sobota, 9 marca 2019

DENKO #2. Lutowe zużycia. UWAGA zaszalałam!

Witajcie!
Z Bartkiem już lepiej, za to ja.. padam na twarz ;) Padnięta jestem, Bartek jest bardzo wymagający, a jak chory to razy 1000. Dodatkowo dostałam okres, brzuch boli niesamowicie, najlepiej zakopałabym się pod kołdrą na cały dzień z termoforem na brzuch. Ale nic straconego, Bartek pójdzie dosyć szybko spać, wtedy na pewno poprzytulam termofor :D i książkę :P oczywiście jak wrócę z pracy, po 22... ;))

Dzisiaj chciałabym wam pokazać duże, wg mnie, denko lutego. Fakt, kilka rzeczy wywaliłam z powodu terminu, ale i bez większego powodu. Sami wiecie, że niektóre produkty czasem zalegają na półce pt 'Zacznę używać, zużyję w końcu, wymęczę w końcu' itd itp. No to ja parę takich produktów posłałam w kosz:P



TWARZ: 


* Glinkę przesypałam do pojemniczka, bo te opakowanie było uszkodzone, uwielbiam glinki, ta również się przyda, zużyję do maseczek!
* Vianek, maseczka- peeling. Zapach się zmienił, więc wyrzucam, fakt faktem ma termin 3 msc od otwarcia, a to dawno minęło. Pisałam o niej TU.
* Duet od Aloesove. Fajny, ale bez wielkiego szału. Po prostu były ok.



* Ostatni już kremik z tych nowych, zapachowych kremików Nivea soft. Pisałam o nich TU.
* Bielenda, Matujący krem do twarzy zielona herbata. Super był! Bardzo go polubiłam i starczył na prawdę na długi czas. I u mnie właśnie produkty do twarzy, typu kremy, sera, najczęściej się marnują, bo wolno je zużywam. W sumie nie wiem jak można zużyć krem do rąk w miesiąc :D no dla mnie to nierealne.
* Serum i Maskę z Bielendy wywalam. Z powodu tego, że karmię (tak nadal, chociaż już mniej) ciągle odkładałam uzycie ich ze względu na hormony itd itp. No i w sumie i jedno i drugie straciło termin z pół roku temu, więc cóż, trudno. Chociaż żałuję :)


* Świński nosek, melisa i dermaglin to wyrzutki.
* Multibiomask- bardzo fajna, nie moja pierwsza maseczka tej firmy, którą chwalę. W fajnej cenie, robi co trzeba!
* AA Bubble mask, te bąbelkowanie- ekstra!
* Bielenda Kokos& Aloes. Peel off- to teraz moje ulubione maski poza tymi na tkaninie ;) Bardzo fajna!
* Tygrysek też był ok, Bartkowi się podobał, chociaż jakiegoś szału to też nie było.



* Płatki z Cleanic. Co za koszmar. Więcej nie kupię. Rozdwajają się masakrycznie i strasznie się pylą..
* I te z Bebeauty i te z Isany dobre, ale najlepsze są owalne z biedronki, ciągle czekam na ich powrót!



* Świetny podkład AA, chociaż ostatnio albo cera mi się trochę zmieniła, albo za długo był otwarty (nie wiem czy to może na krycie wpłynąć) ale miałam wrażenie, że jakoś słabiej kryje,
* Serum Yung Cacay wywalam po terminie, nad czym ubolewam najbardziej pod słońcem! Nie dopilnowałam :((
* Henna z Inveo, pisałam o niej TU. Świetna!
* Bardzo fajna pomadka z Blistex, świetny zapach, słodziutka, prawie wykończyłam, ale po tamtej akcji z ustami, kto mnie obserwuje na instagramie, ten wie o co chodzi, postanowiłam wyrzucić każdą otwartą pomadkę, bo już sama nie byłam pewna czy to uczulenie, więc ta też wylądowała w koszu. Ale jak gdzieś ją spotkam to chętnie kupię, bo mój zapas się wyczerpuje powoli, chociaż teraz też i sezon się kończy :)


CIAŁO: 


* Ulubiony żel Old Spice męża.
* Żel łagodzący ukąszenia. Się już przeterminował, więc wyrzucam.
* Kulka garnier. Lubię, bardzo nawet ;)
* Maszynki Wilkinson, co prawda nie zużyłam jeszcze wszystkich, a właściwie niedawno je kupiłam, ale ja zawsze całe opakowanie przerzucam do koszyka w łazience, a opakowanie daję od razu do denka. I są to na prawdę bardzo dobre maszynki! Będę pilnować promocji i je od teraz kupować ;)
* Miniatura z Ducray, nawet nie pamiętam co to, po terminie.



