niedziela, 15 października 2017

NOWOŚCI WRZEŚNIA.

Witajcie Kochani ;) W tym miesiącu dosyć późno, ale są! Pora na nowości października ;)
Zapraszam na przegląd!


Moony Book! Świetna sprawa, serio polecam! Sami popatrzcie, ja utworzyłam naszą 'rodzinną' historię w tej małej książeczce. Chronologicznie poklikałam zdjęcia i jestem zachwycona!


Maluśki, może 3-tygodniowy Bartuś. Cudo <3


Misiaczek w czasie drzemki <3


Misiaczek tak się uśmiechał w czasie snu! U mamci zawsze najlepiej się spało <3


Chrzciny Bartka :) 02.05.16 Jaaaki maluśki był! Co do jakości uprzedzam- moje zdjęcia były kiepskie. To nie wina książki ;)
Na książkę otrzymałam Voucher na Spotkaniu Blogerskim w sierpniu ;)

<<Sierpniowe Spotkanie Blogerek w Białymstoku.


Olejki od Cosnature <3


Moja wygrana w konkursie ;) miesiąc wcześniej kupiłam sobie mgiełkę i jeden z balsamów ;)

<<Olejkowa mgiełka do ciała Lirene KORAL MORSKI.


Paczuszka od Nivea. Kremy są w rozdaniu, nie uda mi się ich zużyć. Maseczkę zrecenzowałam.

<<Rozdanie na Instagramie! Zapraszam
<<Maseczka 1-minutowa Urban Skin Detox.


Zakupy na promocji w Rossmannie ;) Generalnie nic nie potrzebowałam, ale to taka skromna zachciewajka ;) piankę musiałam wypróbować, bo wariant rabarbarowy znam i pisałam o nim. Olejki z bielendy bardzo kusiły, więc są i one ;) Komplet kosztował ok 30zł.



Tutaj zakupy męża. Też na wyżej wspomnianej promocji ;)



To cudeńko dostałam od Bratowej <3 Muszę poczytać, pooglądać jak się tego używa :D



Duet dziegciowy od Vis Plantis. Na pewno pojawi się recenzja. Za zestaw zapłaciłam grosze, bo serum z krótkim terminem kosztowało ok 4 zł ;) Za duet zapłaciłam 30 zł.


Soczewki. Ale więcej ich nie kupię. Muszę dorwać okazję gdzieś na necie i kupić coś lepszego. Myślałam, że to przypadek, ale bolą mnie od nich oczy. Okulary mają takie same minusy i nic się nie dzieje. Dodatkowo strasznie strasznie się rwą.. Z żadnymi nigdy nie miałam takich problemów. Kosztowały 24,99zł.


Dwie maski od 7th Heaven. Pisałam o nich, uwielbiam je, są świetne! 5,69 za jedną.
<<Maseczka Dead Sea.
<<Maseczka Creamy Coconut.


Zakupy z apteki Olmed. Przez internet oczywiście. Bioderma standardowo, nie pierwsza butelka.

Coś przeciwbólowego i od gorączki, padło na ibum, chociaż u nas przeważnie opakowanie w 3/4 jest wywalane, bo nie zużywamy w terminie od otwarcia. No ale coś musi być, na wszelki wypadek ;)

Zinalfat. Nie chciałam tego próbować, jakoś nie mogłam uwierzyć że coś miałby dać. Ale jak użyłam, to właśnie kupiłam opakowanie na zapas! Świetny jest!

Linomag ekstra jest! Na wszelakie problemy z pupeczką ;))



Wyprzedaż biedronkowa ;) Maseczki do włosów po 0.50 zł, zabieg do dłoni 0.99zł.


Wyprzedaż w biedronce part II. Zestaw dla męża, no na dzień chłopaka :D 7 zł kosztował
Odżywka Garnier Fructis też 7 zł.
Odżywka w sprayu Syoss 4 zł.
Tanioooszka ;))


Klamry LinziClip ;) niebawem o nich wam napiszę ;) Otrzymałam je do testów, szczególnie na dużą liczę ;) szukam wygodnej, poręcznej klamry, która zepnie moje dosyć grube włosy.


Mnóstwo nowości, jest co testować! ;) Jest produkt, którego recenzji jesteście ciekawi?

POZDRAWIAM, KAŚKA! :*

czwartek, 12 października 2017

COSNATURE: Olejek kokosowo-migdałowy do czego sprawdza się najlepiej?

