta.


I tutaj również pompka! Chwała za to!


Odżywka jest mlecznobiała., jest bardzo gęsta. Również przyjemnie pachnie. Jak nakładam ją na włosy ona po prostu znika. Za każdym razem mam wrażenie, że nie nałożyłam jej wystarczająco dużo, zawsze włosy zdają się być wręcz szorstkie. Próbowałam, no oczywiście że tak, dołożyć jej więcej, jednak nieważne jak dużo jej 'nawale', wrażenie jest te same.
W każdym razie ta duża ilość odżywki nie wyszła mi na dobre. Miałam dosłownie strąki!
Oczywiście, że ją spłukałam, dokładnie spłukałam. Nic to nie dało.
W każdym razie wierzcie mi na słowo, niewiele lepiej wyglądały kiedy nałożyłam tej odżywki odrobinę, pompkę, nawet pół pompki!
No duży mam z nią problem, starałam się używać jej jak najmniej, no ale mniej się już nie da, a efekt nie jest zadowalający.

I właśnie wracając do tego co pisałam o szamponie, jak używam duetu, jest... no źle. Jak używam samego szamponu, a odżywkę dam inną, pierwszego dnia jest ładnie, włosy wyglądają w miarę świeżo, zarazem są fajnie dociążone. Jednak drugiego dnia są przeokropne i z niecierpliwością czekam na wieczorne ich mycie.

Próbowałam używać tylko szamponu, bez żadnej absolutnie odżywki, jednak wtedy rozczesywanie włosów było bardzo nieprzyjemne, a ja na tym punkcie mam bzika.
Jestem osobą bardzo wrażliwą na ból, wiecie co to niski próg bólu? To ja mam bardo niski. Wręcz ja dostaję wścieklizny kiedy ktoś mnie ciąga za włosy, a tak samo kiedy włosy ciężko się rozczesują.
Tak już mam ;)

Więc niestety, odżywkę komuś podrzucę, szamponu użyję raz na jakiś czas z lekką odżywką, jednak niebawem pyka mu termin, więc trafi do denka ;)



Może znacie te produkty i macie z nimi inne doświadczenie?

BUZIAKI, KAŚKA :*

środa, 23 maja 2018

NIVEA: Lekkie musy do pielęgnacji ciała.

Witajcie Kochani!

Dzisiaj zapraszam was na leciutki post o leciutkich musach :P Jakiś czas temu otrzymałam je w przesyłce od Nivea- dziękuję! <3


Spójrzcie jakie urocze buteleczki, prawda? Baaardzo zachęcające ;) I jednego i drugiego wariantu byłam bardzo ciekawa!



Raz jeszcze zachwyt nad buteleczką! Ciekawa oprawa, poręczna butelka.


Informacje od producenta, skład. Pojemność to 200 ml.


Zakończeniem buteleczki jest dozownik, który został 'zaprogramowany' tak, że tworzy milusią, puszystą piankę.


Lekka jak chmurka pianka, która ma za zadanie nawilżyć, ukoić skórę. Nadać jej miękkość, wypachnić, ale jednocześnie nie podrażnić ;)
Pachnie obłędnie i długo po użyciu czuć zapach na skórze, mega szybko się wchłania, bez problemu, dosłownie minutę po wsmarowaniu, możemy się ubrać ;)


Tak samo jak w poprzednim wariancie urocza buteleczka.


Opis producenta oraz skład.
Ten wariant również bardzo ładnie pachnie, ale moim faworytem mimo wszystko został malinowy. Ten jest zdecydowanie świeży, tamten słodziutki, a ja jestem raczej fanką słodkich zapachów :)

Nie będę nad każdym osobno się jakoś rozwodzić, dla mnie mają identyczne działanie, różni je tylko zapach. Przede wszystkim podoba mi się to, że są w formie pianki, a ja jestem ich fanką!
Oba fajnie się rozsmarowują, fajnie i szybko wchłaniają. Oba zostawiają ładne zapachy na skórze, które czuć dosyć długi czas po, tak jak pisałam wyżej malina to mój faworyt ;)

