sobota, 9 maja 2020

Nowości Lutego i marca :) Ciut prywaty.

Witajcie :) Jestem już po operacji. Wiem, że nie każdy wie jakiej, więc od razu wyjaśniam, miałam uraz kolana w pracy, zerwałam więzadło ACL i uszkodziłam łękotkę oraz rzepkę. Zostało mi zrekonstruowane więzadło, oraz wkręcono mi śruby, zrobiono mi mikrourazy w rzepce, by pobudzić ją do samoregeneracji. Ciężko jest, ale jakoś dam radę, przez 6 tygodni muszę chodzić o kulach, nie mogę kompletnie stawać na prawą nogę, jest to bardzo ważne, aby chrząsta mogła się zregenerować, jeśli ją obciążę, nie będzie miała warunków do regeneracji.
Teraz już jest lepiej i prościej, ale początek, dramat. Nie jestem szczupła, więc poruszanie się na kulach sprawia mi trudności, choć teraz już i tak ciut mniejsze.
Żałuję, że nie wzięłam się za dietę porządniej tak jak zaplanowałam to przed zabiegiem, no ale może tak miało być. Teraz już wiem i rozumiem w pełni, że nie mam wyboru. Niestety po dwóch urazach tego kolana (pierwszy 10 lat temu), jest ono w opłakanym stanie. Lekarz powiedział jasno, 'połowa sukcesu w rekonwalescencji to schudnąć, inaczej przed 40 będzie pani potrzebować implantu stawu kolanowego'. Cóż, nie brzmi to fajnie, jednak były to słowa, które w końcu porządnie dały mi do myślenia. Po prostu dla kolana w takim stanie powinnam ważyć jak piórko, idealnie w BMI. Czeka mnie dużo pracy, ale tym razem jestem zawzięta, nie poddam się tak łatwo, bo teraz w końcu zrozumiałam, że muszę :)
Minęły niemal dwa tygodnie,jakiś efekt już jest, ale wiem, że to też woda, plus wysiłek dla organizmu jakim była ciężka operacja, znieczulenie, tydzień niemal niejedzenia, wysiłek jakim jest obecnie każde wstanie z łóżka, no i każdy krok. Teraz staram się jeść zdrowo, ale i smacznie, to co lubię. Aby zgadzało się makro i kaloryczność, ok 1500 kalorii. Nie chcę się też zniechęcić, dlatego muszę jeść coś co mi smakuje, bo znowu się poddam. Na szczęście to wszystko co mogę jeść bardzo mi smakuje, a teraz zwłaszcza, bo to mąż gotuje :P I idzie mu to świetnie! Planuję raz w tygodniu pozwolić sobie na jakiś jeden mały grzeszek, uwzględniając go w kaloryczności dobowej. Myślę że to mi trochę pomoże się nie poddać :)
Trzymajcie za mnie kciuki, przydadzą się bardzo, bo dużo pracy przede mną. Jeśli chcecie wiedzieć więcej i bardziej na bieżąco o moich postępach, zapraszam was na mój instagram :)

<<DOUBLE_IDENTITYBLOG ON INSTAGRAM.


Dzisiaj jednak chciałabym pokazać wam nowości, które wpadły w moje ręce na przełomie miesięcy luty/marzec. Już mam kolejny folder, w którym zbieram zdjątka kwiecień/maj ;) Chociaż zapewne majowych nie będzie za wiele.  Tak samo jak kwietniowe denko jest ekstra, a majowe będzie kiepskie, bo jedyne czego teraz używam to szampon, żel facelle, odżywka do włosów, chustki do oczyszczania twarzy i krem do twarzy. No teraz już jak nie mam wenflonów to krem do rąk, trochę też balsam, jednak prawa noga jest cała w opatrunkach, także ją pomijam. Ledwo mam siłe aby się umyć a i tak biednie mi to wychodzi, włosy myje mi mąż, nie chcecie wiedzieć w jakich kombinacjach:P Niestety dla mnie, mamy wannę, do której i tak się nigdy nie mieściłam, była tylko dla Bartka, no ale jest to jednocześnie 'namiastka brodzika', co oznacze że w tej chwili mogę pomarzyć i o kąpieli i o prysznicu. Całkowity zakaz obciążania nogi totalnie uniemożliwia mi wejście do wanny. Choć też faktem jest że w obecnej chwili nie można mi zamoczyć opatrunków ani szwów, ale też nie zadarłabym na taką wysokość nogi, zwykłe ubieranie się nadal sprawia mi trudność, choć z dnia na dzień coraz mniejszą.  Kalectwo totalne, co zrobić.. Także jest jak jest, jakoś to musi być, no i jakoś to będzie, będzie co raz lepiej i lżej, to mnie pociesza, nie ma co się przejmować i zadręczać czymś, na co się nie ma wpływu. Prawda? Trzeba cieszyć się postępami i zacisnąć zęby. Będzie lepiej.


