piątek, 15 grudnia 2017

YVES ROCHER: Zmysłowy krem do rąk kokos.

Witajcie Kochani!
Dzisiaj mieliśmy dzień otwarty w przedszkolu, oczywiście nie mogło mnie zabraknąć <3 To była tylko godzina, ale wspaniale spędziłam ten czas, razem z Bartkiem śpiewaliśmy, trochę tańczyliśmy i wspólnie wykleiliśmy choinkę! Możżecie podejrzeć na instagramie, jak się nad nią rozczulam :D Zapraszam.

<<Double_identityblog na instagramie.


Dzisiaj chciałam wam opowiedzieć o moim doświadczeniu z nowym kremem do rąk od Yves Rocher. Jak tylko zobaczyłam cały zestaw kremów na ich fanpage'u zapragnęłam mieć przynajmniej kokosowy, kokosowy obowiązkowo!
Niestety nadszedł czas, kiedy moje dłonie potrzebują mega dawki nawilżenia i odżywienia. Z nadzieją na cudny zapach, ale i działanie przy najbliższej wizycie w Yves Rocher, skusiłam się.


Urocza tubka, 'metalowa', kojarzy mi się z kremami do rąk L'Occitane, tam widziałam takie jako pierwsze, zresztą miałam dwa, ale daaawno. ;) Minusem jest pojemność.. to tylko 30 ml.


Skład :)


Krem jest koloru białego i ma dosyć lekką konsystencję, mimo że wygląda na porządny i zbity. Łatwo się rozsmarowuje i ekspresowo wchłania.
Zapach ma cudny! No przepiękny! Zero sztuczności, idealny słodki kokosik!

I tyle plusów. Krem jest na maksa lekki, szczerze powiedziawszy to najsłabszy krem jaki miałam od daawna. Taką pogodą, mam mega problem ze skórą dłoni. Są wysuszone, skóra piecze i pęka.
Niestety krem nic na to nie zaradził. Dosłownie zero poprawy, gdzie wiadomo w takich kryzysowych sytuacjach ulga potrzebna jest natychmiastowo, a tutaj tego brak :(
Jestem masakrycznie zawiedziona :( Liczyłam na niego! A jak poniuchałam to liczyłam razy 10!
Ehhh. Wracam do ulubieńca, który ratuje moją skórę dłoni, ten zużyję, bo niemal dobija dna, potrafię go używać 3-4 razy w ciągu godziny a i tak dłonie nadal są w opłakanym stanie .. Niestety jest też niewydajny, spokojnie można go zużyć w 2 tygodnie. Płacić 9,99 zł za krem aby używać go przez tak krótki czas? Hmmm, kiepski biznes. Za 100 ml, ok, ale nie 30.

Znacie ten krem? Jakie kremy do rąk możecie polecić?

BUZIAKI, KAŚKA :*

wtorek, 12 grudnia 2017

NOWOŚCI LISTOPADA.

Witajcie Kochani! 
W przedszkolu idzie nam co raz lepiej! Bartek się już niemal całkiem zaadaptował;) Śpi, sam zasypia! To dopiero wyczyn, w domu nigdy ;) Nooo sporadycznie raz na pół roku :D :D
A tu codziennie! Tylko jeszcze nie przekonał się do jedzenia... Niezbyt chce cokolwiek próbować, no ale mam nadzieję, że się to zmieni.
Niebawem przysiądę do wpisu na ten temat. Właściwie to już go trochę zaczęłam, ale to temat na głębszą refleksję, a z czasem ostatnio krucho, więc więcej tu recenzji :) W każdym razie tworzę, na pewno się coś pojawi!


Dzisiaj pora na nowości listopada! Już niemal połowa grudnia, ale tak się złożyło, że dopiero teraz mam jak wam pokazać co nowego mi przybyło :)


Przesyłka od Nivea :) fajny zestaw, jednak powędrował dalej. Nie lubię przetrzymywać takich produktów, bo niezbyt u mnie schodzą- używam okazjonalnie. Komuś innemu sprawił dużo radości :)




Zamówienie z kontigo.... :D no było -50%! No musiałam kupić mydełka Yope <3 no i chociaż jeden żel Biolove! Ziaja wpadła przy okazji, tanioszka! Dam jej drugą szansę ;)
Za to wszystko na obu zdjęciach zapłaciłam równo 60 zł!
To przecież niemal za darmo ;)


Do zamówienia dostałam aż tyle gratisów! Dziękuję kontigo!


