środa, 16 sierpnia 2017

Sierpniowe spotkanie blogerek w Białymstoku ;-)

Witajcie Kochani!
Jeśli śledzicie mnie na INSTAGRAMIE wiecie, że w sobotę miałam przyjemność znów spotkać się z dziewczynami na ploteczkach i innych przyjemnościach ;-)


4 wspaniałe hihi :D

Ostatni czas był w 90% bardzo trudny.. dlatego te spotkanie traktowałam jak oderwanie na chwilę od rzeczywistości. Chciałam się wygadać, spędzić czas bez syna i męża, pogadać o wszystkim i o niczym. Nie zrozumcie mnie źle, moja rodzinka to najlepsze co mnie w życiu spotkało, kocham ich nad życie! Jednak momentami często jest mi tak sie w 100% podporządkowywać, nie mieć kompletnie czasu dla siebie i na swoje potrzeby. Wszystko na kiedyś, na jutro, na kiedyś! Nic na tera, jak kiedyś. Przeważnie całkowicie to rozumiem, jednak taki odpoczynek, oderwanie się od codzienności ma zbawienny skutek. I tak właśnie było tym razem, za co dziewczyny wam dziękuję :*
Nie wydzwaniałam do męża, czy wszystko ok, napisałam może 2 smsy, co jak na mnie to tyle co nic..
Mamusie na pewno wiedzą o czym piszę ;-)

Spotkałyśmy się w restauracji Lipowa 12.
Miejsce cudne! Piękne fototapety, świetny klimat! Sami spójrzcie!




Madziula pstrykała fotki więc ni ma jej na zdjęciach ;(


No chyba że na selfie :P :P

W miedzy czasie pogaduszek i śmiechów oczywiście przekąsiłyśmy coś.
Na początek na stół wkroczyło tzw. 'czekadełko'.


Później wybrane przez nas dania. Większość wybrała sałatkę z kurczakiem, tylko Magda się wyłamała ;)


Sałatka była mega pyszna! Kurczak soczysty i obłędny! Jednak warzywek mogłoby być trochę więcej ;) na szczęście głodna nie byłam :P

Później coś pyszniutkiego ... i słodkiego :D TORCIK!


Ja na diecie bezmlecznej a tu wkroczył taki smakołyk... Niestety nie oparłam się :P


Na spotkaniu otrzymałyśmy także kilka upominków, serdecznie dziękuję wszystkim sponsorom za chęć wzięcia udziału w spotkaniu! Już się cieszę na nowe testy :)












Sami spójrzcie jakie cudowności!


















































Za niektóre produkty już się zabrałam, niebawem recenzje!

Dziękuję dziewuszki za spotkanie! Mogłam się wyluzować, teraz jestem cierpliwsza i mam więcej energii dla Bartka :)


Buziaki i do następnego :* :*

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

BIOTANIQE: Lekki matujący krem nawilżający i Ultra nawilżający krem/żel rozświetlający.

Witajcie :) my właśnie się zbieramy i lecimy do lidla na łowy :D dla Bartka nowe ubranka! Na pewno pokażę na Instagramie ;)


Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o ostatnich dwóch produktach, które otrzymałam od Maurisse. TU pokazywałam całą paczuszkę.

Na tapetę wrzucam dwa kremiki. Jeden przeznaczony jest do cery mieszanej, drugi do cery suchej. Moja cera jest mieszana, ale używałam obu, ciekawi jak się sprawdziły? Zapraszam!

Na początku opowiem wam o kremie przeznaczonym dla mojego typu cery, czyli dla cery mieszanej.


Produkt zapakowany jest w kartonik, który był też zafoliowany.


Pojemność typowa dla kremów do twarzy ;) Skład oraz kilka informacji od producenta.


Produkt docelowo znajduje się w plastikowym słoiczku. Podoba mi się ten słoiczek. Nie wiem, może jestem dziwna, ale taki produkt mój wzrok zawsze przyciąga. Czytelny, prosty, klasyczny słoiczek. Lubię to.