A teraz zapraszam na przegląd nowości ;)


* Zapas płatków z biedry. Ale ale, zanim się dowiedziałam, że te okrągłe mają taki dupny skład. Więcej nie kupię. Zresztą robię sobie powoli zapas wielorazowych, które póki co się super sprawdzają.


* Micel, bo żadnego w zapasie już nie miałam ;) Padlo na Vis Plantis.
* Żel z Isany był za ok 3zł, jakaś nowość. Pomyślałam, że za tyle to wezmę, mimo zapasów :P
* Zmywacz wzięłam, bo nie miałam czym zdjąć hybrydy, a potrzebowałam już już, później zamówiłam aceton.



Żele i mydła Łuksja kupiłam w małej prywatnej drogeryjce :) Właśnie po tą serię Luksji się tam wybrałam i cieszę się że ją dorwałam, cudowne zapachy, choć fakt, że odrobinę wysuszały. Niestety...


To również kupiłam w tej drogerii, ta pianka kusiła mnie od dawna, a była w fajnej cenie, 11-12 zł, jakoś tak. Żel a piątaczka, więc wzięłam, mąż nie ma dużych zapasów :)
Sole były dwie, tamta strzelająca. No i strzelająca była fajna, no bo te strzelanie to taka atrakcja, jednak ta druga... lipa :) Zapach słaby, kolor słaby, jakiś niewypał.


Te zakupy z Biedronki. Bardzo fajna pasta do zębów, obecnie jej używam i bardzo sobie chwalę. No i chyba ma spoko skład, z tego co czytałam.
Zestaw żel i tonik kupiłam za śmieszne pieniądze, za 10-12 zł, juz nie pamiętam dokładnie, ale coś takiego.
Kremy do rąk za jakieś 4-5 zł. Ten wyżej był do bani... Jednak ten ze zwierzaczkiem bardzo spoko :)


Zapas ulubionych, nieuczulających mnie. Jednak planuję zamówić sobie jakieś bio z organicznej bawełny, coś z super składem. Poszukam poszperam, po wypłacie coś zamówię.


Zamówienie z Nc Nails <3 Uwielbiam ich produkty, serio! Pyłek jeszcze nie wypróbowany, ale kolory obłędne, top też ekstra się sprawda, chociaż mam go po raz pierwszy :)
Te lakiery też, ale miałam mnóstwo od  nich lakierów, jak również baza repair to mój hit nad hity! Dzięki niej jestem w stanie zahodować piękne długie paznokcie! :) Aceton do zdejmowania hybryd, pilniki dostałam gratis.


Dwa żele femina, do higieny intymnej. Są na prawdę spoko i z tego co się orientuję mają nie najgorsze składy, tampony też znam i są spoko, lepsze dla mnie niż OB.


Maski w sumie jeszcze porządnie nie przetestowałam. Użyłam jej raz, moje wrażenia były ok, ale to za krótko by ją ocenić.
Galaretkę jedną już znam, mianowicie tą różową, pisałam o niej. Jest super, pięknie pachnie, nieźle się pieni, jednak jest mało wydajna :P

<<ZIAJA: Galaretka myjąca Marshmallow.


Tu niewielkie zakupy w Rossmannie i kremik w lidlu :) Mydełko i krem dawno zużyte, mydełko jakoś srednio i mało intensywnie pachniało, krem spoko, ale dla rąk jakie miałam wysuszone przez płyn do dezynfekcji był za słaby.
Płyn do soczewek testuję, woda o zapachu piwonii jest boska i kupiona za grosze!! 3,99zł! Przydała mi się w szpitalu i nadal się przydaje w ciągu dnia, uzależnia normalnie :P Psikam sobie nią buzię.