Nowości (?) Isanki! po 3 zł każdy!


Gumimisie :D żelki na włosy ;) niebawem recenzja!


Zakupy w Yves Rocher ;) Płukankę już recenzowałam. Recenzja kremu niebawem się pojawi. Ale żel... to dla mnie pomyłka. Kompletnie innego zapachu się spodziewałam, żałuję, że nie poniuchałam w sklepie, bo na prawdę bym go nie wzięła.. Sugerowałam się żelem malina i mięta z Oriflame, ale niestety... to nie to. Zapłaciłam za to ok 27 zł :)

<<Płukanka do włosów z octem z malin.


Nie zaszalałam jakoś mocno, kupiłam też woski, właściwie wymieniłam punkty, dopłacając jakieś 2-3 zł, ale zapomniałam pstryknąć fotki, a dwa już rozbebrane, więc nima ;P


Znacie coś? Czego recenzji jesteście najbardziej ciekawi?

BUZIAKI, KAŚKA :*

niedziela, 10 grudnia 2017

YANKEE CANDLE: Fireside Treats.

Witajcie!
Weekend i po weekendzie co? A Święta zbliżają się wielkimi krokami! Jak wasze przygotowania? Choinka już ubrana? :P U nas jeszcze nie, zastanawiamy się czy wcale w tym roku sobie nie darować, bo jestem na 100% przekonana, że w ciągu godziny od ozdobienia będzie leżała na ziemi ;)))
Jednak w tym tygodniu mam mnóstwo rzeczy do zrobienia! Przede wszystkim wynaleźć prezenty! Pierniki, pierogi, umyć okna, dwa dywany- ale to jeśli znajdę czas :D no i wiadomo że i bez dodatkowych rzeczy codziennie jest co robić, także tydzień będzie intensywny ;)
Mam nadzieję jednak, że znajdę kilka chwil by też odpocząć ;)

Dzisiaj jednak zapraszam was na kolejny opis zapachu. Tym razem znowu do łaska wraca YC z Fireside Treats.

Etykieta mówi wprost! Słodycz, słodycz, słodycz! Nie przepadam za tymi piankami, jednak takich z ogniska jeszcze nie jadłam! Zapachy słodkie lubię, jednak nie byłam pewna, czy ten przypadnie mi do gustu.


'Wosk z aromatycznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: opiekane pianki.'


Wosk na sucho... nie spodobał mi się.  Był dziwny, czułam jakieś perfumy, męskie, jednak kompletnie nie nadające się dla mnie i mojego faceta :D rzecz w tym, że żeby mój facet tak pachniał, nie byłby moim facetem. Zagmatwane, ale chyba zrozumiałe :D

Zapach jest bardzo intensywny! Wychodziłam w trakcie palenia do drugiego pokoju karmić syna, drzwi przymykałam jak zawsze, wcześniej również były przymknięte, zapach było dobrze czuć ;)

Zdecydowanie czuć  pianki, takie cukrowe z maluśą domieszką wanilii.
To jeden z tych mega słodkich, ale przełamanych nutą czegoś ... niesłodkiego, bliżej mi nieokreślonego :D
Tych perfum, o których wspominałam wyżej. po odpaleniu nie czuć, na szczęście.
Lubię ten zapach, dla mnie jest idealny na chłodne wieczory, cudownie otula, poprawia humor, wystarczy książka i coś gorącego w kubku i wieczór idealny!


Wosk możecie kupić na stronie Goodies, dokładnie TU, w cenie 9 zł.

Znacie ten zapach? Lubicie? Jakie inne słodkie zapachy możecie polecić?

BUZIAKI, KAŚKA :*

piątek, 8 grudnia 2017

Avene: Żel oczyszczający do mycia twarzy, do skóry tłustej z niedoskonałościami.