Żaden z nich mnie nie podrażnił, nie uczulił i nie wysuszył skóry. Myślę, że nie jest to mega nawilżacz, ale według mnie na lato jest idealny! Ja na lato uwielbiam coś lekkiego, bo wiele balsamów ma to do siebie, że nawet następnego dnia, po wsmarowaniu, skóra bardzo się poci, szczególnie przy wysiłku. Nie znoszę tego!
Te musy absolutnie tego nie powodują i chyba to uwielbiam najbardziej.
Latem moja skóra nie potrzebuje jakiegoś mocnego nawilżenia, ale balsamy właśnie zniechęcają mnie na tyle, że odechciewało mi się używać czegokolwiek, a to byłby błąd.
Jednak na szczęście poznałam musy Nivea i problem mam z głowy.
To na prawdę świetne produkty, które zasługują na poznanie!

Jeżeli lubicie latem, lekką i pięknie pachnącą pielęgnację, polecam!

Znacie te balsamy? Co o nich myślicie?

BUZIAKI, KAŚKA :*

czwartek, 10 maja 2018

#ZmysłowyDuet od Le Petit Marseillais.

Witajcie! Odrobina  czasu wolnego skutkuje nowym postem. Może to znak, że się polepszy? Oby!!
Pogoda dopisuje, więc po cichu liczę, że znajdę też chwilę na chillout! Bezczynne leżenie na balkonie to coś o czym ostatnio marzę codziennie!


Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć kilka słów o pachnącym duecie, który otrzymaliśmy z mężem w ramach kolejnego projektu Le Petit Marseillais na bycie ambasadorką.
Kolejna kampania, w której testuję i ja i mąż- fajnie!


Zmysłowo pachnący duet w uroczym (jak zawsze) pudełeczku! Które oczywiście posłuży do dalszych celów, jeszcze nie wiem do jakich, ale zapewne do przechowywania kosmetyków ;)


Żel dla niej, Śródziemnomorski granat. Cudny lekko słodki, ale wciąż egzotyczny zapach granatu, delikatnie przełamany cierpką nutą, ledwie wyczuwalną, jednak w kontakcie z wodą co raz mocniej to czuć. Fajnie, że jest taki nieoczywisty;)
Świetnie się pieni, dobrze oczyszcza i co mnie cieszy absolutnie nie podrażnia! Bardzo uprzyjemnia wieczorny kąpiel, zapach długo utrzymuje się na skórze, chociaż nie jest już wtedy tak intensywny.


Wariant dla niego. Czerwona pomarańcza z szafranem. Z czymś mi się ten zapach kojarzy. Z jakimś konkretnym kosmetykiem, wydaje mi się, że żel do mycia twarzy, który kiedyś miał mąż pachniał niemal identycznie, bosko! Trochę słodko, na maksa orzeźwiająco ale jednocześnie z nietypową nutą szafranu, który dodaje pikanterii.
Żel nie podrażnia ani nie uczula, robi swoją robotę, dobrze się pieni, przy tym dokładnie oczyszczając skórę. Nadaje się równie dobrze i do ciała i do włosów.
Zapach jest mega intensywny, cudny, długo utrzymuje się na skórze, chociaż też nie czuć go już po kąpieli tak mocno.


Duet sprawdził się u nas świetnie! Po zużyciu zapasów nie wykluczam, że to właśnie je kupimy, bo są mega wydajne, nie krzywdzą skóry i świetnie pachną!


Znacie nowe warianty żeli Le Petit Marseillais?

BUZIAKI, KAŚKA :*

sobota, 28 kwietnia 2018

4 SZPAKI: Peeling do ciała słona lawenda.

Witajcie :)
My ciągle zasmarkani. Zdrowiejemy, po kilku dniach kolejny gil się za ucho zawija :P A co synuś przyniesie z przedszkola, mama ochoczo podłapuje! I tak co Bartek zasmarka, ja razem z nim. Taki los. Ale tym razem dosyć szybko sytuacja opanowana, prawie nam przeszło i obyło się bez wolnego <3
Pogoda delikatnie nam się popsuła, ale wciąż liczę na polepszenie!

Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o pewnym cudownym produkcie, który znalazł się w mojej paczuszce, którą wylicytowałam na Spotkaniu Blogerek w Augustowie. Paczuszka pochodziła od Białostockiej mydlarni 4 Szpaki! Tworzą w moich bliskich okolicach, więc tym bardziej mam sentyment.
A tym bardziej, że robią kosmetyki z dobrym składem, na bieżąco, pod klienta, a nie na masową produkcję! Warto się zainteresować!
Tymczasem, zapraszam ;)

<< Spotkanie Blogerek w Augustowie Relacja.
<< Spotkanie Blogerek w Augustowie Upominki.


Peeling znajduje się w niewielkim słoiczku. Jego pojemność to 200 ml. Data produkcji to 28,02,2018, a jego termin przydatności to 3 miesiące od otwarcia, ale zawsze nie dłużej niż 6 miesięcy od daty produkcji! Więc sami widzicie, że krótki, co musi świadczyć o dobrym składzie ;)


Kolor ma jasno błękitny. Moje pierwsze skojarzenie to.. 'niezapominajki' ;)


Konsystencja peelingu jest stała. Jest to gęsta papka, z ogromną ilością dużych słonych drobinek. Konsystencja staje się bardziej plastyczna pod wpływem ciepła dłoni i ciała.
Jeżeli o zapach chodzi, nie przepadam za lawendą, a właściwie, wiecie. Chyba nie przepadałam. Bo co raz bardziej zaczyna mi się ten zapach podobać ;) Określam go jako 'przyjemny'. Urzekła mnie też ta dołączona do peelingu łyżeczka, która bardzo ułatwia wydobycie produktu.

Jeżeli o działanie chodzi, to mega mocny zdzierak! Martwy naskórek nie ma z nim szans! Super wygładza skórę i fajnie rozjaśnia ją poprzez wyrównanie kolorytu. Pobudza krążenie- to na pewno. Masaż nim, to na prawdę solidny masaż! Jeżeli ktoś lubi mocne zdzieraki pokocha ten peeling jak ja!
Na skórze zostawia delikatnie lepką warstwę, która jednak szybko się wchłania i nie 'poci' skóry, więc wszystko w normie ;)

Polecam wam serdecznie produkty od 4 szpaki! Wierzcie mi, nie pożałujecie, wasza skóra na pewno się wam za to odwdzięczy ;)


A może znacie produkty od 4 Szpaki??

BUZIAKI, KAŚKA :*

piątek, 2 lutego 2018

MAROKOSKLEP: Dezodorant ałunowy w sprayu.

Witajcie moi mili!
Luty :) Dziś już drugi. Nieźle co? I wiecie co? Luty rozpoczynam z przytupem! Mam pracę! W końcu. No i przeprowadzamy się ;) co prawda nie z własnej woli i decyzji, ale musimy.
Jednak mam ogromną nadzieję, że jest to nasza przedostatnia przeprowadzka <3 Trzymajcie Kochani kciuki!

Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o moim hicie, tak, mogę go tak śmiało nazwać. Chociaż szczerze wątpiłam, że jest coś warty, bardzo mile się zaskoczyłam. Otrzymałam go na spotkaniu blogerek w Grajewie od MAROKOSKLEP ;)

<< Spotkanie Blogerek w Grajewie Relacja.
<< Spotkanie Blogerek w Grajewie Upominki.


Mała, zgrabna buteleczka z prostą i czytelną grafiką.


Tutaj macie skład. Czy może być prostszy? Dwa składniki! Dlatego właśnie ciężko było mi uwierzyć, że to może działać. Zawsze, od zawsze używałam drogeryjnych antyperspirantów i często one nie dawały sobie rady.. szczególnie w etapach większego wysiłku, lub latem.



Obszerne informacje od producenta.