A to moje zamówienie z Full Mellow! Uwielbiam ich kosmetyki, zwłaszcza kule do kąpieli są ekstra! Wygrałam bon za zdjęcie miesiąca :D Na kwotę 100 zł!! Więc zamówiłam dla Bartka mega zapas kul :) Pięknie pachną, barwią wodę, nie raz są wielokolorowe, no i mega musują, super frajda dla Bartka!


Zamówienie ze sklepu Benton Cosmetics. Mega promocja, więc nabrałam masek Skin79! Wyszły dosłownie za grosze, tak samo i żel aloesowy, bo niecałe 10 zł za sztukę! A w biedronce kupowałam za 12,99 za opakowanie!


Zapas mydeł, których u nas nie brakowało. No ale fakt też, że największy szał na mydła i środki czystości nas ominął, bo miałam swój zapas, zawsze miałam. Od zawsze kupowałam więcej mydła by mieć coś w zapasie i tak też było. Grejfrutowe super pachnie, te w zapasie już dobrze znamy, super pachnie.


To również częśćć zamówienia z rossmanna.
* Maska z bielendy, skusiła mnie cena, ok 7 zł, no i to jak wygląda na twarzy, jest metaliczna :P No i może fajnie wygląda, jednak strasznie piekła mnie po niej buzia :(
* Pomdka isana jest dla syna, oczywiście co chwila ją gubu, bo musi ją mieć u siebie :D Zdarza mu się mieć przesuszone usta, więc smarujemy. Fajnie pachnie, jeśli chodzi o działanie jest na prawdę spoko.
* No i pianka z bielendy, używałam jej juz ze dwa razy przed operacją, jednak teraz oczyszczam twarz raczej chustkami, bo ciężko mi wystać tak długo nad zlewem. Zapach ma mega, co do reszty niewiele mogę więcej powiedzieć :D Ale na pewno dam znać, jak bardziej do używalności się ogarnę.


To część zamówienia w rossmannie, zamawiałam to razem z tymi mydłami np. Dostałam gratis dwie próbki tego żelu Luksja, fajny zapach.
Maseczkę wypróbowałam tylko tą zieloną, różowa nadal czeka. Jeśli chodzi o płatki hydrożelowe dla mnie są super, zapłaciłam za nie grosze, bo ok 3 zł/op. Żałuję, że wzięłam tylko dwie sztuki, no ale chciałam najpierw przetestować, moim zdaniem warto je poznać! :)


To już wszystko, troszkę się tego nazbierało, ale też wielkiego szału nie ma. 
Zaciekawiło was coś? Dajcie znać, może liczycie na opinię którejś z tych nowości?

BUZIAKI, KAŚKA :*

piątek, 17 kwietnia 2020

DENKO #3. Marcowe zużycia :)

Hej hej! Święta, święta i po świętach, już niemal tydzień :o Cóż, były to nietypowe święta i generalnie, oprócz tego, że mąż na codzień w pracy. niewiele się zmieniło ;) Niestety dalej się izolujemy, ale niby ma się to powoli zmieniać, Mam nadzieję, że rzeczywiście i na prawdę. Ciężko już to wszystko znieść. Samo pozwolenie na wychodzenie do lasu to dla nas osobiście 80% sukcesu, bo my niezbyt mamy gdzie indziej pójść.. Trzymam kciuki, aby się to wszystko szybko zakończyło, aby nie było gorzej. Odwołali zakaz wyjścia do lasu, więc idzie ku lepszemu, chyba ..

Dziś chciałabym wam pokazać co udało mi się zużyć w marcu, całkiem sporo się tego nazbierało, więc zapraszam na przegląd ;)


TWARZ: 


* Pomadkę kupiłam Bartkowi. Jest delikatna, fajnie nawilża, nie uczula, miał przez jakiś czas suche usta, a nie chciałam mu dawać swojej, więc kupiłam mu jego własną, oczywiście nie muszę mówić, że używa mega często :P
* Całkiem przyjemny peeling HOA, ale bez WOW. Szukam jakiegoś dobrego peelingu do cery mieszanej, może coś polecicie?
* Super płyn do soczewek, ale bardzo drogi, chociaż fakt, na kilka miesięcy się to jakoś rozkłada, nie zmienia to faktu, że trzeba wydać na raz prawie 50 zł ;) A więc postanowiłam poszukać tańszego, którego teraz używam, zobaczymy jak się sprawdzi.
* Płynu micelarnego Vianek nie polubiłam. Zapach całej tej serii jakoś mi nie przypasował, nie to, że zrobił mi krzywdę, jednak przez ten zapach starałam się go jak najszybciej zużyć.