Witajcie :)
Korzystając z wolnej chwili, kiedy Bartosz jest w przedszkolu, a ja mam wszystko ogarnięte... siedzę i patrzę się w ścianę :D Wierzcie mi, to taki relaks :D staram się ogarniać wszystko na maksa szybko, żeby móc z 10-15 minut dziennie tak posiedzieć przy niczym, z kawką. Pomyśleć o tym jak tam Bartuś i ze spokojem go odebrać. No i fajnie jest móc wszystko zrobić raz, dwa trzy, a nie jedną rzecz cały dzień:D wiadomo jak to z dzieckiem. Różnie jest. W każdym razie dzięki temu całe popołudnie mam wyłącznie dla Bartka, bez żadnego ALE. Zaczynam trochę odpoczywać, ostatnie miesiące (zęby przede wszystkim) dały nam w kość. Nocki masakryczne, dłuższy czas nie przespałam ciągiem 2h... A ile tak można. W każdym razie trochę się poprawiło, chyba ząbki odpuszczają, albo się przebiły, postaram się w weekend 'wymacać', bo Bartkowi ciężko zajrzeć do buźki :P przecież toto nie posiedzi w miejscu ani chwili :D

Wracając do głównego tematu. Chciałabym wam dzisiaj opowiedzieć kilka słów na temat żelu do mycia twarzy Avene, który znajdował się w listopadowym Joyboxie. Tak w ogóle to dwa dni temu zamówiłam grudniowy :P niebawem przyjdzie, na pewno pokażę wam zawartość! :)

<<Zawartość pudełka Joybox, edycja 'The Look'.


Nieduża buteleczka o pojemności 100 ml. Produkt dedykowany skórze tłustej z niedoskonałościami. Czyli mojej.


Kilka informacji od producenta.


Skład. Mniej więcej widoczny, w razie czego piszcie, spiszę z opakowania ;)


Otwarcie na zatrzask. Wolałabym pompkę. Plus taki, że maaało prawdopodobne że opakowanie otworzy się w podróży. Czasami się siłowałam, aby otworzyć :P tym bardziej kiedy nie chciałam ułamać pazurka. Dziurka niewielka, ale idealna aby dozować produkt, tym bardziej że buteleczka nie jest z twardego plastiku.


Żel jest przezroczysty o lekko błękitnym zabarwieniu. Żel bardzo mocno się pieni, pachnie przyjemnie, świeżo.


Tutaj widzicie zniesmaczenie. Niestety żel miał mega krótki termin, to tylko traf chciał, że wykończyłam myjadło i poszedł automatycznie pod prysznic. Trochę niefajnie jednak, że w pudełku znajdują się takie produkty... I ten dopisek 'Próbka bezpłatna. Nie do sprzedaży'. Kompletna kicha.
Mam nadzieję, że grudniowe będzie z lepszymi terminami...

Wyżej wspomniałam, że żel mocno się pieni. Żel pieni się jak wściekły! Niestety nie oszczędza przy tym moich oczu ... No nie umiem umyć twarzy, kiedy chociaż odrobinka żelu się tam nie dostanie, ok właściwie nie żelu a piany. Piecze jak cholera! Co prawda wystarczy przepłukać oczy wodą, ale kilka chwil wystarczy by oczy były podrażnione. A weź je otwórz i znajdź słuchawkę od prysznica! No weź no. Nie polecam osobom z wrażliwymi oczami!

Generalnie myje fajnie, dobrze oczyszcza, super matowi, nie zauważyłam by jakkolwiek ograniczył powstawanie zaskórników, z czym mam teraz spory problem. Nie podrażnił mojej skóry, no oprócz oczu, nie uczulił mnie.
Makijaż rozmazuje, ale to mnie nie dziwi, nie służy on demakijażowi. W tej kategorii zdarzały się gorzej rozmazujące :P

Generalnie moja skóra ostatnio mnie nie rozpieszcza. Nie mogę trafić z żadnym produktem, mam wrażenie, że wszystko mnie zapycha, albo podrażnia.. Nie wiem czemu tak się dzieje.
Nie winię go za żadne wysypy, bo wiem, że to nie wina żelu.
Ale nie popisał się niczym szczególnym. Dla mnie to średniaczek. Wiem, że nie należy do najtańszych żeli dostępnych na rynku, znam mnóstwo, o wiele lepszych, i tańszych, więc ten na pewno do mnie już nie wróci.