Witajcie Kochani!
Pogoda niestety nie rozpieszcza. Choroba niby nas nie łapie, ale nie chcę paplać, bo jesteśmy tydzień przed zabiegiem.. tak! Już minęło pół roku, które czekaliśmy od poprzedniego terminu. Czas pędzi jak szalony! Mam nadzieję, że tym razem nic się nie wydarzy i będziemy mieli to w końcu z głowy..

Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o olejku firmy COSNATURE, który testuję dzięki Michałowi z Twoje Żródło Urody :) W przesyłce otrzymałam dwa olejki: kokosowo-migdałowy i z pestek granatu.
Tutaj chcę wam opowiedzieć o pierwszym wariancie, czyli kokos-migdał.


Produkt zapakowany jest w kartonik, na którym znajdziemy wszelkie informacje o produkcie, jednak ani słowa po polsku. Niestety znów brak karteczki :(


Skład.


Olejek znajduje się w niewielkiej plastikowej buteleczce, jej pojemność to 100ml. Opakowanie jest przyjemne dla oka, grafika z kokosem i migdałem- konkretnie, prosto- super!


Otwarcie typową nakrętką. Tutaj wygodniejsze byłoby na klik, chociaż i tak nie jest tak źle.


Konsystencja olejowa. Dosyć gęsta. Znam rzadsze olejki ;)
Przez to, że jest dosyć gęsty ciężko go rozsmarować na ciele, jednak pod wpływem temperatury, tzn. masażu olejek staje się bardziej płynny i lepiej się rozprowadza. Wchłania się na prawdę znośnie jak na olejek, co zachęca do stosowania, gdyż ja jestem z natury niecierpliwa.
Bardzo fajnie nawilża i napina skórę, świetnie ją wygładza i delikatnie ujędrnia. Polubiłam go bardzo, dodatkowo cudny zapach na maksa zachęca do używania. Jest przepiękny, kokosowo- migdałowy, dla mnie pachnie takim jogurtem kokosowym z płatkami migdałów, uwielbiałam go jeść będąc w ciąży, aż na samą myśl cieknie mi ślinka, a nie jem nabiału ze względu na Bartka alergie :P

Jednak ja najbardziej upodobałam go sobie do włosów <3 jako że wiedziałam, że olej kokosowy i olej migdałowy dobrze się sprawdzają na moich włosach, wiedziałam, że to będzie dla nich miazga! Tak też było! Pięknie pachnące, nawilżone, miękkie! Żyć nie umierać! Dodatkowo pozytywnie wpływa na moją biedną skórę głowy.

Świetny uniwersalny i wielowymiarowy kosmetyk! Warto go poznać, szczerze polecam całym sercem!

Znacie produkty Cosnature?  Może coś moglibyście polecić?
Produkty Cosnature dostępne są w Hebe, w Aptekach DOZ, Apteki Cefarm i w drogeriach Eko ;)

BUZIAKI, KAŚKA! :*

poniedziałek, 9 października 2017

EQUILIBRA: Szampon aloesowy.

Witajcie kochani!

Dzisiaj kilka słów o słynnym szamponie aloesowym od Equilibra. Wiem, że pojawiła się już masa jego recenzji, jednak nie mogłam sobie darować i ja :)
Wiecie, że mam wymagającą skórę głowy, wrażliwą bardzo na wszystkie niepotrzebne składniki. Ostatnimi czasy staram się wyeliminować wszelkie produkty z kiepskimi składnikami.

Jakiś czas temu, nie pamiętam już dokładnie gdzie, czytałam, że szampony nawet jeśli nie mają SLS, nie znaczy że są łagodne i... dobre.
Tak więc zupełnie inaczej zaczęłam patrzeć na składy szamponów, nawet tych 'naturalnych'.
Ale o tym za chwilkę, najpierw kilka słów wstępu.


Baardzo mi się podobają opakowania tej firmy! Takie... czyste :) bardzo estetyczne.


Skład dla ciekawskich. No i niech mnie ktoś kopnie jeśli źle to rozumiem. Ammonium Laureth Sulfate. To jest substancja silnie oczyszczająca prawda? I może wysuszać skórę prawda? Mimo że jest pochodzenia naturalnego może źle działać na skórę głowy?


Kilka słów od producenta :)


Otwarcie na klik, bardzo wygodne, łatwo się otwiera. Produkt dozuje się super, bez problemu można nalać odpowiednią ilość.


Konsystencja dosyć gęsta, żelowa. Nie przelewa się między palcami, co jest plusem.
Pachnie przyjemnie, tak słodko-świeżo. No jak aloes, ciężko mi to opisać. Znam jednak zapach aloesu, kiedyś standardowo w razie pryszczyka kompres z aloesu. Działało! Czemu ja teraz tego nie robię? Ni mam aloesu! Muszę wziąć od mamy!