* AA Wygładzające mleczko do mycia. Ryżowe. Ale fajny produkt! Serio, aa wypuszcza co raz fajniejsze produkty!
* Balsam mus od nivea, pisałam o nim TU.
* Kokosowy peeling BodyBoom. Świetny! Chociaż dla mnie za mało kokosowy zapach. Ale efekt... WOW! Pisałam o wariancie Mango TU.



* Obydwa upiększacze do ciała. Jeden z Venus, drugi Bielenda. Obydwa fajne, ale takich produktów nie używa się zbyt często, zużyłam każdego może po połowie. Wywalam, bo ile mogą stać.
* Sztyft na otarcia, nie użyłam :P jakoś nie pamiętałam o nim jak mógłby się przydać, a teraz z kolei termin mu uciekł ;)


WŁOSY: 


* Świetna maska od Gliss Kur! Zimowa :)
* Bardzo fajna farba od Palette. Dobrze wszystko pokryła a przede wszystkim mam wrażenie, że syoss się wypłukuje mocno, tutaj nadal po tylu myciach kolor wygląda super :) Oczywiście zużyłam dwie, ale jedno opakowanie służyło do odpadów :P




* Świetny serwatkowy szampon. Polecam! Super wygładza, po samym szamponie włosy na prawdę nieźle się rozczesują ;)
* Szamponetka. Wywalam, pewnie i po terminie, ale i po co mi teraz czarna szamponetka ;)
* Serum dziegciowe. Świetne, ale także długo po terminie, więc wywalam.


STOPY, DŁONIE: 


* Mydło z biedronki 'cukier kokosowy'. Zapach kokosa wręcz niewyczuwalny, wysusza dłonie. To była ostatnia moja pokusa na mydło z biedronki :P (mam nadzieję :P)
* Bingospa sól do kąpieli. No nareszcie zużyłam! Fajna, ale brak wanny niestety utrudnia zużywanie takich rzeczy. Nie ma mowy, że ja w swoim mieszkaniu nie będę miała wanny, no nie ma mowy!
* Nivelazione, spray do stóp. Jakoś średnio się sprawdził, więcej nie kupię. Z no36 były lepsze.
*

RÓŻNE:


* Olejek zapachowy bergamotowy.  Nie, nie nie! Aż mnie mdliło :P od zapachu ;)
* Kwas hialuronowy. Wyrzutek niestety, na twarzy mnie zapychał, zapomniałam zużyc, mogłam na włosy, ciało, tak leżał w łazience i pyknął mu termin.
* Eukaliptusowy olejek z Natura Receptura. Cudowny, świeży, kojący, uwielbiam!


WOSKI, ŚWIECE: 


* Podgrzewacze z Bispol. Zużyte do kominka :)
* A calm&quiet place <KLIK> nie do końca go pokochałam :)
* Christmas Cookie <KLIK> Piękny zapach <3



CHEMIA: 


* Przepiękny zapach odświeżacza! Kupiłabym znowu <3
* Przypadkiem okryłam, innego zapachu nie było, boski, boski! Pranie cudnie po nim pachnie, a z butelki wydawał się nieładny ;)


HIGIENA, DZIECKO: 


* Chustki z Dady zużyte do sprzątania. JAk już pisałam kiepski skład, chociaż kiedyś były ok.
*ręczniczki dla niemowlaków. Tu akurat dada, ale miałam też tami i polecam, chociaż fakt, że te zużyliśmy już tak bez sensu, bo już raczej nam niepotrzebne, chociaż Bartek lubi brać do mycia ;) jako myjkę ;) A mieliśmy otwarte opakowanie to zużyliśmy, jedno zostało w szafie, kupione w promocji :P pewnie oddam w prezencie.
* Chustki Babydream- super i jedne i drugie i chyba z ok składem? (Jeśli ktoś wie lepiej, dajcie znać:))