Znacie ten produkt??

BUZIAKI, KAŚKA :*

środa, 6 grudnia 2017

DENKO LISTOPADA #11 ;)

Witajcie!
Dziś Mikolajki! Byliście grzeczni? Mikołaj was odwiedził?.;) u nas tylko Bartka w tym roku :D ale synek zadowolony, nawet w przedszkolu był Mikołaj, ale Bartuś się go bał ;P
Nowe książeczki i drewniane układanki, to prezenty które ostatnio cieszą go najbardziej, więc dokładnie na to postawił Św. Mikołaj ;)

Grudzień już nas przywitał, kilka dni temu!
Pora więc na denko! Jak co miesiąc zapraszam na przegląd pustych opakowań, produktów, które razem z mężem i synem wykończyliśmy w grudniu ;)


HIGIENA: 


* standardowo chusteczki Velvet, cała masa w tym miesiącu :D A co my z nimi robiliśmy? :D Widać że 'odpieluchowywanie' idzie nam kiepsko :P
* wkładki Bella, fajne, co prawda nie przebiły Facelle, ale mega drogie, za te opakowanie zapłaciłam ponad 6 zł!


PODNIEBIENIE: 


Niezła kategoria, co? :D no w każdym razie sporadycznie chcę wam pokazać coś spożywczego, jeśli mocno wpadnie w mój gust ;)
* Herbatka 'Twój ogród'- świetna! Najulubieńsza od dawna! Kompletnie jej nie słodzę a jest pyszna! Skład ok ;)
* Herbatka Green Hills- pyszna.... ale. W połowie może torebeczek odrywając, na prawdę delikatnie, sznureczek od materiału woreczka, powstawała w niej dziura, niestety więc herbatka bez fusów... była z fusami. Nie wiem, czy to tylko mi się trafił taki egzemplarz??


TWARZ: 


* Maska Bani Agafii- tonizująca. Hmm, nie powiem, fajnie matowiła, widać było buzię uspokojoną, ale dopiero ok pół h po zmyciu. W trakcie nakładania już pojawiało się mega pieczenie, po zmyciu buzia paliła i była czerwona jak rak. Co prawda to dosyć szybko mijało, nie raz na początku zmyłam ją niemal po nałożeniu, ale raz się przełamałam. Daje fajne, naprawdę fajne efekty, ale te pieczenie, zaczerwienienie.... nie wiem.
* Maseczka-peeling Fitomed. Fajny, ale. Czegoś mi brakowało. Z kwasem mlekowym, jednak tak mały jego procent nie daje u mnie żadnych efektów.
* Krem pod oczy Beauty oil, pisałam o nim TU, fajny, bardzo go polubiłam!
* Hialuronowy wypełniacz do ust, dermofuture. Super na wyjścia, pisałam o nim TU.


*płatki kosmetyczne Bebeauty- i jedne i drugie super! ;) Polecam!


* micel AA- średni. Jakoś miałam wrażenie, że mi nie służy. Żebym się nie podzieliła nim z siostrą, pewnie bym wylała...
* wylała tak jak ten tonik! MASAKRA! NA maksa mnie podrażniał, piekło mnie każde zaczerwienienie, nie daj Boże pryszczyk! Oczy? Oczywiście że starałam się omijać okolice oczu, ale nawet używany w okolicy brwi powodował mega podrażnienie moich oczu, łzawienie. Strasznie też śmierdział spirtem ... Totalny bubel :/


BARTEK: 


* Bartkowy balsam Bioderma, pisałam o nim TUTAJ, nadal NAJLEPSZY!
* olej z pestek malin- używaliśmy przez dwa sezony jako filtr UV, w sensie Bartkowi. Mnóstwo zostało i mi na włosy, termin pękał ;)
* olej ze słodkich migdałów- super się sprawdził i w Bartka pielęgnacji i ja z raz go użyłam na skórę głowy. Polecam ;) muszę domówić.
* Linomag- najlepszy! Kolejne opakowanie, zapas już w użyciu, kolejna tubka w przedszkolu w razie W.
* Dentinox- bardzo dobry, jednak teraz, kiedy wychodzą nam aż cztery piątki na raz, pomaga na bardzo krótko :(


