środa, 8 marca 2017

Relacja z sobotniego spotkania blogerek z Okazji Dnia Kobiet :-)

Dzień Kobiet? Ja świętuję już od soboty! Wy też? Tak myślałam! :)
Czekałam, czekałam i się doczekałam! Zdawało się że to tak daleko, a minęło w chwilę! I dobrze! Wiedziałam, że tak jak na każdym spotkaniu świetnie spędzę czas :)


Dla mnie przygotowania rozpoczęły się dosyć szybko, oprócz tego, że musiałam wyszykować siebie, musiałam też zrobić szamanko dla syna :-)  Spakować mu też wszystko o mogłoby się mężowi przydać w opiece przy Bartku..
No zgadnijcie! Taaak! To było moje pierwsze wyjście bez syna na dłużej :) Jednocześnie pierwsza tak długa przerwa w karmieniu, czego bałam się najbardziej, ale co tu dużo rzec- mąż poradził sobie świetnie, synek był grzeczny! Nie jadł za wiele, ale na pewno nie głodował :-)
Planowałam ten dzień od dawna, chciałam czuć się swobodnie, na tyle na ile się da, wiedząc, że są tam beze mnie. I wiecie, chyba bardziej bałam się tego, że po prostu nie będę niezbędna :) Ale na dzień dzisiejszy uważam, że to była jak najbardziej dobra decyzja, którą powinnam była podjąć już dużo wcześniej!

A więc oficjalnie oświadczam wracam do żywych!! :-) i to za sprawą Pauli


i Martyny :)


które zaprosiły mnie na organizowane przez nie spotkanie blogerek! Dziewczyny! Dziękuję! Tak, za spotkanie, ale też za to, że się odważyłam i udowodniłam sobie, że się da!


W sobotę, 4 marca o godzinie 12 wyruszyliśmy w drogę. 13:45 byłam już na miejscu, a konkretnie w Restauracji GŁODNY WILK, która znajduje się na ulicy Sienkiewicza 58.

Głodny Wilk na facebooku- zapraszam! Warto zajrzeć :)
Cudne i mega przytulne miejsce. Od razu jak weszłam w oczy rzucił mi się wystrój, taki trochę w starym stylu, co wręcz uwielbiam!






Kominek <3




Przemiła obsługa, dosłownie chwilę po zamówieniu, kawka została przyniesiona, pyszne latte z mlekiem i mleczną pianką, przepyszne!


Tak samo jedzonko, które szybciutko zamówiłyśmy, bo każda z nas w biegu przygotowań przyleciała na spotkanie głodna, większość bez śniadania :D


Ale, ale! Tak jak szybko się pojawiło, tak samo znikło! Pycha pycha! Muszę zabrać tam męża, na porządnego i w końcu pysznego burgera! W wielu miejscach byliśmy, w poszukiwaniu tego jedynego, wierzcie mi to jest to! Sam widok już zachęca, a smak :) I co ważne mięsko bez zbędnej, przeważnie tłustej panierki. No polecam 'pełną gębą' :-)

Po obiadku, ah tak, deserek też był :))


Przepyszny mega FIT serniczek :D no dobra, nie fit, ale to był przesernik <3 jestem wielką fanką serników, dawno jednak nie jadłam tak delikatnego, zarazem tak wyrazistego, no bomba!
Kawkę i serniczek ufundowała restauracja, za co pięknie dziękuję :) Szczególnie za te kalorie :D hihi


Po jedzonku i piciu przyszła pora na gwiazdę programu, mianowicie Gosię Bartoszewicz!
Gosia jest przesympatyczną osobą, która ma własny salon fryzjerski DAY SPA MAŁGORZATA BARTOSZEWICZ  i przyszła do nas, aby przedstawić nam firmę JOICO, na której produktach sama pracuje od wielu lat.

Przede wszystkim, jak to się mówi 'Każdy fryzjer powinien być swoją własną wizytówką', prawda? Zgadzam się z tym w 100% i widziałam to na własne oczy!


Blond i róż? Że niby tandeta? Absolutnie! Zobaczcie jak bardzo róż wtapia się w blond dając tak na prawdę tylko relfleksy różu. No fryzura bomba! Żebym miała taką fryzjerkę w Augustowie... :D

Opowiastkom nie było końca! Gosia potrafi pięknie ubrać wszystko w słowa, więc to co chciała nam przekazać z dziewczynami wręcz chłonęłyśmy!