Pod nakrętką sreberko. Super! Gwarancja, że nikt nie pchał w mój kremik paluszków ;)

Kolor mleczno-szary. Konsystencja kremowa. Dosyć gęsta, jednak rozprowadza się łatwo, bez żadnych problemów.
Zapach typowy całej serii <3 cudny, rześki, świeży! Baardzo uprzyjemnia używanie ;)
Dosyć szybko się wchłania, chociaż może odrobinkę więcej mu potrzeba, niż kremom zazwyczaj. Dla mnie jednak nie stanowi to problemu, bo maluję się zawsze nie wcześniej jak godzinę po nałożeniu kremu ;)

Jeżeli o działanie chodzi- matuje. Fajnie matuje, świetnie nadaje się pod makijaż, jest on dzięki niemu ciutkę trwalszy. Nie nawilża jakoś spektakularnie, ale dla mnie latem wystarczająco.
Używam go przeważnie rano, na noc sporadycznie, bo wolę coś treściwszego.
Polubiłam go bardzo i na pewno chętnie zużyję go do końca! A końca nie widać, bo ledwo ma ubytek, używam go ponad miesiąc :P


Pora na drugi kremik, do cery suchej.


Ten krem także znajduje się w kartoniku, też był zafoliowany.


 Kilka informacji od producenta i skład ;) pojemność również 50 ml.


Tutaj mamy taki sam słoiczek, tylko kolor jest inny. Tutaj mamy ładną miętową zieleń ;)


Ten wariant również jest zabezpieczony sreberkiem, za co duży plus!
 Zapach jest tak samo cudny, tak wiem, powtarzam się, ale go trzeba poznać, aby zrozumieć mój zachwyt.. Dla mnie boski!

I w tym momencie zaczną się różnice :P Kolor kremu jest zielony, no można by rzec że miętowy :P
Ma on dużo lżejszą niż poprzednik konsystencję. Jest ona kremowa, ale jednocześnie delikatnie żelowa, jest bardzo przyjemna.
Rozprowadza się dobrze, wchłania dosyć długo, ale nie jest to jakiś duży problem, bo od nałożenia go do położenia się spać mija mi zawsze około 2 godziny.
Nakładałam go tylko na noc, na początku codziennie, ale okazał się dla mnie zbyt ciężki! No dziwne to było, bo taka fajna lekka formuła, a rano wstawałam z tłustą wręcz buzią, dodatkowo pojawiło się kilka niespodzianek.
Unormowało się wszystko, kiedy zaczęłam go nakładać co 2-3 dzień, okazało się to być złotym środkiem, zmiany złagodniały i przestały się pojawiać, co mnie ucieszyło.
Jest to fajny kremik i mogłam się tego spodziewać, przecież jest przeznaczony do cery suchej, ja mam mieszaną. Ale potrzebowałam jakiegoś mocniejszego nawilżacza, temu testowałam go sama.
Na co dzień jest za ciężki, jednak stosowany 2-3 razy w tygodniu sprawdza się super!

Polecam oba! I za działanie i za zapach, który zachwyca! Warto poznać te produkty!


Może znacie te kremy?

BUZIAKI, KAŚKA! :*

piątek, 11 sierpnia 2017

YANKEE CANDLE: Kilimanjaro Stars.

Wczoraj do południa burze, dzisiaj jakoś ponuro.. co z tą pogodą? Będzie jeszcze lato? Oby! Czekamy na gości, których byśmy chcieli zabierać na plażę! Słońce wracaj, upale wróć :D lubię jesień, ale lato kocham :)


Dawno nie było recenzji wosku ;) Ostatnimi czasy mam krótsze wieczory, ale i w upały jednak raczej daruje sobie palenie wosków, i tak ciężko oddychać. A jak trafię na zapach, którego nie polubię?:P


Dzisiaj chcę wam napisać kilka słów o wosku, który zaintrygował mnie bardzo nazwą, ale i grafiką. Przed kupnem nigdy nie sprawdzam 'czym to pachnie'. Często kupuję zapachy miesiąca i dodatkowo zapachy z nowych linii, które mnie zaciekawią nazwą, bądź grafiką właśnie ;)

'Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Aromat czystego górskiego powietrza splecionego z chłodną nutą mięty i ciepłą paczulą.'