Jest to i typowe i nietypowe rozwiązanie dla deodorantów. Przeważnie rozwiązaniem jest spray, jednak jest to postać takiej jakby 'pary' tak bym to nazwała, która jest przeważnie kompletnie sucha.
Tutaj jest na odwrót. To taka mgiełka jakby, realnie moczy skórę i to czuć :P Na początku zdarzało mi się przesadzać, np 2-3 nawet psiknięcia pod pachę, jednak to zdecydowana przesada. Gwarantuję, że jedno wystarczy, wtedy przynajmniej nie spływa ;) bo przy tych kilka psiknięciach nie raz miałam mokrą koszulę ;) Ale dobra wiadomość jest taka, że ani nie brudzi ani nie odbarwia ubrań!
Nie ma się kompletnie czego bać!
Zapach przyjemny, chociaż róża nie jest moim ukochanym zapachem i do niedawna zdecydowanie jej unikałam, tutaj kompletnie mi nie przeszkadza. Jest delikatny i bardzo krótko go czuć. Dla mnie to plus.
Jeżeli o działanie chodzi.. jest świetny! Nie sądziłam, że sobie poradzi, nie sądziłam że cokolwiek zaradzi. No fakt, ja nie mam jakiegoś szczególnego problemu z potem, ani z jego zapachem. Ale zdarzało się, że ten drogeryjny, napchany chemią, nie dawał rady. A tutaj? Sukces! No jest świetny! I w intensywne dni i w te spokojne, ani razu nie było tak, żeby nie zadziałał!
Polecam bardzo mocno!

Znajdziecie go w Marokosklep, dokładnie TU, kosztuje niecałe 20 zł, ale można go trafić w niezłej promocji za ok. 10 zł. Warto, na prawdę warto!


Znacie Marokosklep? Jakie produkty mozecie polecić?

BUZIAKI, KAŚKA :*

środa, 31 stycznia 2018

BODY BOOM. Luksusowa rozkosz z peelingiem kawowym MANGO.

Witajcie Kochani!

Przygotowania do spotkania w trakcie, szukanie pracy- bardzo aktywnie ;) Plus dom, opieka nad Bartkiem popołudniami i powiem wam, że czas leci mega szybko! Nawet nie wiem kiedy, pstryk, a tu koniec stycznia.


Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć ... o mojej nowej,gorącej miłości <3
Kiedy pierwszy raz zobaczyłam peelingi BodyBoom, a było to na instagramie, marzyłam o nich. Cały czas jednak odstraszała mnie od nich cena ;) No nie oszukujmy się, nie są najtańsze, ale często można je upolować w niezłych promocjach :D W takiej właśnie niezłej promocji kupiłam swój.
Miałam też jeden z joyboxa, dwa kupiłam na sprzedażowej grupie na Facebooku, ale to miniaturki :)


Proste, ale ładne opakowanie. Torebka z zamknięciem tzw 'strunowym'. Bardzo wygodne, ale początkowo (przy pierwszym opakowaniu) bałam się, że woreczek rozmoknie :D Jednak nic takiego nigdy się nie stało! Fakt, stawiam go na najwyższej półce pod prysznicem i nie leci na niego woda, jednak po każdym użyciu opakowanie jest upaćkane, więc każdorazowo je spłukuję.


Wszystkie informacje od producenta oraz skład ;)


Wyżej na zdjęciach macie czystą kawę mieloną, tutaj peeling. Nie jest on jednolity, widać że coś tam więcej w sobie ma, niż tylko kawkę ;)