MASECZKI: 


Wszystkie te maseczki w płachcie sprawdziły się bardzo dobrze, kupiłam je na świetnej promocji w Benton Cosmetics i wszystkie fajnie pielęgnują i nawilżają skórę. Mają bardzo dużo tej esencji w środku.


*Płatki pod oczy Perfecta to cudo! Jak mi fajnie chłodziły, jak wyraźnie ujędrniły skórę pod oczami, miałam wrażenie też że i cienie jakby bledsze. Nawet dla samego relaksu- warto!
*Żelowa maseczka hydro booster Bielenda. Fajna, miałam już taką, przyjemnie odświeża i lekko nawilża.
* Ten duet z Cien średnio się u mnie sprawdził, jedno i drugie mocno paliło mnie w twarz, nie wiem przez co, ale musiałam szybko zmyć, więc w sumie ciężko mi ocenić działanie.

CIAŁO: 



* Masło z orzechów laskowych Cosmepick. Mega, cudowne! I ten zapach...
* Kulka z garniera- bardzo fajna. Nie pierwsza i nie ostatnia, są bardzo skuteczne.
* Żel do golenia z Balea. Super pachniała, mega wydajna, zużywałam ją wieki, chociaż fakt, że ja przez długi czas używałam depilatora, więc nie używałam żelu, jednak mimo wszystko mam wrazenie że używąłam go wieki :D

<< COSMEPICK: Masło do ciała orzech laskowy.



* Żel z luksji spoko, zapach mega, ale trochę wysuszający.
* Żel z biedronki... Zapach cudny, ale tak wysuszał, że dramat.
* Żel z Isany, mimo kiepskiego zapachu, no nie podobał mi się, mimo to, niewysuszał, nie podrażniał, był ok ;)




* Żel Cien, kupiłam go za grosze, dosłownie! Świetnie pachniał, dobrze się pienił, dobrze mył, nie podrażniał i nie wysuszał.
* Tych żeli Venus więcej nie kupię, ciągle po nim miałam wrażenie że mam jakąś infekcję, muszę znaleźć sobie coś lepszego. Żel się skończył, więc wrażenie minęło.. dziwne.


DŁONIE/STOPY: 



* Te duże w zapasie bardzo przyzwoite, nie wysuszało rąk, przyjemnie pachniało, dosyć wydajne.
* Te małe mydełka miały cudne zapachy, ale niestety mocniej wysuszały.. Ale faktem jest to, że znam mydła gorsze, więc względnie szybko je zużyliśmy i mimo pięknego zapachu, więcej nie kupię.



* Peeling całkiem niezły, ale jak na peeling do stóp mógłby być jeszcze mocniejszy, zapach fajny ;)
* Krem Niuqi to niestety bida z nyndzą. Słabizna niestety, a na teraz to już w ogóle dramat.
* Krem do stóp Alation, fajnie pachniał, mocno miętowo, ale też bardzo przyzwoicie nawilżał. Zużywałam go wieki, wiecznie zapominam o kremowaniu, nie tylko stóp, ale też. Ostatnio bardziej się staram!


WŁOSY: 



* Farba Palette, Nie pierwszy raz ją miałam, spoko jest. dobrze kryje siwizne :P
* Balsam bazyliowy, świetny! Ułatwiał rozczesywanie, wygładzał, ale i ten zapach.. ;)

DZIECKO: 



* Weleda szampon i żel, taki 2w1. Świetnie się u nas spraawdził, nie wysuszył, nie podrażnił, przyjemny zapach. Kremiku zostało nam już jakieś 1/3 tubki.
* Wypróbowaliśmy już mnóstwo szczoteczek różnych firm, chyba Colgate najdłużej u nas wytrzymują ;)
* Ziajka, dalej wykorzystujemy zapasy, jeszcze mam jedną. No i chyba poszukamy czegoś innego tym razem ;) Bartek jest co raz większy, co raz więcej różnych rzeczy je, jakoś mam wątpliwości czy nadal jest wystarczająca. Jeśli ktoś ma większą wiedzę proszę dać znać ;)





* Kule Full Mellow. Cudownie, cudnie pachnące, nie wysuszają, nie podrażniają, bez problemu używa ich mój mały alergik :) Mamy tak małą wannę, że ja nie mam jak ich zużyć, a Bartkowi samo rozpuszczanie się kul i kolor jaki dają wodzie daje mnóstwo frajdy!