Wracając do szamponu.. Mega mocno się pieni, tak wręcz szalenie, chyba żaden mi się tak jeszcze nie pienił. W każdym razie niestety tragicznie przesuszył mi skórę głowy... O tyle, o ile odzyskałam jako taki balans, nie było źle, ten szampon spowodował masakrę!
Jak to jest, że to kolejny produkt, który sprawdza się u wielu, wielu osób, u mnie nie? Whyy :(
Dodam, że nie jestem jedyna, bo mąż ma podobne odczucia. Dodatkowo narzeka na sztywne po nim włosy.
Miałam takie samo wrażenie, że są wręcz skrzypiące, takie oczyszczone, co się wiąże u mnie z tym, że ciężko je rozczesać i są nieprzyjemne w dotyku. Nieważne jaką odżywkę/maskę nałożę..
Przykro mi, liczyłam na niego bardzo bardzo! A tu taka wtopa :(


Szampon otrzymałam na spotkaniu w Grajewie, ale też na sierpniowym spotkaniu w Białymstoku. Jeden oddałam w prezencie, drugi postanowiłam sama wypróbować.
Dziękuję serdecznie firmie za możliwość testowania, żałuję, że się nie sprawdził.

<<Wakacyjne spotkanie blogerek w Grajewie- RELACJA.
<<Wakacyjne spotkanie blogerek w Grajewie- UPOMINKI.
<<Sierpniowe spotkanie blogerek w Białymstoku.

Znacie ten szampon? Jak u was się sprawdził?

BUZIAKI, KAŚKA! :*

sobota, 7 października 2017

YANKEE CANDLE: Shea butter.

Witajcie Kochani! Kolejny weekend.. czy wam też czas tak goni? Mam wrażenie, że dni uciekają mi w tempie zastraszającym. Dopiero co był weekend, dzisiaj znowu sobota. Nastały już prawdziwie chłodne dni, nie ma się co dziwić już prawie 10 październik, zaraz 15 i połowa pyknie. Szok!


Dzisiaj chciałam wam opowiedzieć o zapachu 'Shea Butter'. To był zapach września. Zastanawiałam się czy na pewno to dobry wybór, bo dla mnie masło shea nie pachnie przyjemnie, choć fakt że mało intensywnie i szybko się rozchodzi. Tak samo olej z masła shea. Ale obawiałam się, że wosk może być na tyle silny, że będzie przyprawiał mnie o ból głowy dodatkowo zamiast odprężać będzie mnie drażnić. Czy tak było?


'Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: masło shea.'
żródło.


Rześki ten zapach nie jest wg mnie, no ale ok.
Dla mnie pachnie cudownie! Chociaż obawiałam się bardzo, że będzie pachnieć właśnie jak masło shea, ale dla mnie ma tylko 'posmak' masła shea. Dla mnie pachnie orzechowo z dodatkiem kropelki wanilii. Nie ma w nim nuty gorzkiej, która wg mnie w maśle shea jest. Jest to mega ciepły i otulający zapach, dla mnie idealnie wpasowuje się w jesienne jak i zimowe wieczory!
Przywodzi na myśl piękne wspomnienia, rodzinne święta, pyszne pachnące orzechami i wanilią ciasta, oraz torba pełna orzechów, jako 'przekąska' po obfitym świątecznym obżarstwie, jakby ktoś miał jeszcze ochotę na jakiekolwiek przekąski :P

To na prawdę świetny zapach, myślę, że chętnie do niego wrócę! 

Znacie ten zapach? Znajdziecie go na stronie Goodies, dokładnie TU, w cenie 9zł.


BUZIAKI, KAŚKA! :*

czwartek, 5 października 2017

Denko września #9

Witajcie! Już październik... Zimno dziś jak diabli :(
Ale ja nie o tym, pora na pokazanie co dobiło dna we wrześniu :)
Korzystając z tego, że synek śpi, co się prawie nie zdarza już naskrobałam wpis ;) Zapraszam!