Ja wyczuwam w wosku typowo 'męskie' aromaty. Jednak mie do końca moje ulubione. To pewnie ta paczula. Jednak zupełnie nie czuję w nim mięty. I dobrze i nie. Szczerze powiedziawszy zawiodłam się. Nazwa intrygująca, jednak zapach jest bardzo średni, dla mnie duszący. 
Zapach do którego na pewno nie będę wracać.


Znacie ten zapach?

Wosk do kupienia na stronie Goodies, dokładnie TU, w cenie 9zł.

BUZIAKI, KAŚKA :*

wtorek, 8 sierpnia 2017

COSNATURE: Regenerujący szampon Avocado & Migdał.

Witajcie kochani! Wam też czas tak ucieka? Już kilka dni sierpnia za nami, zaraz po lecie. Było krótkie, ale dosyć upalne od jakiegoś czasu. Początek wakacji zdecydowanie nie dopisał, ale od dłuższego czasu pogoda jest idealna, przynajmniej u nas :)
Nie wiem dlaczego, ale ja już czuję w powietrzu jesien ... Oby jeszcze trochę zaczekała!

Dzisiaj przychodzę do was z szamponem bardzo ciekawej marki, mianowicie Cosnature. Do niedawna nie miałam z nią żadnej styczności, ale dzięki Michałowi z Twoje Zródło Urody mam okazję testować szampon i piankę, o której też pewnie napiszę ;)


Szampon znajduje się w smukłej butelce z prostą i czytelną grafiką.


Jego pojemność to 200 ml, zachowuje swoje właściwości w 12 miesięcy od otwarcia. Niestety mi się trafił produkt bez naklejki z informacjami w języku polskim, szkoda.


Otwarcie dosyć typowe, na zatrzask. Łatwo się je otwiera, mokre dłonie nie stwarzają problemów. Nie jest też na tyle łatwe aby mogła się otworzyć w podróży, w kosmetyczce ;)


Barwa przezroczysta, konsystencja żelu, ale o lekko płynniejszej konsystencji niż żele to mają w zwyczaju. Jednak nie na tyle lejącej, aby przelewała się przez palce. Bez problemu trafia w miejsce docelowe.

Pieni się dosyć dobrze, jednak warto w trakcie spieniania dodatkowo prysnąć włosy wodą.
Pachnie w porządku, dla mnie głównie migdałami z dodatkiem czegoś świeżego.

Jeżeli o działanie chodzi to jest to na prawdę bardzo fajny produkt. Nie podrażnił mojej biednej skóry głowy, włosy nie przetłuszczały się szybciej, chociaż nie jest jakiś mega oczyszczający, mam na myśli to, że po użyciu go, włosy nie 'skrzypią'. Jednak skórę głowy oczyszcza wystarczająco. Włosy są miękkie i błyszczące, fajnie się układają. Zapach nie utrzymuje się długo po wyschnięciu włosów, a właściwie moment po zmyciu go już nic nie czuć. Ale nie uważam tego za minus ;)
Mąż też go używa, codziennie ;) On jest bardzo wybredny co do szamponów :P bo włosy mają być miękkie, a nie sztywne, no i pachnące. Jest zadowolony z niego- to o czymś świadczy ;)

Bardzo fajny produkt z super składem! Śmiało mogę wam go polecić!
U mnie w tej chwili najlepiej sprawdza się zamiennie z szamponem nawilżającym Vianek, o którym też pewnie napiszę.

Produkty Cosnature można znaleźć w Hebe, Aptekach DOZ, Aptekach Cefarm + drogeriach Eko.

Znacie tą firmę? A ten szampon?

BUZIAKI, KAŚKA! :*

niedziela, 6 sierpnia 2017

JOICO: Moisture CO+WASH. Rewolucja w myciu włosów!




Dzisiaj o produkcie, który powinien zostać HITEM! Tak, od razu zdradzam wam jakie mam co do niego odczucia. Jednak jest jedno ale, które niestety całkowicie eliminuje go, póki co, w mojej pielęgnacji włosów. Ciekawi? Zapraszam!


Pianka znajduje się w dużej metalowej butli zakończonej dozownikiem.
Kliknięcie po naciśnięciu dozownika oznacza, że nikt go przede mną nie używał :)


Kilka informacji od producenta.