PRÓBKI: 



* Bardzo fajny żel do higieny intymnej, chętnie kupię duże opakowanie.
* Próbki żelu Luksja, fajny zapach, znam go, miałam wieki temu :)


I WYJĄTKOWO WITAMINY: 


* Cała trójka, brana jednocześnie, miała niesamowity wpływ na wypadanie moich włosów. Na prawdę bardzo je zmniejszyły. Włosy leciały mi garściami, dziś jest to kilka włosków przy myciu. Teraz zrobiłam przerwę z biotyną, d nadal biorę, ale i biotynę znowu zamówiłam, dobrałam też d, ma dobry skład, mam nadzieję że i w końcu męża namówię na regularne branie, chociaż d i acerole. Dla odporności :)

Całkiem nieźle mi poszło,fakt, że niektóre produkty zużywałam dłużej niż miesiąc, żele pod prysznic miałam pootwierane, zresztą znów mam otwarte 4 :D No nie umiem inaczej :D
Ten miesiąc nie będzie taki obfity, ale na pewno będzie co pokazać.
Teraz biorę się za ogarnianie nowości poprzednich dwóch miesięcy i postaram się ogarnąć to jak najszybciej :)


BUZIAKI, KAŚKA :*

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

AVON: Zapach CELEBRE, oraz szminka LUXE w odcieniu ROSE TINT.

Witajcie! Drugi  dzień Świąt, trochę pochorowałam, ale dziś już jest lepiej, na tyle, że siadam do laptopa i piszę ;) Wczoraj nie byłam w stanie, nawet na chwilę.

Izolacja narodowa nadal trwa ;) Ja nie chcę się już w to zagłębiać, tak czy jak mam już wrażenie, że zwariowałam i to dosłownie. Jak myślę ilo to jeszcze potrwa, zastanawiam się jak ja to kurczę zniosę :P No, jest ciężko.


Dziś przychodzę do was by opowiedzieć wam o dwóch produktach AVON, które miałam ostatnimi czasy okazję testować. Zapraszam ;)




Na początek perfumy CELEBRE.


Główne nuty zapachowe: melon, porzeczka, jaśminNuta głowy: arbuz, melon, cyklamen, biała brzoskwinia, czarna porzeczka, pieprzNuta serca: magnolia, frezja, jaśmin, peoniaNuta bazy: drzewo sandałowe, drzewo cedrowe, piżmo, bursztynKategoria: kwiatowo-owocowaPojemność: 50 ml
Perfumy te znam już od dawna ;) Jednak faktem jest, że wieki ich nie miałam. Fajnie było je znowu poczuć, dla mnie zapach jest bardzo przyjemny i niezwykle kobiecy.  Kwiaty są dla mnie najbardziej tu wyczuwalne, fajnie. Sa niezwykle trwałe, na ubraniu czuć je nawet kilka dni, nadal tak samo intensywnie.
Ja je bardzo polubiłam, ale wiem, że mają specyficzny zapach, a te nie każdemu się podobają :)



Teraz kilka słó o szmince LUXE- ROSE TINT.


Mega eleganckie i fakt, ciut luksusowe opakowanie ;)


Kolor wygląda całkiem fajnie, patrząc na szminkę :P Jak widzicie po wypróbowaniu na dłoni widać że nie jest to mocno kryjąca pomadka, a dość mocno transparentna.




A tak wygląda pomadka na ustach przy pełnym makijażu. Szczerze to odrobinę się zawiodłam, pomadka sama w sobie jest bardzo przyjemna, konsystencja fajna, kremowa, ładnie się nakłada na usta, jednak.. pigment dla mnie jest za słaby. Jedno pociągnięcie tworzy ledwie widoczny kolor, a jedynie cieniutką warstewkę, po nałożeniu dwóch, pomadka na ustach nie wygląda, że tak powiem 'estetycznie'. Więc jest to raczej zwyczajna pomadka z lekkim podbiciem koloru ust, jednak efektu WOW dla mnie zdecydowanie tu zabrakło. Mam też wrażenie, że krótko utrzymuje się na ustach, no 2-3 godziny, to tyle co nic ;)
Nie uczula, nie podrażnia, nie wysusza. No ale efekt, sami widzicie :)


Znacie te kosmetyki? 
Co  fajne znacie i polecacie z Avonu? Dajcie znać!