* Bartka spray na komary/kleszcze itp itd. Pyknął mu termin, znaczy pyka w kwietniu, więc wyrzucam już. Ale kupię ponownie bo był skuteczny. Jeździmy zawsze na taką małą dziką plażę, w zeszłym roku była tam masa komarów, tylko do Bartka nie podlatywały bo był wysmarowany :D Ale jak sie posmarowałam to do mnie już też :P ale co mnie wygryzły to moje :P
* maść ze sterydem. Pokazuję bo, w krytycznych, bardzo krytycznych sytuacjach, kiedy przez dłuższy czas masło shea lub balsam z biodermy nie pomagał. Ale to było maks przez 2-3 dni,  minimalnie cieniuśką warstewką. Był czas że Bartka skóra była w strasznym stanie, jak soie przypomnę to aż łezka się kręci, bo serio bywało źle. No w każdym razie ja się nie znam zbyt dobrze, ale nie jest to silny steryd, a nam pomagał. Wiem, że sterydy nie są dobre i są też uzależniające, dlatego takich rzeczy używa się na prawdę i z głową i jak najrzadziej się da, najlepiej wcale. I nie mam tu na myśli uzależnienia jak od papierosów, bo może źle się wysłowiłam. Skóra się uzależnia. Na takiej zasadzie, że w pewnym momencie nic nie przynosi żadnych efektów tylko steryd. Z tym łatwo przesadzić a później jest problem. Także polecam, ale ostrożnie, bardzo ostrożnie!
* O to też polecam! Fajne dawał efekty, jednak trzeba było wyczuć moment kiedy tego użyć. To zasuszało zaognione miejsca, jednak w drugą stronę przesuszoną zwyczajnie skórę wysuszał jeszcze bardziej. Trzeba bardzo na wyczucie, obserwować skórę i jej reakcję.

Sporo tego, a w marcowym już mam sporo pustaczków ;) Cieszę się, uwalniam się od zawaliska, mam nadzieję że w końcu skończy się moje zapasowanie haha :D

Znacie coś z mego denka? Dajcie znać!

BUZIAKI, KAŚKA :*

poniedziałek, 4 marca 2019

Nowości stycznia i lutego. Co przybyło do mojej kosmetyczki oraz czy było to dla mnie niezbędne?

Witajcie Kochani!

Nie udało mi się nic więcej napisać w lutym, mimo, że się starałam dzień (lub siły) kończył się szybciej niż przewidywałam a przede wszystkim niż planowałam.
Nie wiem co to za niemoc, ale nie chce odpuścić ;)

Dzisiaj jednak mam wolne, fakt że Bartek przychorował, został ze mną, ale leżymy sobie, tulimy się a mama ma chwilę na blog. Ciężki dzień, ale im jest większy, tym jego chorowanie jest dla mnie łatwiejsze. Mam nadzieję jednak, że szybko wyzdrowieje, widzę że mocno go to męczy.
Kiepska zima, więc i Bartek w tym roku dużo więcej choruje niż w zeszłym. Fakt, przeważnie kończy się niegroźnie na katarku, ewentualnie lekkim kaszlu, ale w zeszłym roku było tego mniej.

Dzsiaj chciałabym wam pokazać co do mnie trafiło w styczniu/lutym. Ciekawi? Zapraszam! :)


Dwupak zapachów do 'psikacza' :D oraz dwupak do tego w kontakcie :) Lubie jak w domu non stop pachnie, nie tylko świeżością, ale czaswm jakimś kwiatem, czymś słodkim. Temu też lubię woski/świece zapachowe. Nie zawsze pokazuję takie zakupy, bo jest to bardziej chemia gospodarcza, niż kosmetyki, ale te obłędnie pachną! I jeden i drugi!


Zapasik Witaminy d, d+dha i probiotyku. Znowu będę zamawiać, zwłaszcza diflos, który się już skończył.


Wyprzedaż w biedrze <3 Le petit już prawie kończę, dwa pozostałe czekają, ale obecnie mam pod prysznicem dwa otwarte żele i obydwa się kończą, jednak nie wiem jeszcze co wybiorę kolejno :P
Le petit kosztował niecałe 4 zł, żele palmoliwe ok 6 zł każdy.


Kolejne produkty z wyprzedaży w biedronce. Żel kosztował jakoś 5,9 zł a krem 2,99? Jakos tak. No w każdym razie wszystko mega tanie, więc się skusiłam.


