poniedziałek, 29 maja 2017

Krótka przerwa w blogowaniu.

Witajcie Kochani :)

Cały czas myślałam, że obejdzie się bez tego postu, a jednak nie.
Nie mam zupełnie głowy do pisania, potrzebuję trochę odsapnąć, odprężyć się, zrelaksować po prostu nic nierobieniem.
Bartka zabieg zbliża się nieubłaganie, moje myśli non stop krążą wokół tego tematu, wybaczcie, ale potrzebuję tej przerwy, wrócę niebawem.


(Bartek jakieś 5 miesięcy temu, pomagał mi ogarnąć zapasy:P)



Na pewno będę obecna na Instagramie, zapraszam!

Wracam niebawem, za tydzień-dwa. 

Buziaki :*

niedziela, 28 maja 2017

DROGERIA ESTRELLA: Rimmell: Tusz do rzęs Extra Long Lash i paletka do brwi Brow This Way.

O kolorówce na moim blogu nie ma za wiele, staram się to ciągle zmieniać, ja uwielbiam testować nowe produkty, jednak nie czuję się mocna w robieniu zdjęć efektom, które zostawiają te kosmetyki. Jednak staram się coś tam pokazać, aby nie być gołosłowną, że skoro produkt chwalę, coś w nim jednak jest. Mam nadzieję, że z czasem nabędę wprawy i moje zdjęcia będą lepsze :)


Dzisiaj kolejne produkty, które otrzymałam od drogerii Estrella.
Chcę wam opowiedzieć o produktach, które najbardziej przypadły mi do gustu :)

Na pierwszy rzut paletka do brwi.


Paletka to niewielkiej wielkości kasetka z dwoma odcieniami.


Do zestawu dołączony jest pędzelek i szczoteczka do rozczesania i ułożenia włosków. Pędzelek- ekstra, non stop go używam, szczoteczka zawsze idzie w ruch przed nałożeniem cienia.


Jeden kolor jest o kremowej konsystencji, drugi suchy po nabraniu pędzelkiem sypki- typowy dla większości cieni.
Odcienie- co widać na zdjęciu różnią się niewiele- i tak samo po nałożeniu na brwi, ten suchy jest odrobinę ciemniejszy. No w każdym razie to mój faworyt, jakoś bardziej przypadł mi do gustu i ze względu na konsystencję i odcień. Oba są bardzo wydaje, pewnie posłużą mi ogrom czasu! Świetnie uzupełniają braki w moich brwiach, jednocześnie dając bardzo naturalny odcień. Myślę że każda brunetka byłaby zadowolona z efektu ;)


Jeśli o tusz chodzi ...


Klasyczna buteleczka dla tuszu.


Szczoteczka jest silikonowa, dosyć prosta, bez żadnych udziwnień.
Konsystencja jest ekstra,od samego początku idealna, przeważnie dka mnie tusze są zbyt rzadkie i aby dawały lepszy efekt musiałyby podeschnąć. Ten nie, super co?
Tusz jest świetny!  Uwielniam efekt jaki daje i to po pierwszej warstwie! Nie znoszę nakładać dwóch i właściwie raczej tego nie robię..



Tutaj oba produkty w akcji :) Dla mnie paletka to istne cudo <3 coś, czego od dawna szukałam. Tusz jest też bardzo fajny, chociaż nie najlepszy jaki miałam.
Niestety tusz nie znajdzie się w denku, bo nie mam bladego pojęcia gdzie jest :D jak się malowałam dałam go Bartkowi aby się czymś zajął i przepadł :D a najgorsze, że jeszcze go wtedy nie użyłam...

Znacie te produkty?

BUZIAKI! :*

piątek, 26 maja 2017

KRINGLE CANDLE: Coconut Snowflake.

Dziś dzień mamy! Mój jako mama już drugi ;) jak na złość Bartek na każdym kroku testuje moją cierpliwość... wstaje normalnie 7-8 a dziś 4:50 oczy otwarte i po spaniu... :o jak się domyślacie padam... :( dodatkowo nerwy, bo zabieg co raz bliżej ostarnie badania, wyniki przed i czasu jak na lekarstwo... chciałabym mieć to już za sobą, za tydzień o tej porze będziemy już wracać do domu... trzymajcie kciuki!