BUZIAKI, KAŚKA :*

wtorek, 24 marca 2020

ZIAJA: Galaretka myjąca do kąpieli MARSHMALLOW.

Witajcie Kochani! Akcja #zostanwdomu nadal trwa. Tak samo jak i wcześniej staramy się nie wychodzić z domu, chyba że na prawdę musimy. Mąż nadal pracuje, ale prawdopodobnie do końca tygodnia, zobaczymy jak się rozwinie cała sytuacja, ale w tym momencie także moja operacja stoi pod znakiem zapytania w  tym terminie, który mam określony.
Chciałabym, żeby to się wszystko już skończyło, ale wiem, że to dopiero początek...
Mam jednak nadzieję, że nie podzielimy losu Włoch, że u nas to tak nie popłynie... Nadal jest szansa, ale wszyscy muszą o to zadbać. Myślę, że to ważne. Cieszę się, że wiele osób o tym wie, rozumie to, mam nadzieję, że zrozumie i zaakceptuje jeszcze więcej. Chociaż nie jest lekko, tak trzeba. Od jutra jeszcze bardziej restrykcyjny nakaz #zostanwdomu.


Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o pewnym cudeńku, znaczy jak kupowałam to tak myślałam, ale czy to się potwierdziło? Zapraszam na dalszą część postu ;)


Prosty, niewielki, plastikowy słoiczek. Grafika mega prosta, niemal jej brak, ale mnie samym swoim kolorem produkt przyciąga :P Pojemność to 260 ml, czyli mniej więcej tyle co normalnej wielkości żel pod prysznic.


Tutaj macie kochani skład, oraz informacje od producenta.


Kosmetyk był dodatkowo zabezpieczony pazłotkiem, jednak najpierw go otworzyłam, później zdecydowałam się jednak zrobić fotki. Tutaj jest już  tylko jakaś połowa opakowania :D


Na zdjęciu ewidentnie widać, że konsystencja jest gęsta, wygląda jak budyń, chociaż w rzeczywistości jest trochę bardziej galaretkowata. Kolor tej galaretki to jasny róż.
Zapach przepiękny! Ja czuję truskawki z jogurtem i cukrem, śliczny słodki zapach z delikatną nutą kwaskowatości.
Na pewno lepiej by się sprawdziła w wannie, ale.. Właśnie, ale :P Cudownie pachnie, fajnie się pieni, wrzucona do wanny z wodą na pewno lepiej by się z nią łączyła, ale nie narzekam bo serio fajnie się dzieje :D
Nie wysusza, nie podrażnia i nie uczula!  Nie zaszkodziła mi w żaden sposób a prysznic z nią to czysta przyjemność! Mam jeszcze drugi wariant, cieszę się, bo ta druga wersja pewnie też jest taka cudowna! Już się nie mogę doczekać :D


Znacie galaretki z ziaji? Co myślicie?

BUZIAKI, KAŚKA :*

wtorek, 17 marca 2020

DOUBLE WEAR OD ESTEE LAUDER. Podkład idealny?

Witajcie :) Co to się porobiło na tym świecie.. Od czwartku przymusowy pobyt w domu Bartka, w piątek zrobiłam większe zakupy, no i coż, przymusowa prawie kwarantanna. Ale cóż, jakoś damy radę, tylko Bartek znowu robił się taaki niegrzeczny, no kosmos! No ale mam nadzieje, że się unormuje trochę i jakoś to ogarniemy razem :P bo mąż pracuje, więc zostaje sama na placu boju :|
Ale na jutro znowu mam zaplanowane mnóstwo jakichś zajęć, mamy sporo takich 'elementarzy' do uzupełniania, mnostwo kolorowanek, mnóstwo puzli, mnóstwo zabawek, farby, plasteline, ciastoline, no przecież jakoś to będzie... Prawda? Wiem, że to ważne teraz zostać w domu jak najdłużej się da i na prawdę wychodzić w ostateczności i taki mamy plan. Nie wykupiliśmy połowy sklepów, ale kilka najpotrzebniejszych rzeczy tak. Najgorzej było z papierem toaletowym, mięsem, chlebem i z drożdzami, ale ostatecznie wszystko dostałam. Mamy plan nawet sami bułki piec, także plan ambitny :D Czegoś się chociaż nauczę nowego :P Mam nadzieję, że się to z czasem uspokoi, ale każdemu z nas przyda się taki stop, każdy za czymś goni, wiecznie na nic nie ma czasu, zwłaszcza na najważniejsze i najważniejszych, na rodzinę.. Pora o to zadbać z większym przytupem ;)