Skład. A raczej część, bo nie nadaje się do odczytania. Nie potrafię zrobić zdjęcia, aby był widoczny :P w razie co piszcie, to go przepiszę ;)


Pianka, co wg mnie widać nawet na zdjęciu jest bardzo gęsta i treściwa.
Na pokrycie całych moich, obecnie krótkich włosów, wystarczy na prawdę niewielka ilość.
Pachnie przepięknie! Mega świeżo, ciutka jakichś kwiatów się przebija.

Ale najważniejsze jest działanie. I? Używałam jej według zaleceń producenta. Nakładałam piankę i po 5 minutach spłukiwałam. Co więcej, po jej użyciu nie używałam ani żadnej odżywki, ani maski, ani olejku, no nic kompletnie, a włosy miałam przepiękne! Przecudne,  mięciutkie, wygładzone,  mega odżywione. No i wiadomo- pięknie pachnące! Nigdy w życiu bym nie pomyślała, że ma tak świetne działanie! Miałam duże wobec niej wymagania, ale z drugiej strony powątpiewałam w efekty. A tu takie zaskoczenie ;) Jeden z najlepiej sprawdzających się u mnie produktów jeśli o włosy chodzi. A dodatkowo taka oszczędność czasu. Nakładasz, myjesz się, peelingujesz, depilujesz, zmywasz wszystko i bez dodatkowego smarowania masz efekt WOW gwarantowany ;)

Ale, ale. Moja skóra głowy. Wołała po niej o pomstę do nieba.. Nawet nie wiecie jak bardzo mi przykro, że tak się dzieje, bo z racji tego muszę ją odstawić do całkowitego wyeliminowania problemu..
Masakryczne swędzenie, pieczenie, plus dosłownie strupy na głowie.. Taki efekt pozostał do dziś, mimo, że od jakiegoś czasu jej już nie używam. Jest trochę lepiej, na pewno nie gorzej, jednak do uczucia ulgi brakuje sporo.. tym bardziej, że wykończyłam wodę termalną :( muszę uzupełnić zapas!

Byłam zachwycona efektem na włosach, jednak moją skórę skrzywdziła. Jestem bardzo zawiedziona.. A wręcz jest mi bardzo przykro, że moja skóra głowy samoistnie selekcjonuje mi produkty, których mogę używać :/ tym bardziej, że odrzuca te, dające takie efekty.

Jednak mam nadzieję, że w końcu wyleczę problem i będę mogła używać jej chociaż np co trzecie mycie, tylko dla efektu ;) Zobaczymy!

Polecam każdemu, kto nie ma skóry głowy skłonnej do podrażnień, bo wierzcie mi, działa cuda!


Znacie JOICO? Co możecie polecić?

BUZIAKI, KAŚKA! :*

czwartek, 3 sierpnia 2017

DENKO LIPCA #7

Witajcie ;)
Lato, ach lato! Ale zmienna ta pogoda.. Upał, skwar. Nagle ni stąd ni zowąd zrywa się wiatr, grzmoty, błyskawice i ulewa! Takie to lato ;) nawet teraz na coś się zanosi... ahh

Dzisiaj przyszedł czas, aby pokazać wam produkty, które wykończyliśmy w lipcu ;) Sporo się tego nazbierało. Ciekawi? Zapraszam!

TWARZ:


*Płatki pod oczy Multibiomask RECENZJA
*Płatki bebeauty niestety te niezszyte :/



*Mleczko Be Organic. No jakoś się nie polubiliśmy. Nie zużyłm do końca, zostało ok połowa. Nie przepadam za mleczkami, więc nic dziwnego, że nie zostało ulubieńcem.
*Miniatura micela z YR. Przyjemny ;)
*Dermofuture Precision kuracja z  witaminą A RECENZJA
*Zielona glinka :( muszę poczynić zapas! U W I E L B I A M!!