To też z biedry, 4,99 za opakowanie. No jak mogłam się nie skusić w takiej cenie :P jeden już kończę :)


Nowości z lidla. O kremie do rąk pisałam TU. Żel jeszcze chwilę poczeka, obecnie buzię oczyszczam żelem i peelingiem z Marion z nowej serii miód i cytryna, niebawem recenzje! Żel kosztował ok 5-6 zł, nie pamiętam dokładnie, a kremik chyba 3,99? Wiem, że są teraz w super cenach, planuję się na coś skusić, jednak już po wypłacie.


Maseczki w płachcie. Wszystkie trzy były dodatkiem do gazet. Dwie będą w denku, lbiotica jeszcze czeka na swoją kolej. Nie pamiętam już dokładnych cen, ale gazeta z maską lbiotica kosztowała ok 10 zł, druga z pozostałymi dwiema maskami ok 8 zł.


To jest już moje drugie opakowanie tych skarpetek złuszczających i na prawdę mogę je porównać do tych z lbiotica, które do tej pory były moim faworytem! Ale te kosztowały jakieś 7 zł, a te od Lbiotica kosztują ok 10-12zł w promocji, o ile się nie mylę (?).


Nowości woskowe! Co prawda ani ze stycznia ani z lutego, z grudnia. Ale zapomniałam o nich wspomnieć, więc wspominam tym razem :)


To jeszcze z grudniowego spotkania, ale doszło po czasie :) Od Natura Receptura, glinka była trochę rozerwana, ale praktycznie nic jej (tak podejrzewam) nie ubyło, więc luz ;)


To też ze spotkania, pomadkę wzięłam od razu w obroty, bo musiałam zrezygnować z każdej otwartej, którą miałam. Musiałam po wyleczeniu ust otworzyć dwie nowe, jedna do pracy jedna w domu. Tą akurat używam w pracy i dla mne niestety nic szczególnego.


Oleje od Natura receptura! Takie cuda to ja uwielbiam, kilka z nich odłożyłam i niebawem zorganizuję na Instagramie konkurs :)


Nowa książka Pauliny Świst! Kupiłam jak tylko zobaczyłam ją w biedrze :P do kolekcji z tą niżej, a akurat była promka, przy zakupie 2 książek tańsza za pół ceny ;) I to była miazga! Pochłonęłam ją w dwa dni? No a wiecie sami że nie mam czasu czytać całymi dniami, ze względu na Bartka przede wszystkim. Kosztowała 27 zł.


Oglądałam ten serial, ponoć zrobiony na podstawie książki. Zaczęłam ją dopiero, ze dwa dni temu. Na pewno będzie trudniejsza niż Karuzela i niż wiele innych książek, ale chcę ją przeczytać. Kosztuje 19,99, ale z racji tej promocji kosztowała mnie 9,99 zł.


Dla męża. Kupione w biedronce. Jakoś po 8-9 zł sztuka przy zakupie dwóch ;)


Dwa płyny dwufazowe od Bielenda! Awokado już znam, ten nawilżający z olejem Marula kupiłam pierwszy raz. Obydwa 7,99 sztuka.


Małe zakupy z Natury. Rzadko tam bywam, a akurat mam okazję. Maszynek potrzebowałam, żelów antybakteryjnych sporo zużywam, a mydło w piance kokos-wanilia wzięłam na próbę. Marki własnej Natury. Mydełko kosztowało ok 5 zł, maszynki 10, żel  ok 4 zł.


Zakupy z Rossmanna. Farba była na dowidzenia za ok 8 zł. Ładny kolor wyszedł na moich ciemnych włosach :) Nowe maseczki od Bielendy, jeszcze nie używane, więc nic nie powiem.
Tusz do rzęs też był na dowidzenia. No i powiem wam, że całkiem fajny! Kosztował ok 20 zł, wzięłam go w sumie z ciekawości, miałam wziąć eveline, nie był w promocji więc kosztował 18 zł, tu dopłaciłam 2 zł i wypróbowałam coś nowego.


Zakupy z Rossmanna, kolejne. Tym razem na promocji 2+2. Prezent dla męża na walentynki ;)
Zapłaciłam za to ok 26 zł.

Płatki były w promocji w biedrze, chociaż lepsze były tamte owalne, jednak nie są w regularnej sprzedaży. po 2 zł/op.
Pianka z bambino była wyprzedawana za 4,99 ;) Wzięłam na spróbowanie, najwyżej posłuży jako mydło.