Dziś chciałabym wam opowiedzieć o podkładzie, który jakiś czas temu, dzięki podpatrzonej informacji na Instagramie udało mi się kupić w ekstra promocji, kultowy już i mega sławny Double Wear Estee Lauder. Zawsze chciałam go wypróbować ;) Jeśli jesteście ciekawi jak się u mnie sprawdził, zapraszam!



Malutka elegancka buteleczka, pojemność to 15 ml.

Skład: Water\Aqua\Eau; Cyclopentasiloxane; Trimethylsiloxysilicate; Peg/Ppg-18/18 Dimethicone; Butylene Glycol; Tribehenin; Polyglyceryl-3 Diisostearate; Magnesium Sulfate; Tocopheryl Acetate; Polymethylsilsesquioxane; Methicone; Laureth-7; Xanthan Gum; Alumina; Sodium Dehydroacetate; Disteardimonium Hectorite; Cellulose Gum; Propylene Carbonate; Pentaerythrityl Tetra-Di-T-Butyl Hydroxyhydrocinnamate; Phenoxyethanol; [+/- Iron Oxides (Ci 77491, Ci 77492, Ci 77499); Mica; Titanium Dioxide (Ci 77891)]
Nie znam się czy jest dobry, z tego co wiem ma sporo silikonów ;)


Zwieńczenie buteleczki to najmniej wygodne i najmniej higieniczn rozwiązanie... niestety. Podejrzewam też, że sporo produktu się zmarnuje, bo zwyczajnie nie będzie jak go wydobyć.


Z tego wszystkiego to nawet nie zrobiłam fotki jaki to odcień :D No ale sprawdziłam, jest to 2N1 DESERT BEIGE. Tylko ten odcień miał taką super cenę, ale na szczęście pasuje idealnie ;)







Ten podkład kryje IDEALNIE! Ale tylko nałożony pędzlem jest trwały, no i też najlepsze krycie uzyskałam dzięki użyciu właśnie pędzla, ani paluchy, ani gąbka nie dawały tej trwałości, ani efektu.
Generalnie nawet mogłabym się pokusić o stwierdzenie, że jest samowystarczalny, że korektor nie jest przy nim już niezbędny.

Mnie podkład w żaden sposób nie uczulił, ani dodatkowo nie zapchał, nie wysuszył ani nie podrażnił mojej skóry. Nawet noszony cały dzień, nie zrobił mi krzywdy.  Ja mam problemową cerę, wiecznie to pryszcze, to zatkane pory, mam wrażenie że nic mi nie pomaga tak na dłuższą metę. Nie powiem zdarzały się produkty, które zmniejszamy tą ilość niedoskonałości. Ale nic nie wyeliminowało ich całkiem. No nie wiem, może kiedyś na coś takiego trafię :P Nie mogę stwierdzić, że ten podkład pogorszył sytuację, mogę śmiało stwierdzić, że sytuacja po prostu nie uległa zmianie ;)

Duży plus za to, że nie ciemnieje w ciągu dnia, nie warzy się z żadnym kremem/serum na jaki go kładłam, ze wszystkim pięknie współgra. Bez przypudrowania 6 godzin jest idealny! Po przypudrowaniu spokojnie do 8-9 godzin da radę, później zaczyna się stopniowo ścierać, jednak u mnie ewidentnie równomiernie, co także na plus (skoro już musi uciekać z buzi :P).

Zdecydowanie, z całą śmiałością mogę stwierdzić, że jest to najlepszy podkład jaki miałam! Jeśli tylko mi się skończy (używam go tylko na jakieś wyjazd, długie wyjścia, a mam teraz tego mało, a zwłaszcza teraz wcale :D) chętnie zamówię pełnowymiarowe opakowanie, oczywiście kiedy będzie w promo ;) Bo nawet cena na promo delikatnie przeraża :P Ale serio, jestem skłonna zapłacić tyle za tak świetny efekt.