DŁONIE I ZAGUBIONE OB I PRÓBKA PERFUM ;)


* mydełko Balea- ładnie pachniało, jednak bardzo słabo, szkoda..
* zabieg Marion- peeling ok, ale ta maska parafinowa.... jakaś totalna porażka ;) nie dość, że było jej tyle że mogłabym 4 dłonie nasmarować po drugie jak włożyć po jej nałożeniu ręce w foliowe rękawice....  włożyłam, ale tym bardziej mnie wkurzało to, więc zdjęłam i wmasowywałam. Dla mnie kicha. Tylko uwaliłam fotel tak ciekło ;)
* Ob- super, jak zawsze ;)
* próbka perfum YR- nie mój zapach ;)

WŁOSY: 



* odżywka bez spłukiwania Hegron- bardzo ją lubiłam, pisałam o niej TUTAJ.
* płukanka octowa z malin YR- świetny produkt, polecam! Muszę dokupić! KLIK
* świetna odżywka Joico! Polecam! RECENZJA


* szampon Dr Sante KLIK. Taki bardzo średniaczek. Używał mąż i ja do mycia pędzli. Był dla mnie łagodny, to go ratowało, ale trzeba było kombinować aby się pienił.
* szampon Vis plantis z dziegciem. Super dla problemowej skóry głowy. KLIK


CIAŁO: 


* Isana Elegance. Kompletnie nie w moim guście zapach... Czasami żałuję, że kuszę się na coś nie wąchając w sklepie :P no ale weź otwórz, aby powąchać i odstaw.. ja tak nie umiem :P
* Isana wiśnia i lukrecja- spoko, ale kompletnie nie mój zapach ;)
* Mężowy Old Spice- jeden z ulubionych! Przede wszystkim świetnie pachnie! I mega, mega długo go czuć! Świetnie się pieni, super oczyszcza i nie podrażnia! Mąż poleca ;)
* żel mythos, bardzo ziołowy zapach, działanie ok, ale zapach ble :P


*  nie pierwsze, nie ostatnie op! Ulubiony dezodorant męża ;)
* żel do higieny intymnej Miravena- nowy wariant, ja używałam i polubiłam, męża podrażniał.
* mydełko do namydlania skarpetek :D nie pachnie tak jak myślałam, że będzie :D
* peeling W&B, fajny, fajny, sporo czekał na swoją kolej, ale jest przyjemny ;)
* olejek do opalania Bielenda bikini. Lubiłam, wywalam, w końcu jest po terminie ;)


Całkiem spore zużycie ;) nieźle nam poszło! Oby i grudniowe było pokaźne, wtedy czuję chociaż delikatne usprawiedliwienie tego, że ciągle coś przybywa.


Znacie coś? 

BUZIAKI, KAŚKA! :*

poniedziałek, 4 grudnia 2017

KRINGLE CANDLE: Hot Chocolate.

Witajcie!
Zima zawitała po raz kolejny :) Dziś na tyle porządnie, że do przedszkola wiozłam Bartka 20-30/h :D także ekstra ekstra :D ze mnie super kierowca hihi, więc poszło nam ekstra 👌

Dzisiaj kilka słów o nowym zapaszku, tym razem od Kringle Candle ;)
Zastanawiałam się nad nim, w sensie czy mógłby mi przypasować, bo teraz trochę ostrożniej dobieram zapachy ;)


'Wosk (Breakable Wax Potpourri) marki Kringle Candle o głębokim, bogatym aromacie gorących ziaren kakaowca z nutą słodyczy.'
żródło.


Lubię woski Kringle, za opakowania! nie potrzebuję do otwartego woreczka, pojemniczek jest super, chociaż nie jest mega szczelny.