To może ostatnie nowości! Pokazywałam je na Instagramie, TUTAJ. Niebawem recenzje! Baardzo przyjemne, tyle mogę zdradzić :)


Całkiem sporo tego, no ale to przez dwa miesiące ;) w marcu nie planuję i nie potrzebuję jakichś dużych zakupów, jednak okaże się jak to wyjdzie. W każdym razie w kwietniu na pewno skorzystam z promocji w Rossmannie na kolorówkę, bo chyba ma być? A w kolorówce mam niezłe ubytki ;)

Znacie coś? Na recenzji któregoś z produktów bardziej wam zależy? Dajcie znać!

BUZIAKI, KAŚKA :*

poniedziałek, 25 lutego 2019

CIEN FOOD FOR SKIN: Krem do rąk- odżywienie z papają.

Witajcie Kochani!
Dzisiaj pogoda zdecydowanie wiosenna, chociaż za ciepło nie jest. Co więcej co rano niemal trzeba skrobać szyby w samochodzie :P Ale czego się można spodziewać, przecież jest dopiero końcówka lutego ;)
Rok temu, był mój pierwszy dzień w pracy. Były okropne mrozy, mieliśmy problemy z odpalaniem auta :P w tym roku albo wiosna nadeszła ciut szybciej, albo to jeszcze złudzenie ;) Jeszcze wszystko może się zdarzyć, ale chwila takiej pogody zdecydowanie poprawia saopoczucie ;)

Dzisiaj chcę wam opisać moje wrażenia na temat nowości, która niedawno pojawiła się w sieciach sklepu Lidl. Wiem, że ta nowa seria sprzedawała/sprzedaje się świetnie i wiele osób bardzo zaciekawiła.
Ja skusiłam się na jeden z trzech kremów do rąk i żel do mycia twarzy z peelingiem. Żel jeszcze chwilkę poczeka na swoją kolej, ale krem prawie zużyłam. Dlatego pora na recenzję ;)











Krem w kolorze białym, konsystencja nie jest jakoś mocno zbita, ani gęsta. Jest raczej lekki.

Dobrze się wchłania, nie tłuści rąk, więc można go używać bez obawy że coś ubrudzimy.
Cudnie owocowo pachnie! Nigdy nie jadłam papaji, ale dla mnie ten aromat ma coś wspólnego z zapachem mango :)
Jest to jeden z tych lżejszych kremów, które mogą podtrzymać dobrą kondycję skóry dłoni, względnie przedłużyć jej nawilżenie, ale na pewno nie zregeneruje mocno tej mocno wysuszonej. Przynajmniej u mnie tak się nie stało, a na ostatnim zdjęciu widzicie, że moje dłonie nie były w najlepszej kondycji. Zdjęcia zostały zrobione zaraz po nabyciu.
Obecnie są już w dużo lepszym stanie, chyba za sprawą kremu Eos.

Ten krem to przyjemniaczek, regularnie używany na pewno zadba o wasze dłonie, jednak w razie dramatu potrzeba czegoś silniejszego ;)


Znacie go? Jak się u was sprawdził?

BUZIAKI, KAŚKA :*

sobota, 16 lutego 2019

EVELINE: Matt my day. Peach loose powder.

Witajcie Kochani!
Dopadło mnie takie choróbsko, że ledwo przeżyłam wczorajszy i dzisiejszy dzień w pracy. Szczęście w nieszczęściu, że miałam ranek, więc nie wyspałam się zbytnio, fakt, ale popołudnie wolne i mogę bardziej odpocząć i się wykurować. Mam nadzieję, że jutrzejsze wylegiwanie się, inhalacje i leki pomogą na tyle, aby w końcu mi przeszło.
Pogoda dzisiaj dopisała, słoneczko świeciło, chociaż szczególnie ciepło nie było ;) Ale to już +1000 do wiosny! Spacer moi mężczyźni odbyli, mieliśmy iść na drugi, ale jednak zrezygnowaliśmy, bo moje samopoczucie się pogorszyło.
Teraz jako tako siedzę, z gorącą herbatą w szlafroku i pod kocem. Grzeję się i odpoczywam.
I jakoś mnie natchnęło, żeby coś napisać, więc jestem ;)

Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o sypkim pudrze z Eveline, otrzymałam go na ostatnim spotkaniu blogerskim, a niedawno poszedł w użycie.