A wszystkim mamom, a w szczególności mojej (mimo, że tego nie przeczyta), wszystkiego co najlepsze! Dużo zdrowia i szczęścia, samych radosnych i przyjemnych chwil! Zero stresów i zero problemów :*


Dzisiaj pierwszy wosk Kringle Candle, o którym będę pisać. Dwa wpadły do mojego koszyka przy okazji ostatnich zakupów, które pokazywałam TU.
Ten ciekawił mnie najbardziej, więc poszedł na pierwszy ogień :) Odpaliłam go już w sumie dawno, niemal od razu jak zrobiłam zdjęcia, ale niezbyt mam ostatnio czas, o czym już wiecie.


'Wosk (Breakable Wax Potpourri) marki Kringle Candle o delikatnym i słodkim zapachu świeżo upieczonych kokosowych ciasteczek.'



Pierwsze, co muszę zaznaczyć- opakowanie <3 no dla mnie bomba! Świetnie się w nim przechowuję resztę wosku, do kolejnych paleń. Dużo lepszy pomysł, niż Yankee.
Opakowanie ma magiczną grafikę <3 jest przecudna <3 Jest dosyć świąteczne, ale czy to ważne?
Nieważne! Powie to każda osoba kochająca kokoski :D

No i ? Czy jest ten efekt, na który liczyłam? Jest jak diabli! Kocham ten zapach, ale nie od pierwszego niuchania. Pierwsze palenie, a właściwie kilka pierwszych jego minut bardzo mnie zawiodło. Na prawdę zapach kompletnie mi się nie spodobał, czułam domieszkę czegoś dziwnego, czego nie potrafię konkretnie nazwać, ale wiedziałam, że to nie jest to.
Wyszłam do kuchni, po sok, kiedy wróciłam poczułam tą boskość!
Pachnie przecudnie śmietankowo-kokosowym budyniem- dla mnie to dosłownie ten zapach, ale i opis jest bardzo trafny.

Ja jako wielbicielka zapachów kokosowych- POLECAM! Na pewno nie raz jeszcze do mnie trafi.. a póki co oszczędzam <3 :D

Wosk znajdziecie na stronie GOODIES, konkretnie TU w cenie 9 zł.


Znacie ten wosk? Wy też jesteście fanami kokosowych aromatów?

BUZIAKI! :*

środa, 24 maja 2017

DermoFuture Precision: Odżywka do paznokci z keratyną i cystyną.

Pogoda całkiem dopisuje prawda? Upał zelżał, ale nadal jest bardzo ciepło :) Świetnie że w końcu jest pogoda adekwatna do pory roku!


Dzisiaj kilka słów o odżywce do paznokci, którą ostatnio testowałam. Otrzymałam ją w ramach współpracy z Twoje Źródło Urody.


Buteleczka z odżywką znajduje się w kartoniku, na którym znajdziemy wszelkie informacje od producenta, oraz skład, ale... W moim przypadku tyłu nie ma- zanim zdążyłam zrobić zdjęcia (tego samego dnia) Bartek się dorwał do kartonika i cały tył wygryzł... i przeżuł :P




Klasyczna buteleczka, typowa dla lakierów i większości odżywek jakie znam. Pędzelek średniej wielkości, bardzo wygodny w użyciu, świetnie nakłada się produkt.

Używam jej od ok 3 tygodni, producent zaleca nakładać ją 2 razy dziennie i wcierać w paznokieć i skórki. Ja używałam ją przeważnie 3 razy. Odżywka ma dosyć przyjemny zapach, dosyć płynną konsystencję i kilka drobinek, które mi zdarzyło się wyłowić zaledwie kilka razy.

Jeżeli o działanie chodzi, odżywka trochę wzmocniła mi paznokcie, owszem złamały mi się dwa, kilka dni temu, jednak to było mega mocne uderzenie, więc nie dziwię się, bez odżywki pewnie paznokcie pękłyby po całości.
Ale co najważniejsze przestały się rozdwajać! Na prawdę miałam z tym ogromny problem, nie mogłam utrzymać ich dłuższych, non stop musiałam skracać. Tym razem udało się utrzymać na prawdę super długie i na komunię mogłam w końcu zrobić sobie hybrydy :) Po zdjęciu zapewne znowu zrobię sobie z dwa tygodnie kuracji, wtedy dopiero nałożę nowe kolory.


Znacie tą odżywkę??

POZDRAWIAM!

poniedziałek, 22 maja 2017

DermoFuture Precision: Kuracja rewitalizująca z witaminą A.