Odważne Paula i Ania skusiły się na wypróbowanie innowacyjnych 'pigmentów' w bardzo wiosennych kolorach, które utrzymują się do pierwszego mycia.





Firma JOICO, była dla mnie dosyć słabo znana do tej pory. Widywałam ją czasem na blogach koleżanek i strasznie zazdrościłam (zdrowo!) tego, że mogą przetestować te produkty! Bardzo byłam ciekawa całej serii do Rekonstrukcji K-Pak.Moje włosy wołają obecnie o pomstę do nieba, więc Gosia chyba czytając w naszych myślach, każdej z nas sprezentowała voucher w postaci takiego zabiegu! Jestem w niebie? Tak! Ale ...
Teraz tym bardziej, bo firma Joico przekazała nam również upominki, słynny odżywko-szampon Co-Wash, który poszedł do testów jako pierwszy!


Bardzo dziękuję Gosi za możliwość rozmowy z nią, za to jak wiele nam przekazała. Dowiedziałam się wielu rzeczy na temat moich włosów, jak je pielęgnować, czego potrzebują najbardziej. Wypytałyśmy ją także o typowo fryzjerskie ciekawostki no i potwierdzenie, lub obalenie włosowych mitów :-) Myślę, że każda z nas czuła się przy Gosi jak przy dobrej koleżance!


Oczywiście jak na kazdym naszym spotkaniu WSPIERAMY! Tym razem zbierałyśmy karmę dla kotków i piesków, którą przekazałyśmy Stowarzyszeniu AS!
Spójrzcie tylko, całkiem sporo udało nam się uzbierać!
Co wiele dla nas znaczy, sieć sklepów Zoologicznych Zoo-Cel również wsparła naszą inicjatywę!



Tacy siłacze, że zabrali niemal wszystko za raz :D

Z dziewczynami widziałam się już po raz kolejny! Taką pamiątką z każdego spotkania są przypinki od PinkiPrzypinki :)


Jednak na ich stronie znajdziecie nie tylko przypinki! Warto tam zajrzeć po magnesy pamiątkowe,
magnesy reklamowe, jak i czyściki do telefonów!

W spotkaniu udział wzięło 10 blogerek:

i ja :)

Spotkanie z okazji Dnia Kobiet, a więc jak mogło obyć się bez tortu?


Te cudo pochodzi z Cukierni Słodka Dama! Cudny prawda? I mega pyszny! 

Nie pytajcie, kalorie przestałam liczyć już w połowie obiadku :D 


Na spotkanie jechałam też bardzo zaciekawiona, bo dwóch dziewczyn nie znałam, ale Magdę, siedzącą obok mnie znam z dzieciństwa! Wiele lat mieszkała w bloku obok mnie, a ja do niedawna nie miałam pojęcia, że czytam właśnie jej blog! Bardzo się ucieszyłam, na wieść, że ją też zobaczę! Tyle lat się nie widziałyśmy! 
Jak się domyślacie rozmowom nie było końca! Buzie nam się wręcz nie zamykały, oczywiście w przerwach od jedzenia i picia :D

Jak tylko weszłam do 'naszego' troszkę oddzielonego, a zarazem bardzo intymnego pomieszczenia, oniemiałam. Dziewczyny zwariowały! Jak dużo pracy włożyły w przygotowania- no w głowie sięmto nie mieści! Nie spały chyba po nocach!

Dzięki dziewczynom otrzymałyśmy mnóstwo upominków od firm, które dokładniej przedstawię w kolejnym poście!

Dziewczyny dziękuję pięknie! To znaczy więc, że zbliża się mnóstwo nowych recenzji! Wyczekujcie!


LovingEco



SheFoot


Cd






Ducray

 A-derma


Miodowa Mydlarnia



Essence



Efcia Soap



Noble Medica



NC Nails Company 


La Natura



Freedom MakeUp London
fb- https://www.facebook.com/Freedom-Makeup-Polska-771692836271431/



Resibo


Bielenda


Eveline 


Fitomed


Bispol



Miravena Cosmetics


Drogeria Estrella



Biofemina


Selfie Project

7th heaven 

Verona Cosmetics

Vianek

Sensilis

Indigo

Abacosun



Pose


BeautyOil





Catrice



OH my sexy hair!