Malutkie okrągłe pudełeczko  kremowym kolorze. Wygląda ładnie i estetycznie.


Standardowo w takich produktach pojemniczek ma przykrywkę z kilkoma niewielkimi otworami, przez które wydostaje się pyłek.


Kilka informaci od producenta.


Jest bardzo drobno zmielony, jak widać na pierwszy rzut oka, nawet na zdjęciu. Jest dosyć jasny, ale wiecie sami, że takie 'wykończeniowe' pudry nie bielą twarzy, tak samo też jest w tym przypadku.



Cudnie wygląda na twarzy! Świetnie stapia się ze skórą no i z podkładem. W zasadzie każdym jakiego użyłam. Chyba przez to, że jest tak dbrobniuśko zmielony nie podkreśla suchych skórek i jest wręcz niewidoczny. Ale widać efekt! Mat jest i to dokładnie taki jakiego oczekuje. Satynowy mat.
To jeden z najlepszych pudrów jakie miałam, serio!
A ten zapach ... Rzeczywiście brzoskwiniowy! To dopiero wypas! Szkoda, że po nałożeniu już nie jest wyczuwalny, ale czy można mieć wszystko? :P

Jest to baaardzo udany produkt, przy czym nie zapchał mnie i nie podrażnił, a różnie działały na mnie produkty Eveline. Polecam go wam, jeśli macie okazję, warto go wypróbować!


Znacie ten puder? Co wy o nim sądzicie?

BUZIAKI, KAŚKA :*

poniedziałek, 11 lutego 2019

DENKO #1 Pierwsze w 2019 roku ;-)

Witajcie! Jak ja dawno nie pisałam! Wiem, wiem...Ale odkąd przeszłąm na dietę wierzcie mi że nie mam czasu na NIC, no dosłownie! Praca, dom, gotowanie.. Wiadomo, że po pracy chcę spędzić tyle czasu ile tylko mogę z Bartkiem no i z mężem ;) A wieczorami, o ile nie pracuję, jestem przeważnie na tyle padnięta, że tylko chwilę poczytam i zasypiam.. Nie wiem kiedy to się w końcu trochę bardziej wyreguluje :P No liczę na to, że jak schudnę będę miała więcej energii, siły no i chęci, na wszystko ;)
Efekt już jest, chociaż wiem o tym, że na początku waga leci najszybciej. Jednak mam z czego chudnąć, więc mam nadzieję, że dosyć sprawnie mi to pójdzie ;)

Dzisiaj przychodzę do was z denkiem poprzedniego miesiąca. Trochę tego uzbierałam, jednak lutowe denko to będzie dopiero coś ;) Jest dopiero początek miesiąca, a ja już mam ogrom rzeczy :D fajnie, będzie co pokazywać! Ok, niem a na co czekać, zapraszam :)


TWARZ: 


* Pasta do zębów Colgate. Spoko, robiła co miała robić, chociaż serio lepsza jest dla mnie ta najtańsza z rossmanna ;)
* Bielenda, serum z zieloną herbatą. Bardzo, bardzo fajne! Lekkie, fajnie się wchłaniało, nawilżało, chociaż nie jakoś mega mocno. No i ten zapach .... Cudo!
*  Bielenda, płyn dwufazowy Avocado. Świetny jest! Już kupiłam kolejne opakowanie, teraz mam inny wariant, pokażę go w następnym denku, ale ten jest o niebo lepszy! Razem z kolejnym opakowaniem avocado wzięłam też jeszcze inny wariant, szkoda, że nie mogę nigdzie dorwać tego oliwkowego ;)
* Be Organic, peeling do twarzy bambus & ryż. Przyjemny.. ale. No bez szału :) nie urzekł mnie w żaden sposób, ani działaniem, ani zapachem. Końcówkę zużyłam do ciała.


MASKI: 


* Bielenda, maska peel off z zieloną herbatą. Uwielbiam maski peel off.
* L'biotica, maska węglowa. Przyjemna, fajnie oczyszcza i rzeczywiście zwęża pory. Jednak działania przeciwtrądzikowego nie zauważyłam.



* Uwielbiam maski w płachcie! No uwielbiam. Lubię je używać, a ostatnio staram się to robić częściej. Każdej, która mi nie szkodzi, przypinam 'łatkę' DOBRA. Wszystkie były dobre, ale Mediheal najbardziej upiększyła moją twarz. A z kolei ta 'mleczna' pachniała obłędnie!