MAKIJAŻ: 


*Tusz Eveline na pewno znów do mnie trafi! Świetny był!
*Eyeliner Rimmel. Używałam go do podkreślenia brwi. Dawał fajny efekt, ale łatwo było przesadzić. Wysechł, więc wylądował w denku ;)


WŁOSY: 


*Maska rosyjska- całkiem fajna, ale bez większego szału :)
*Odżywka Equilibra. Tak okropny zapach, że ani słowa nie powiem o działaniu... zmyłam ją od razu po nałożeniu :/


*Mgiełka olejowa Garnier Fructis RECENZJA
*Wcierka Vianek. Niestety. Kolejny naturalny produkt, który wyrządził więcej szkody niż pożytku :/ przeokropnie mnie podrażniał ten tonik..
*Olejek Macadamia RECENZJA


CIAŁO: 


*Olejek w balsamie NIVEA RECENZJA
*Krem BIOTANIQE RECENZJA
*Sztyft DOVE- świetny! No na te upały owszem trochę nie domagał, ale w większość dni świetnie sobie radzi.



* żele Le Petit RECENZJA
*Miniatura żelu YR kandyzowane jabłko. Miałam taki wariant balsamu. Zapach boski!
*Pianka do golenia Balea. Bardzo fajna ;) wydajna!


HIGIENA: 


*Standardowo już chustki Velvet ;)
*Chustki babydream
*Chustki WaterWipes. Dostaliśmy w gratisie do zamówionego śpiworka. Hmm. Bardzo bardzo mocno nawilżone. U nas były ok, chociaż to tylko 10 sztuk, także za wiele nie mogę powiedzieć.


PIELĘGNACJA DZIECIĘCA:


*Bioderma balsam RECENZJA

PRÓBKI: 


*Linomag- krem do pupy. Wolimy zielony linomag ;)
*próbki żelu Miravena. Pisałam o innym wariancie TU. Wersja malinowa przepięknie pachnie!
*Balsam od La Roche Posay. Ciężko coś powiedzieć po próbce ;)
*Peeling Shefoot. Bardzo gruboziarnisty. Chętnie przygarnęłabym pełnowymiarowe opakowanie.

To tyle. Całkiem sporo tego ;)
Znacie coś? Może coś inaczej się u was sprawdziło?

BUZIAKI, KAŚKA :*

wtorek, 1 sierpnia 2017

Morska pielęgnacja od Le Petit Marseillais.

Witajcie ;)
Pogoda dopisuje co? Weekend spędziliśmy prawie całkiem na podwórku. Byliśmy na wsi u babci, Bartek wybiegał się za wszystkie czasy! Rozstawiliśmy mu basen, powiesiliśmy huśtawkę-pełen wypas :D a jak wasz weekend?


Swego czasu o tych produktach, teraz już nie nowościach, było głośno. Od jakiegoś czasu i ja weszłam w ich posiadanie i niemal od razu oba wrzuciłam pod prysznic :P Jednak teraz, kiedy dobiły dna przyszła pora na recenzję. Recenzja będzie zbiorcza. Z reguły rzadko piszę o żelach pod prysznic. Żel ma myć i nie podrażniać. Tyle. Jednak tu zdecydowałam się na recenzję ;)


Oba żele mieszczą się w dosyć nietypowych butelkach. Niby zwykła, ale i kształt i zamknięcie są unikalne.




Kilka informacji od producenta. Skład. No wiadomo, nie naturalny :P Pojemność to 250 ml, zachowuje swoje właściwości w 12 miesięcy od otwarcia.




Wersja nawilżanie ma mlecznobiały kolor, pachnie morsko, ale bardzo ładnie. Bałam się, że oba zapachy będą pachnieć jak cukierki lodowe- wtedy bym chyba zwariowała! Nie znoszę zapachu cukierków lodowych.




Wersja 'odświeżanie' ma kolor przezroczysty o lekko niebieskim zabarwieniu. Pachnie niemal identycznie jak brat bliźniak.

Oba żele bardzo mocno się pienią, są mega wydajne, malutką ilością można umyć całe ciało. Nie wysuszyły mi skóry, nawilżenia też nie zaobserwowałam, ale odświeżenie przy jednym jak i drugim produkcie było czuć zdecydowanie.

Zapach dla mnie umilał prysznic, a bałam się go początkowo, jednak ciekawość co do duetu wygrała ;) I nie zawiodłam się, woń bardzo przyjemna!
Fajne żele, pewnie nie raz jeszcze do nich wrócę jak ogarnę swoje zapasy :P


Znacie te produkty? 

BUZIAKI, KAŚKA! :*