Lavera


Z tego miejsca dziękuję wszystkim sponsorom za upominki! Wszystko jest cudne, zabieram się za testy!



Co konkretnie otrzymałam zdradzę w następnym poście, na który zapraszam już teraz!

BUZIAKI KOCHANI! :*

niedziela, 5 marca 2017

Duże denko #2- Luty.

Witajcie :) Przychodzę dziś do was, aby rozliczyć się ze zużyciami poprzedniego miesiąca.
Jestem zaszokowana ile się tego nazbierało.. Powoli uszczuplam zapasy, co prawda nie ma w denku za wielu produktów, które najbardziej zalegają w moich zapasach, ale jest to kwestia tego, że otworzyłam kilka żeli i kilka balsamów na raz i tak je sobie zużywam :P Ale nie martwcie się, jestem na dobrej drodze!

Do rzeczy jednak, nie przeciągam, zapraszam!

DZIECIOWE:



* balsam bioderma atoderm- najlepszy do tej pory! Pomaga i delikatnie koi suchą i podrażnioną skóre Bartka
* Ememotopic od Pharmaceris- emulsja, która się u nas dobrze sprawdza, kolejny pustaczek
* Equilibra mydełko KLIK


MASKI: 


* maska Bioaqua szczerze to chyba najgorsza jaką miałam.. niby taka nasączona że aż leciało po kolanach, co do czego tak szybko wyschła, że musiałam tycać paluchami :P
* maski zwierzaki Bioaqua- dla mnie super! Obie świetnie się sprawdziły
* maska z auchan aloes- bardzo przyjemna, fajnie ukoiła moje 'okresowe' wypryski
* maska bandi- wyrzutki po terminie. Tą niebieską kieeeedyś dawno próbowałam, jednak strasznie piekła mnie po niej twarz..


TWARZ: 


* olejek evree- końcówkę wylałam ostatnio na włosy, znalazłam kuferek z kosmetykami w szafie, o którym zupełnie zapomniałam. Olejek użyłam na twarz może 2-3 razy, niestety wylał się. Ale tak mi się wydaje że niezbyt mi pasował... no i ten zapach...
* krem weleda- niestety szlak go trafił nie wypróbowałam :(
* oba kremy z ziaji i krem weleda również z tego kuferka... Zapomniane, niezużyte, zjedzone przez termin...
* pasta do zębów biała perła. Dla mnie na prawdę nic nadzwyczajnego ... Teraz używam pasty colgate, której zapewne poświęcę osobny post, która jest wręcz świetna!



* żel z peelingiem od garnier. Fajny, rzeczywiście pomagał w walce z zaskórnikami, ale nie używany codziennie. Może kupię ponownie i wtedy doczeka się recenzji :)
* dwufaza od Dermofuture, bardzo dobry płyn KLIK


WŁOSY: 


* Szampon Natura Siberica Loves Estonia- bardzo dobry szampon. KLIK
* maska kallos chocolate- ostatecznie nie najgorsza, jednak ten sztuczny zapach doprowadzał mnie do szału... na szczęście po zmyciu momentalnie się ulatniał.
* farby joanna- jak dawno ich nie używałam :) chyba z 8 lat? Jak nie więcej :) skusił mnie ciekawy kolor i rzeczywiście wyszedł fajny. Jednak to kolejny rudy który mega szybko się zmywa... eh


CIAŁO I WŁOSY:


* antyperspirant garnier- niezmiennie sprawdza się u mnie
* olejek swati wynaleziony pustak w kuferku wyżej wspominanym : D nie pamiętam do czego go zużyĺ :p chyba do włosów :)


CIAŁO: 


* żel do higieny CD- dziwny zapach ale wporzo działanie ;)
* żel z peelingiem Venus- świetny świetny zapach!


* najlepsze maszynki z bica :)
* balsam do ciała- ładnie pachniał, ale dosyć kiepsko nawilżał..
* kolejne op dezodorantu nivea :)


DŁONIE I STOPY: 


* kaczuszka z hippa- sami z mężem zużyliśmy :) była bardzo ok, nie wysuszała, kiedyś jak Bartosz podrośnie na pewno taką kupię ;)
* mydło z ziaji- ok, ale nie wrócę do nich. Zapach względny ale z myciem szału nie było.
* krem do stóp spa krynickie nie był zły, ale dla mnie bez szału
* krem do stóp callusan- mocno gęsta piana, mega nawilżacz, ale taki niewydajny...