TWARZ: 


* krem Biotaniqe- fajny <KLIK>
*Micel dottore i tonik Yasumi- oba super <KLIK>
*krem POSE. Dobry. <KLIK>



*Pianka Cosnature- przyjemna <KLIK>
*Żel z garniera, kolejne op, fajny
*Sylveco peeling enzymatyczny <KLIK>


*płatki Cleanic- beznadzieja, a tanie nie były. Płatki z biedry tańsze a o niebo lepsze! Więcej nie kupię!
*duże płatki BeBeauty- świetne! Te są okrągłe, teraz kupiłam prostokątne, w świetnej cenie!
*saszetka peeling Perfecty- fajny, ale dla mnie za słaby :( o ironio wersja gruboziarnista, do cery mieszanej w składzie miała parafinę :o no tak, zapychanie zawsze mile widziane :o
*maseczka peel-of Rival de loop- bardzo fajna! A najbardziej uwielbiam w niej 'peel-of', no super sprawa! Uwielbiam nie musieć zmywać maseczki!
*maseczka Vianek- bardzo fajna, ale 6 zł bym za nią nie dała, bo gdzieś tyle kosztuje. Wolę sama rozrobić glinkę z olejem i hydrolatem (np)
*maseczka w płachcie Sephora- bardzo przyjemna, fajne koi wszelkie zaczerwienienia i łagodzi wypryski.

MAKIJAŻ: 


*tusz opisywałam TU, dawno go otworzyłam, ale zagubiłam u mamy, z racji że się znalazł ląduje w denku, jest na prawdę fajny!
*krem cc od Delii- był w którymś Joyboxie. Dla mnie na prawdę fajny leciutki 'podkład' na co dzień, kiedy nie potrzebuję super krycia, bo krycie ma słabe. Ale fajnie wyrównuje koloryt i matowi skórę!
*mascara YR Sexy Pulp. Dla mnie bomba! Pewnie do niej wrócę ;)

WŁOSY: 


*olejek Marion. Ta pompka doprowadzała mnie do białej gorączki! Ostatecznie odkręciłam butelkę i lałam z butelki, dużo prościej szło. Dodatkowo dla mnie skład to oszustwo! Myląca informacja 100% naturalny olejek avocado. Taa, mieszanka Z olejem avocado. Dla mnie lipa.
*Maska Cosnature. Fajna, ale ... bez wow. Szampon w tym wariancie bardziej polubiłam.


*maska OH MY SEXY HAIR- świetna! RECENZJA

DŁONIE: 


*baniak mydła kokosowego :D mąż mi kupił haha. Ale! Było świetne, na pewno znów je kupimy! Pachniało przebosko <3 nie wysuszało, ekstra się pieniło. A taka taniocha ;) Mąż wiecznie na mnie skrzeczał 'znowu kupiłaś mydło?' no i któregoś razu przywiózł mi baniak i stwierdził, że na długo starczy :D używaliśmy go, ale nie tylko go jakieś 4 miesiące. Pewnie jakby tylko te stało to 2 miesiące maks :D Ło matko ile u nas mydła idzie :o
*mydełko rosyjskie- fajny zapach, ale jakoś mnie nie przekonało..

CIAŁO: 


*Peeling (?) Perfecty. Znak zapytania, bo, to serio peeling? Normalna masakra. Obrzydliwe lepkie coś, które ledwo dawało się spłukać... zapach też niefajny.. Blee
*Żel do higieny Venus BUBEL! <KLIK>
*Mus nivea- super <3 <KLIK>
*Mydełko Efcia Soap <KLIK>
*Glinka Rapan Beauty- stała i stała i stała... zapomniana :( na szczęście wyrzucam tylko jedną porcję, uf! Była super, pisałam o niej TU.


*ente op dezodorantu nivea ;)
*Mgiełka Lirene- przyjemna :) RECENZJA



*przecudny peeling <3 Zajrzyjcie do sklepu Miodowej Mydlarni, na prawdę cudne produkty! RECENZJA
*A to... to takie okropieństwo! Lepkie toto, ledwo zmywałam, brudziło brodzik masakrycznie, I żaden z tego peeling, chyba że jakieś wodorosty mają złuszczać pod wpływem tarcia... HOW?!

HIGIENA:


* ulubione do znudzenia chusteczki velvet ;)

WOSK(I): 


* Pink Sands od YC RECENZJA

WYRZUTKI: 


*Niestety odżywka Hegron. Do spłukiwania. Próbowałam, wracałam, efekt ZEROWY, poszła w kosz. RECENZJA
*Filtr idzie na oddanie, mi nie posłużył :( :( RECENZJA
*próbki BANDI- termin padł, parafina w składzie, więc wyrzucam,

PRÓBKI:


*Wszystkie trzy próbki do stóp fajne, chętnie poznam pełnowymiarowe opakowania ;)
*balsam NC nails- okropny zapach :P
*krem z ziaji- fajny, fajnie łagodzi, pomyślę, nad pełnowymiarowym opakowaniem ;)



wtorek, 3 października 2017

Ambasadorka Le Petit Marseillais II Poczuj męską naturę.