Etykieta sugeruje baardzo słodki zapach! Widnieje na niej kubek z tytułową gorącą czekoladą ze słodkimi piankami!
Co prawda ja za piankami nie przepadam, ani w kawie ani wcale, ale lubię słodkie zapachy, więc sugerując się etykietą i opisem powinnam zapach polubić ;)

No ale właśnie, jeśli o zapach chodzi. To dokładnie taki zapach jak w opisie, ziarna kakaowca z odrobiną słodyczy. Zdecydowanie czuć te kakao, to coś w stylu gorzkiego kakao ale z cukrem. chociaż nie, z piankami, bo cukier nie pachnie :D :D
Jest fajny, ale nie jest to mój hit ;) przyjemny, ale to na pewno nie to ;)


Wosk znajdziecie na stronie Goodies, dokładnie TU, w cenie 12zł.


Znacie ten zapach? Lubicie?

BUZIAKI, KAŚKA :*

sobota, 2 grudnia 2017

Lakier do paznokci zila dostępny w drogeria.pl

Witajcie!
Zmęczeni całym tygodniem przedszkola, leżakujemy dziś w domu. Dzień lenia pełną parą. Proste śniadanie, prosty obiad, zabawa przez cały dzień ;) Czasami tego nam trzeba. Nocki odkąd Bartek chodzi do przedszkola to masakra. Śpi w przedszkolu 15-20, zasypia 2-3 godziny później i godzinę lub nawet dwie wcześniej wstaje... Już nie wspominając o tym, że prawie całkiem zrezygnowaliśmy z mleka w dzień to w nocy co godzina minimum wstaje ;) jest super, matka to zombie :D


Dzisiaj szybciutka recenzja lakieru Zila, który jest dostępny na wyłączność w drogerii DROGERIA.PL


Lakier znajduje się w klasycznej, typowej dla lakierów buteleczce.




Długi, ale dosyć wąski pędzelek, wygodny w użytkowaniu.


Paznokcie po jednej warstwie lakieru.


Tutaj już dwie warstwy ;)

Lakier testowała siostra :)
Jest zadowolona z koloru, uważa że dwie warstwy są wystarczające. To nie jest lakier, który ma dać całkowite krycie, tutaj rządzi klasyka,  a to jest transparentny, pudrowy róż.
Łatwo się maluje, dosyć szybko schnie, jednak nie jest bardziej trwały, niż inne klasyczne lakiery.

Podsumowując, jest to klasyczny średniaczek. Plus za kolor, i właśnie ta transparentność to największa zaleta ;)


Znacie lakiery zila?  Jak się u was sprawdziły?

BUZIAKI, KAŚKA :*

czwartek, 30 listopada 2017

ISANA: Żel pod prysznic o słodkim zapachu wiśni i lukrecji.

Witajcie!
W przedszkolu wszystko idzie w świetnym kierunku!  Dziś spadł śnieg, drugi raz, ale dziś... dużo i go widać! Zima przyszła ;))


Dzisiaj chciałabym wtrącić kilka swoich słów. na temat limitowanego żelu Isana o zapachu wiśni i lukrecji.


Ładne opakowanie, prawda? Butelka o pojemności 300 ml, bardzo typowa żelom Isany.


Kilka słów od producenta, skład.


Typowe otwarcie, na zatrzask. Czasami bardzo głośno się otwiera, aż drżę czy nie obudzę syna :D


Żel jest półprzezroczysty, lekko różowy. Gęsty, żelowy.

Świetnie się pieni, dobrze oczyszcza skórę nie podrażniając jej. Generalnie lubię żele Isana, tym bardziej, że cena nawet bez promocji jest bardzo do przyjęcia, a wręcz śmieszna, ok 4 zł.
Jednak w promocji można je kupić za ok 3 zł ;)

Ale dla mnie w przypadku edycji limitowanych, głównie o zapach chodzi. Jak w tym przypadku?
Liczyłam na wiele, nie zaprzeczę. Ale zawiodłam się ;) To kompletnie nie mój zapach,
Fakt, jestem fanką słodkich zapachów, ale tutaj jest coś co mi się nie podoba i myślę, że to ta wiśnia, nie lukrecja.
W każdym razie liczyłam na co innego, chociaż nie wiem czemu, przecież głównie czuć wiśnie...

Niestety nie został on moim faworytem, a szkoda.