Ktoś by powiedział 'Sama robię peeling kawowy, dodaję co chcę, jest idealny'. Taa, ja też robiłam, kawa, cynamon, imbir, wybrane ulubione olejki, ew cukier, no nie wiem, hulaj duszo.
Ale wierzcie mi, to zdecydowanie nie jest to samo! To.. jest cudo!
Zapach to jedno, cudowny, kawka z mango <3
Ale działanie! Petarda. Obiecuję, nie zawiedziecie się! Świeżo po wyjściu spod prysznica ewidentnie skóra jest jakby nawoskowana. Po wytarciu się jest miękka, przyjemna w dotyku, nawilżona! Tak, nawilżona i to bardzo, jednak bez żadnej lepkiej powłoki, a czuć takie satynowe otulenie.
I żaden, absolutnie żaden balsam nie jest potrzebny! Skóra jest wygładzona i dokładnie oczyszczona.
Zapach utrzymuję się całkiem sporo, bo do około godziny sama go czuję.
Co więcej, po dłuższym czasie regularnego (!) stosowania zauważyłam znaczną poprawę napięcia skóry, ale i wygładzenie jej. Szczególnie na udach i pupie.
Fajnie, bo z moją dietą ostatnio różnie. Nie to, że jem śmiecie, ale nie mam czasu wymyślać, jem na szybkiego, coś co złapię, a moje ciało błaga o zadbanie o dietę.
Ale nie wszystko naraz. Od 2 tygodni nie jem nabiału. Wykluczyłam go całkowicie, żeby poprawić stan cery, skóry głowy i ogólnie skóry ciała, z którą mam od jakiegoś czasu problem.
Od urodzenia mam alergię na białko mleka krowiego, ale niestety nabiał uwielbiam.
Jest ciężko, ale motywuje mnie to, że Bartkowi też nie można, a kp go nadal, więc dodatkowy powód.
Mam nadzieję, że w końcu uda mi się zadbać jak trzeba o swoją dietę, dodatkowo przydałoby się więcej intensywnego ruchu, jakiś trening no i może w końcu wrócę do życia :)

Peeling szczerze polecam! I mimo, że cena może przerażać jest mega wydajny ale przede wszystkim... działa! Mega pieszczota dla ciała i zmysłów!


Może znacie peelingi Body Boom?

BUZIAKI, KAŚKA :*

sobota, 30 grudnia 2017

NIVEA: Suchy olejek do ciała.

Witajcie!
Jutro Sylwester! My planujemy wieczór z filmami :P o ile Bartosz będzie łaskawy ;))
Ale plany są, coś dobrego upichcę do jedzonka, sałatka z ogórkiem chili, selerem konserwowym i szynką,  do tego  bagietka z pomidorem i mozarellą to idealna propozycja ;) Piccolo się chłodzi, ten %% też- lampkę na pewno sobie trzasnę, a co!

Dzisiaj przychodzę do was z moją opinią o olejku, który nie tak dawno otrzymałam od Nivea.
Na pewno wiele z was już o nim słyszało, a nawet miało okazję go wypróbować. 
Jeśli jesteście ciekawi jak się u mnie sprawdził- zapraszam!


Ładna zgrabna buteleczka, z czytelną i przyjemną dla oka etykietą. Opakowanie proste, ale ładne.
Pojemność to 200 ml.


Skład dla zaciekawionych. Zużyć produkt należy w 12 miesięcy od otwarcia.


Kilka informacji od producenta.


Opakowanie zwieńczone jest niewielkim otworem, przez który wydobywamy produkt. Ja trochę naciskam butelkę, wtedy na dłoni znajduje się idealna ilość produktu.


Konsystencja olejowa, jednak dosyć rzadka. Łatwo się go rozsmarowuje, sunie po ciele, nie tak jak niektóre oleje ciężkie do rozsmarowania a czasem nawet wymagające rozgrzania.

Suchy olejek, co to właściwie znaczy?
Znaczy, że po wsmarowaniu go nie powinna na ciele zostać tłusta warstwa, powinien się ekspresowo wchłaniać.

Olejek przyjemnie pachnie, typowo dla kosmetyków nivea, mi się podoba!
Ma tłustą konsystencję, ale zarazem dosyć lekką. Wchłania się szybko, jak na olejek. Jednak ja wyczuwam film, który pozostawia na skórze. Jednak różni się on od tej pozostającej po użyciu typowych olejów. Ubranie nie klei się po nim do ciała. Skóra jest nawilżona, przyjemna w dotyku i ładnie rozświetlona. Używam go niemal codziennie od ok 3 tygodni, zdarzało mi się ze dwa razy użyć jakiegoś balsamu.
Jednak śmiało mogę stwierdzić, że nie uczulił mnie, nie zapchał- co ostatnio po raz pierwszy miało miejsce, na łydkach (ale nie po nim). Nie wysuszył mojej skóry, ani nic z tych rzeczy.
Bardzo go polubiłam i chętnie po niego sięgam! 
Na szczęście jest wydajny, więc dobrych parę dni jeszcze go poużywam!


Znacie ten olejek? Jak sprawdził się u was?

BUZIAKI, KAŚKA :*