* Oriflame 'balsamik' do ust. Okropniasty, zapach mdły, okropny posmak, wywalam bo bardzo mi się przykrzył.
* Pablo color, pomadka do ust. Niestety, uczuliła mnie cholernie! Kto podgląda mnie na instagramie ten widział moje wary hehe :P Miałam spuchniete, suche i czerwone usta jak po nieudanym botoksie+ całonocnym całowaniu :D
* Pomadka ananasowa z Eveline, bardzo przyjemna, polubiłam ją i chętnie kiedyś do niej wrócę.
* Sylveco, iętowa pomadka z peelingiem, bardzo żałuję, ale kompletnie o niej zapomniałam i jest już po terminie :( Dziwnie pachnie więc bałam się jej użyć. Bardzo szkoda!



KOLORÓWKA: 


* Świetny tusz z Eveline! Bardzo go lubię, to już chyba moje drugie opakowanie. Na pewno nie ostatnie ;)
* Pomada do brwi wibo. Świetna, jednak ta już trochę podeschła i ciężko się jej używało. Także otworzyłam nową, a tej przyszedł koniec. Została ok 1/3 słoiczka.
* KOBO, transparentny sypki puder, fajny, fajnie matowił, nie podkreślał szczególnie suchych skórek, ale jakoś szybko się skończył.


CIAŁO:


* Isana, żel pod prysznic, pisałam o nim TU. Uwielbiam! Ten zapach... <3
* Fa, żel pod prysznic, Oriental Moments, Przecudny zapach. Dobrze się pienił, mył jak trzeba, bardzo przyjemnie się go używało!



* Ulubiony dezodorant męża.
* Nivelazione, średni. No36 był lepszy, muszę zrobić zapas, w pracy mam już ostatnią butelkę ;)



* Bardzo dobre skarpetki złuszczające!
* Odżywka do paznokci z Indigo. Bardzo dobra! Chętnie kiedyś skuszę się na kolejne opakowanie.


WŁOSY: 


* Uwielbiam ten serwatkowy szampon, świetny! Jednak ten się uszkodził, nie zauważyłam, no i się po prostu zepsuł. Jak go otworzyłam dziwnie pachniał, więc po prostugo wywalam. Szkoda.
* Sojowy olej organiczny. Fajny, nie powiem, ale nie najlepszy ;)
* Ulubiona odżywka Pantene! Świetna jest, pisałam o niej TU. To moje drugie opakowanie i na pewno nie ostatnie!

HIGIENA: 


* Ulubione wkładki, ulubione podpaski. Staram się nie kupować innych, chyba, że mi odwali :P



* Babydreamy rossmannowskie. Jeden i drugi rodzaj fajny, teraz przeważnie je właśnie kupuję.
* Velety. Niegdyś ulubione, teraz też je czasem kupuję, jednak wolę Babydream.

WOSKI: 


* Cudny, cudowny!!! Uwielbiam ten zapach! Na pewno do niego wrócę! Pisałam o nim TU.



WYRZUTKI: 


* Jedna jest od SGGM, dwóch pozotałych już nie rozszyfruję, bo napisy się zatarły. Wyrzucam, bo ile można używać szminek. Maja kilka lat, pora na nowe.



* Blyszczyk od Pierre Rene- nie lubię błyszczyków, może ze dwa razy go użyłam.
* Pomadka od Bell
* Pomadka od Freedom
* Błyszczyk, właściwie olejek od Eveline- błyszczykopodobne coś co użyłam kilka razy,. bo podobał mi się efekt, jednak te klejenie się włosów do usta, nie znoszę tego!
* Pomadka z Miss Sporty, miała być czerwona, ale to była taka 'pomarańczowa czerwień', nie wiem po co ją tyle trzymałam, chyba temu żemoże ze dwa razy jej użyłam i ciągle się łudziłam, że się przekonam :P

Całkiem nieźle, ale jak pisałam wyżej, kolejne denko będzie na prawdę spore :)


Zostawiam was z tym postem kochani, a sama szykuję się już do pracy. Takie życie ;) Chociaż nie chce mi się przeokrutnie, pracować muszę ;)

Miłego dnia Kochani, 
BUZIAKI, KAŚKA!