Znacie ten wariant żelu Isana? Lubicie te 'rossmannowskie żele'?

BUZIAKI, KAŚKA :*

wtorek, 28 listopada 2017

YANKEE CANDLE: Magic Cookie Bar.

Witajcie Kochani :)
Zimno za oknem nastraja na palenie wosków, świec. Coraz większy mam apetyt na słodkie zapachy, wczoraj złożyłam zamówienie na Goodies, wrzucając do koszyka niemal same słodkości! Mam nadzieję, że osłodzą mi te zimno, bo wierzcie mi, bez szlafroka to ja nie posiedzę wieczorkiem! Gorąca herbatka/kawa inka, szlafrok, laptop lub książka i mąż obok, paplający o wszystkim i niczym :P A no i obowiązkowo wosk lub świeca! Dzisiaj kilka słów o tej słodkości!


'Wosk z aromatycznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o zapachu czekolady, wiórek kokosowych, brązowego cukru oraz słodkiego toffi'
żródło



Piękna etykietka kusząca przepysznym ciasteczkiem! Kolor wosku przypominający karmel ;)
Jeżeli o zapach chodzi, uwielbiam go! Mega słodziuśkie ciasteczko, kokosowo-karmelowe. Na myśl przychodzi mi od razu moje ulubione ciasto 3-bit :P uwieelbiam, ale wieki nie jadłam.. A chyba trzeba by było przypomnieć sobie ten smak! Zapach jest mega intensywny, szybko rozszedł się po pokoju, a momentalnie czuć go było w całym domu! Jeden z najintensywniejszych zapachów jakie miałam ;)
Nie powoduje u mnie absolutnie żadnego bólu głowy, ani innych przykrych dolegliwości ;)


Jeżeli ktoś lubi słodkości, nie zawiedzie się! To jeden z moich ulubieńców, myślę że nawet odrobinkę konkuruje ze Snowflake Cookie.


Wosk jest dostępny na stronie Goodies, dokładnie TU, w cenie 9zł.


Znacie ten zapach? Lubicie takie nietuczące słodkości? ;)

BUZIAKI, KAŚKA:*

niedziela, 26 listopada 2017

YVES ROCHER: Płukanka do włosów z octem z malin.

Witajcie!
Ostatni dzień weekendu trwa ;) pogoda ponura.. a miałam malutką nadzieję na słoneczko! Ale jeszcze wcześnie, a moooże się pojawi ;)) spacerek tak czy jak obowiązkowy! Sporo się nam nazbierało chlebka z tego tygodnia, więc na pewno zabłądzimy nad rzekę żeby rozrzucić go kaczuchom i łabądkom! Bartek jest bardzo 'zwierzęcy'. Jak widzi kotka, pieska, ptaszka a nawet muchę! podziwia, oglada, zachwyca się i chce dotykać ;) Wiadomo nie wszystko się da, nie wszystko też mama pozwala :P
Lubię odwiedzać mego brata, mieszka z żoną i dziećmi w moich rodzinnych stronach (ok 100km z Augustowa), u nich zwierzyniec pełną parą! Trzy koty, dwa psy! Bartek czuje się tam jak w raju, a to cudowny widok jak nie może przestać się zachwycać! Żałuję, że my ani kotka ani pieska do tej pory sobie nie sprawiliśmy :( teraz to już niezbyt jest jak, te marzenie musi zaczekać ;) ale nie znaczy, że się nie spełni, prawda? ;))


Dzisiaj słów kilka o płukance z octem z malin od Yves Rocher. W ostatniej ulotce była taka promocja, że do dowolnego zakupu, była dołączana płukanka octowa z malin!
Bardzo mnie to ucieszyło, bo od dawna chciałam ją wypróbować!


Płukankę otrzymujemy w ładnej, niewielkiej buteleczce z przyjemną, taką prostą i konkretną grafiką.
Małe malinki- super, super :P


Kilka słów od producenta ;) Ja tylko bym dodała, że należy dosyć obficie skropić płukanką ;)

Produkt zachowuje swoje właściwości w 6 miesięcy od otwarcia.


Skład.