PAZNOKCIE: 


* zmywacz delia- bardzo dobrze go wspominam, jednak już wysechł :) nieużywany, ostatnio tylko hybrydy katuję :)
* żel do skórek- niezbyt się u mnie sprawdził, w sumie prawie cały wyrzucam
* oliwka i odżywka eveline- otwarte może ze.dwa lata... ale jedno i drugie lubiłam, odżywkę nawet bardzo. Co do olejku- nie użyłam, bo brak mi systematyczności.
*chusteczki jelid- dla mnie totalna kicha.


* op. wosku Snow in love KLIK


ARTYKUŁY HIGIENICZNE: 


* chusteczki bawełniane tami- cały czas się przydają :) myję nimi synka, aby nie podrażnić paznokciami delikatnej skóry
* chusteczki dada- jedną paczkę sama zużyłam, drugą Bartek, są ok.
* podkłady babydream
* płatki z biedronki- ta kiepska mega rozdwajająca się wersja...
* chusteczki velvet- niezmiennie najlepsze jakie znam!
* chustki babydream- zawsze noszę w torebce w razie czego. Są ok.

Strasznie dużo tego wyszło!!


Znacie coś? Co wpadło wam szczególnie w oko? :)

BUZIAKI!

środa, 1 marca 2017

YANKEE CANDLE: A Child's Wish.

W woskach jestem wręcz zakochana! Sumiennie co wieczór po kąpieli coś nowego ląduje w kominku. I przyznać wam się muszę, że codziennie zaglądam sobie w wolnej chwili na stronę Goodies aby przejrzeć woski i wpisać na chciej listę (taaaak woskowa też powstała:D), nowe pozycje :) Obecnie takich wymarzonych mam chyba z 15, kolejne tyle tych, które mogą być ciekawe.
Ostatniego wieczoru wybór padł na:

YANKEE CANDLE- A CHILD'S WISH


OPIS: Kompozycja beztroska jak zabawa w gronie małoletnich przyjaciół i gwarantująca poczucie bezpieczeństwa kojarzące się z pełną miłości opieką kochanych rodziców. Pachnąca najpiękniejszym bukietem kwiatów – ale nie tym, który kupić można w osiedlowej kwiaciarni! Pąki zamknięte w wosku A Child's Wish to płatki ozdabiające wszystkimi kolorami tęczy wiosenną łąkę – nasz ulubiony plac dziecięcych zabaw i miejsce, do którego z czułością wracamy wspomnieniami. A Child's Wish to powrót do dzieciństwa – sielskiego, beztroskiego, czeszącego jasne włosy świeżym wiatrem. To kompozycja cudowna, radosna i bezpieczna – idealna dla marzycieli i idealistów.

"Wosk z kwiatowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: delikatna i ciepła kwiatowa bryza, górska lilia oraz bursztyn."

Źródło: Goodies



MOJA OPINIA: Nie wiem dlaczego ten wosk kojarzył mi się trochę z Bożym Narodzeniem, ale nie pytajcie... ciężko mi uzasadnić dlaczego :P 
Dla mnie zapach jest bardzo słodki i taki pudrowy, może delikatnie babciny, ale oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Czuję delikatnie woń kwiatów, ale nie jest to przytłaczające, a bardzo delikatne. Ogólnie wosk początkowo był wręcz niewyczuwalny, czułam słodycz, trudną do opisania i te miłe uczucie błogości. To chyba właśnie te szczęśliwe dzieciństwo, które miało mi się przy pomocy tego wosku przypomnieć. 
Zapach ten jest bardzo przyjemny, polubiłam go, ale dla mnie jest zdecydowanie zbyt delikatny.. Podchodziłam do niego dwa razy i niestety efekt WOW się nie pojawił, a bardzo mi go tutaj zabrakło. Spodziewałam się czegoś więcej.

Wosk znajdziecie na stronie Goodies, dokładnie  TU w cenie 9 zł.


Znacie ten wosk?

BUZIAKI!