Witajcie Kochani!

Jak wiecie, jeśli obserwujecie mój profil na Instagramie, zostaliśmy wraz z mężem ambasadorami Le Petit Marseillais.


Taką cudną paczuszkę dostaliśmy :)
Mąż dostał nowość, żel pod prysznic FOR MEN wariant: Drzewo Cade, czyli paproć i owoce jałowca.
Ja otrzymałam algowy żel, który już miałam i recenzowałam ;) bardzo go lubiłam i cieszę się, że będę znów miała okazję go używać :)

Kampania już niemal dobiegła końca, jednak jeszcze my wtrącimy kilka słów na temat żelu, który otrzymał mąż.

<<Morska pielęgnacja od Le petit Marseillais.


Produkt znajduje się w dużej butli o pojemności 400 ml. Butelka jest solidna, z dosyć twardego plastiku, jednak nie ma problemu z wydobyciem żelu.


Otwarcie typowe- na klik.


Kilka informacji od producenta oraz skład.


Żel jest przezroczysty o bursztynowym zabarwieniu. Konsystencja typowo żelowa, nie jest przesadnie płynna. Bardzo łatwo się dozuje odpowiednią, zresztą niewielką ilość. Żel świetnie się pieni, doskonale oczyszcza i odświeża ciało nadając mu prawdziwie męski, słodko-gorzki zapach.
Mąż jest raczej wybredny, niewiele produktów przypadło mu do tej pory do gustu, jeżeli o higienę chodzi.

Raczej nie ma skłonności do podrażnień i tak nie stało się i tym razem. Absolutnie go nie skrzywdził, nie spowodował alergii.
Zdarzało się jednak, że po żelu skóra nadmiernie mu się łuszczyła, po prostu szybko się przesuszała. To nie ten typ, który smaruje się balsamem ;)
Na szczęście ten żel nie wysuszył jego skóry! Na pewno wrócimy do męskiej natury od LPM, ale tym razem wypróbujemy też inne warianty. Oby spisały się tak samo dobrze jak ten!


Znacie męską pielęgnację od LPM?

BUZIAKI, KAŚKA :*

sobota, 30 września 2017

NIVEA: 1-minutowa maska z serii Urban Skin Detox.

Kilka dni pięknej jesieni za nami! I błagam, niech to się nie kończy! Owszem, nie jest za ciepło, ale 14 stopni to nadal piękna pogoda! Jest słoneczko- jest super! Oby jak najwięcej takich dni :)
Na szczęście nadal jesteśmy zdrowi, chociaż nie zapeszając Bartek nie choruje wcale ;) staramy się wzmacniać odporność kiszonkami, witaminą d, owocami i warzywami. No ale rzecz najważniejsza! Nie przegrzewamy się! Czapki jeszcze nie nosił, chociaż patrzą na mnie jak na debilkę, wiem, że robię dobrze, bo moja metoda daje dobre rezultaty ;)) U was też pogoda dopisuje? A zdrówko?


Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć moje wrażenie po używaniu maski, którą otrzymałam będąc przyjaciółką NIVEA :)


Maska znajduje się w niewielkiej tubce o pojemności 75ml.


Kilka informacji od producenta, skład.


Maska jest w kolorze białym, jest kremowa, gęsta i ma mnóstwo tyciusich granulek. Dla mnie konsystencja jest niemal idealna jak pasty oczyszczającej ziaji liście manuka. Od razu mi się z tą pastą skojarzyła. Pachnie bardzo kremem nivea, co dla mnie jest ok ;)

Producent zaleca nałożyć grubą warstwę maski i zmyć ją dokładnie po minucie. Dla mnie generalnie to na rękę, przeważnie biorę szybki prysznic i po dokładnym umyciu się, jeżeli nałożyłam maskę chciałabym ją zmyć właśnie już po umyciu się, a jeszcze nie natrafiłam na taką, którą się trzyma poniżej pięciu minut :P

Ale najważniejsze jest przecież działanie, a niestety, tu zaczynają się schody.
Po pierwsze, masakrycznie piecze mnie twarz od razu po nałożeniu... Po zmyciu twarz jest gorąca i wrażliwa na dotyk. Więc tym bardziej plus, że trzyma się ją krótko. Niestety, ale mam już pewność, że przez nią zaczęło mnie strasznie sypać :/ Dodatkowo masa zaskórników, których mi dzięki niej przybyło :( Kompletnie mi nie posłużyła, więc pójdzie dalej, może u kogoś się sprawdzi.


Znacie ją? Może u was sprawdziła się lepiej?

BUZIAKI, KAŚKA :*