Otwarcie. Na początku mnie denerwowała ta mała dziurka, no jakoś tak niezbyt dobrze wydostawało mi się produkt. Na rękę- no płukanka ma konsystencję wody, więc to nie był dobry pomysł, zanim trafiała na włosy cała byłam w niej ;)
Więc przelałam ją do pojemnika z atomizerem... i co? klapa! Przeprosiłabym te opakowanie, ale nie potrafię go otworzyć :P
Więc męczę się i tak sobie pryskam i pryskam i pryskam. A jednak stwierdzam, że z buteleczki bezpośrednio na włosy to był najlepszy sposób ;)

Bo sęk w tym, że moje włosy płukankę chłoną i potrzebują jej dużo!
Więc każdemu, kto zamierza jej użyć radzę: trzeba nalać na włosy (ja leję też na skórę głowy) dosyć dużą jej ilość.

Dla mnie to cudeńko! Włosy robią się po niej takie mięciutkie, takie przyjemne w dotyku, świetnie, no wręcz świetnie się rozczesują!  Są gładkie i lśniące! Skóra głowy wyciszona i ułaskawiona! Jakie to jest cudowne! A dodatkowo ten zapach! Cudowny, słodki, owocowy lekko kwaskowaty, no idealny!

Na pewno, na pewno kupię ponownie! To jest mój hit, jak stąd do Afryki!


Znacie tą płukankę?? Może jakieś inne tego typu produkty możecie polecić?

BUZIAKI, KAŚKA :*

piątek, 24 listopada 2017

PALMERS: Kokosowy balsam do ciała.

Witajcie!
Dzisiaj była piękna pogoda, w przedszkolu co raz lepiej! I mimo marudzenia z niewyspania ten dzień zaliczam do udanych :)


Dzisiaj kilka słów o balsamie Palmer's, który otrzymałam na sierpniowym spotkaniu w Białymstoku. Sama produkt wybrałam, więc jak tylko wykończyłam otwarte mazidła zabrałam się za testy. Używam go już od ok 1,5 miesiąca myślę, że nawet prawie 2 ;)

<< Sierpniowe spotkanie w Białymstoku.


Zgrabna buteleczka o pojemności 250 ml. Podoba mi się bardzo kształt opakowania, wszystkie balsamy palmers mając coś w ten deseń, a balsamy palmers znam ;)
Klasyczne i zarazem kultowe masło kakaowe! Cud miód <3


Skład :)


Kilka informacji od producenta ;)


Otwarcie na zatrzask, bardzo typowe dla balsamów, wiadomo, że poręczniejsza byłaby pompka, tym bardziej przy tak gęstej konsystencji, a wierzcie mi- jest gęsty.


Kolor biały, konsystencja gęsta, kremowa. Balsamo-masło rzekłabym.
Na pewno pod koniec będę musiała postawić butelkę do góry nogami, bo inaczej nigdy nie 'strzepię' balsamu na dół :D

 Pachnieee przecudnie! No piękny głęboki kokosik, zero sztuczności! Słodki, soczysty kokos! Zapach jest bardzo intensywny i mega długo czuć go na ciele, a na drugi dzień, rano kiedy zdejmuję koszulę nocną, czuję go na koszuli. Drugiego wieczoru przed kąpielą czuję zapach balsamy na koszuli, którą założę po kąpieli ;) Zapach na ciele jednak nie utrzymuje się aż tyle godzin. Ale 2-3 czuć go bardzo mocno.

Jeżeli o działanie chodzi jest świetny! Super nawilża, wygładza i napina skórę. Nie nawilża pobieżnie, daje efekt na dłużej, tak że jeśli na drugi dzień biorę szybką kąpiel i nie mam czasu na smarowanie- zdarza się tak- nie dzieje się żadna tragedia! Skóra nadal jest przyjemna w dotyku i dobrze nawilżona.
Jest też wydajny, używam go ponad 1,5 miesiąca i jeszcze trochę go zostało :) Fakt zdarza mi się nie balsamować codziennie. Jednak rzadko.

Jestem pewna, że do niego wrócę. Zapach, działanie, no warto!


Znacie ten balsam? Jakie inne produkty palmers możecie polecić?

BUZIAKI!