Witajcie :) Wiem, że ostatnio mniej mnie tutaj, ale i na waszych blogach, wybaczcie! Jest to dla mnie dosyć gorący okres w życiu i potrwa to zapewne do ok połowy czerwca. Później mam nadzieję, wszystko się uspokoi i życie wróci na odrobinę (!) spokojniejszy tor :D

Pogoda ciągle dopisuje- na szczęście słoneczko od nas nie uciekło i mrozy nie wróciły, a więc uskuteczniamy długie spacery, szalejemy ile wlezie :))


Dzisiaj przychodzę aby opowiedzieć wam kilka słów o kuracji, której ostatnio używałam.
Jest to rewitalizująca kuracja z dodatkiem witaminy A od DermoFuture Precision, którą testuję dzięki Michałowi z TZU.


Produkt otrzymujemy w kartoniku, na którym znajdziemy wszelkie o nim informacje. Jest on też zapakowany w folię, co ja bardzo lubię. Jest to dla mnie zapewnienie, że do produktu nikt się nie dobierał ;)


Kilka słów od producenta, oraz skład.


W środku znajdziemy malutką buteleczkę o pojemności 20 ml. Buteleczka jest z ciemnego szkła, a produkt dozuje się pipetką. Kuracja zachowuje swoje właściwości przez 12 miesięcy od otwarcia.


Kuracja jest w kolorze żółtym i jest mega wodnista. Konsystencja- dosłownie- wody. Nie jest to wygodne w użyciu, produkt dozowany na palec- spływa, nakrapiany bezpośrednio na buzię- spływa.
Chociaż i tak lepszą opcją jest nakładanie bezpośrednio na twarz no i szybciutko rozsmarować produkt. Moje pierwsze wrażanie mimo trudności w nakładaniu było na prawdę pozytywne! Produkt pachnie bardzo przyjemnie, nawet więcej uwielbiam jego zapach! I żałuję bardzo,że krótko utrzymuje się na twarzy :(

Jeżeli o działanie chodzi, nie mam zastrzeżeń, o tyle, o ile nie potrzebuję jeszcze wielkiego odmłodzenia, zauważyłam kilka zmian w mojej skórze. Widocznie stała się bardziej nawilżona, wyrównał się jej koloryt, nawet blizny potrądzikowe jakby delikatnie zbladły. Skóra stała się bardziej napięta, no zmniejszenia zmarszczek nie widzę, ale ja jeszcze wcale ich u siebie nie widzę.
Najbardziej szukałam w niej właśnie tego rozjaśnienia przebarwień i cieszę się z efektu.
Z jeszcze jednej rzeczy się cieszę- kuracji używam od 3 tygodni, a wystarczy mi jej na jakieś 2 miesiące na pewno, liczę gorąco na jeszcze lepsze efekty! Dowiecie się tego na pewno z denka :)


Znacie ten produkt?

BUZIAKI :*

czwartek, 18 maja 2017

Nowości kwietnia :-) jak z limitem tym razem ?

Właśnie wyjrzało słońce! Chociaż i bez niego dzisiaj 26 stopni pokazuje termometr :) spacerek dziś już zaliczony, może czeka nas jeszcze jeden- zobaczymy czy nie będzie zapowiadanej burzy ;) a wy korzystacie z pogody?? 

Wiem, wiem, kwiecień dawno za nami. Wyszło jak wyszło, dopiero pokazuję swoje nowości :)

Zapraszam!


Szampon kupiłam w osiedlowym sklepiku 'Społem'. Kosztował ok 5,5 nie pamiętam co do grosza :) Taniocha co ?


-szampon nawilżający vianek 16,99
-tonik-wcierka do skóry głowy vianek 15,49
-łagodzący olejek do demakijażu vianek 16,99
Szampon kupiłam z nadzieją na ratunek skóry głowy. Wcierką totalnie dowaliłam sobie skórę... Możliwe że po prostu była już w tak tragicznym stanie, że ostatecznie armagedon. A więc wyleczę i zrobię drugie podejście, o ile się nie zepsuje.
Olejek do demakijażu baardzo mnie ciekawi, słyszałam że jest ciekawy :)


Bartusiowe produkty. Emulsje Emotopic. Balsam BIODERMA, Camilia, dentinox- pomaga nam równie dobrze jak Camilia, pasta do ząbków, do tej pory myliśmy ząbki samą wodą, ale już miesiąc myjemy pastą i w sumie muszę pochwalić Bartka świetnie mu to idzie :) na początku ja szoruję mu ząbki, później szczoteczka musi być w jego rączkach i on je po swojemu szoruje :D świetny widok!
Dodatkowo otrzymałam krem do rąk gratis, trafił na te zdjęcie :)


Limitowane mydełka Isana. Tahiti pachnie obłędnie, drugie jeszcze w zapasach :) W butelce kosztowało 3,49 zapas 2,29.



Gąbeczka Blend It :) Była dodana do gazety. Kosztowała 10,99


Zakupy z okazji -55%. Jednorazowo kupiłam korektor camouflage od wibo, dwie (jedyne dostępne) szminki wibo million dollar lips- uwielbiam!- pomadę do brwi wibo no i dodatkowo nową maseczkę z bielendy. Za te zakupy zapłaciłam ok 30 zł.


Taaak, wiem, znowu woski... Jednak zapachy miesiąca kusiły, ale dodatkowo nowa kolekcja <3
o Viva Havana już pisałam. Za woski zapłaciłam ... 50 zł :P noo i z jednej strony się liczą, bo opisuje je na blogu, z drugiej strony to nie kosmetyki :D

No i to wszytko. Z woskami wydałam prawie 150 zł .... bez wosków prawie 100. Tak źle i tak niedobrze :D Jednak w tym miesiącu pokutuję, obiecuję!


Znacie coś? 

BUŹKA!

poniedziałek, 15 maja 2017

La Nature: Olej Macadamia i Masło Shea.

Weekend był przepiękny!  W większości spędzony na świeżym powietrzu! Pogoda dopisała,Bartek się wyszalał, a ja naładowałam niemal puste już baterie ;) a jak wam minął? Odpoczęliście??


Na spotkaniu blogerek w marcu KLIK otrzymałam cudny zestaw od La Nature <3



Z Bartkiem wzięliśmy się jakiś czas temu za testy, więc jestem już w stanie napisać wam coś więcej o tych produktach.

Na początek masło Shea :)


Masło znajduje się w niewielkim metalowym słoiczku.


Myślę, że widać to na zdjęciu, masełko jest mega gęste, konsystencja dosłownie stała. Trzeba je 'wybierać' ze słoiczka.


Takie to wręcz granulki ;) Ale pod wpływem ciepła i wmasowywania zamienia się w gęsty olejowy balsam, tak bym je nazwała.
Ja go używam raz w tygodniu na stopy, dzięki niemu są tak miękkie, że użycie go raz w tygodniu na prawdę wystarczy.

Jednak głównie używam go dla syna. Ma alergię na białko mleka krowiego. Od jakiegoś czasu co chwila prowokujemy organizm podając odrobinę jakiegoś produktu niskobiałkowego, oczywiście pod nadzorem i za poleceniem lekarza :)

No ale nie ma co gadać, zawsze jakieś plamki się zdarzą, i właśnie na takie awaryjne sytuacje, na mocno suche plamki używam tego masełka. I na prawdę, nie kłamiąc polecam gorąco! Jest to najlepszy produkt, jaki mieliśmy do tej pory. Najszybciej radzi sobie z problemem. Przez dwa dni nakładałam je na skórę Bartka i po tych dniach po zmianach nie było ani śladu! Dosłownie! Byłam zaszokowana, ale i bardzo zadowolona!


Teraz Olejek Macadamia :)


Mała buteleczka z ciemnego szkła- plus. Produkt dozujemy pipetką- dla mnie świetne rozwiązanie, olej nakładałam na włosy. Właściwie zostało mi go na raz, czyli taka buteleczka to u mnie  trzykrotne olejowanie.


Kilka słów od producenta, skład.


Typowy olejek, gęsta, treściwa konsystencja.
Zapach przecudny! Uwielbiam! Tak samo pachnie dla mnie olej ze słodkich migdałów!
Olej nakładałam głównie na skórę głowy i głównie włosy od połowy w dół. Na środek długości nakładałam tylko tak z grubsza. Po prostu pożałowałam produktu, włosy mam mega długie, pewnie takie opakowanie starczyłoby na raz i trochę :P Nakładałam na najbardziej problemowe miejsca. Włosy były po nim przyjemnie miękkie, fajnie je wygładzał i domykał łuski.

Ogromną nadzieję miałam, że pomoże mi nawilżyć i odżywić skórę głowy- na to liczyłam najbardziej. Jest ona ostatnio w na prawdę w tragicznym stanie.
Niestety nie pomógł. No ale cóż, czy cokolwiek mi pomoże? Sama już nie wiem co robić. Mam jakieś strupy, sypie mi się z głowy jakby śnieg sypał.. Nic nie pomaga, kupiłam szampon Vianek nawilżający, ale do tej pory dwa razy go użyłam, ciężko mi więc stwierdzić czy on coś.. Ahh.
Może któraś z was mi coś podpowie??


Znacie masło shea i olej z macadamii?

BUZIAKI! :*