Nie wiem czy skusiłabym się w cenie regularnej, pewnie nie :P  Ale jeśli jeszcze któraś z was jest go ciekawa, myślę że warto go kupić, poczekać na promo i wypróbować :) Zdecydowanie warto!


Znacie ten podkład? Dajcie znać, może u was sprawdził się inaczej??

BUZIAKI, KAŚKA :*

poniedziałek, 9 marca 2020

PHARMACERIS: Specjalistyczny szampon normalizujący do skóry łojotokowej, skłonnej do podrażnień.

Witajcie Kochani! W powietrzu niby czuć już wiosnę, mamy już marzec, niemal połowę nawet :o
Dziś pogoda raz piękna słoneczna, po chwili pochmurno, zimno i nieciekawie. Czyli jak to w marcu :D Ja czekam już na tą prawdziwą, konkretną wiosnę, jednak wiem, że w tym roku sobie nie poszaleję... Bardzo żałuję już na samą myśl o tym, że nie pójdziemy wszyscy razem na rowery... No i chyba tego najbardziej będzie mi w tym roku brak. No ale co zrobić. Jak dobrze pójdzie, może we wrześniu będę mogła sobi pozwolić na jakieś krótkie trasy, zobaczymy.
Na razie aż tak nie wybiegam, ale na czerwiec planuję coś ekstra, myślę, że coś na co będę mogła sobie fizycznie pozwolić ;) Jak to będzie już pewne i bardziej namacalne, dam znać!


Dzisiaj przychodzę do was, żeby opowiedzieć wam o szamponie, który miałam okazję ostatnio poznać. Trafiłam na niego przypadkiem, pod wpływem impulsu właściwie, wrzuciłam do koszyka przy okazji zamówienia w Aptece Gemini, wzięłam też wtedy inne szampony, do tej pory wypróbowałam dwa. Ten jest zdecydowanie warty napisania o nim. Jednak czy w pozytywnym, czy w negatywnym sensie, zapraszam do lektury ;)


Zwykła, średniej wielkości buteleczka, pojemność to 250ml. Cena ok 25 zł, więc powiem szczerze i dużo i mało, dużo zależy od wydajności produktu, o której na pewno wspomnę poniżej. Grafika typowo apteczna, czyli zero grafiki :P


Tutaj macie skład, oraz wszelkie informacje od producenta.
Na początku zraziłam się. Od jakiegoś czasu unikałam pewnego składnika w szamponach, mam na myśli Cocamidopropyl Betaine. Mimo, że wiem, że jest pochodzenia roślinnego(jeśl isię mylę, wyprowadźcie mnie z błędu), jednak z tego co się dowiedziałam, może być silnie uczulający i może podrażniać. Zamówiłam te szampony nie znając składu większości, jednak zdecydowałam się je wziąć mimo wszystko i zaryzykować, ze względu na ich opis.


Otwarcie dosyć typowe, na zatrzask. Wygodne, chociaż ciut mniej wygodne niż pompka. Bez problemu daje się otworzyć, zawias mi się nie urwał, a zdarza mi się to w tego typu opakowaniach. Otwór niewielki, świetnie dozuje produkt.


Szampon jest przezroczysty o lekko zielonym zabarwieniu, na zdjęciu zbytnio tego nie widać, ale jest zielonkawy :P
Konsystencję ma dosyć gęstą, żelową, nie spływa ot tak, więc nie ucieka pod prysznicem z dłoni. Jeżeli o zapach chodzi.. jest boski! Pięknie świeżo pachnie, coś mi to przypomina, ale nie umiem określić co konkretnie. Moooże jest to jakaś namiastka nizoralu, wiecie tak w 1/20 może, bo widzicie Nizoral dla mnie okropnie pachnie :P A ten szampon pachnie cudnie!
Jest dedykowany włosom mocno przetłuszczającym się, jednocześnie skórze głowy skłonnej do podrażnień. Ja jak wiecie miałam ogromny problem ze skórą głowy, z przetłuszczaniem się już nie aż tak, jednak widziałam, że przetłuszczanie wpływa pośrednio na reakcje skóry głowy, tzn im później od mycia, tym skóra bardziej swędziała. Jednak z drugiej strony bałam się myć włosy codziennie, obawiałam się, że wtedy nie będzie żadnej ulgi po myciu, że swędzenie i łuszczenie się skóry głowy wcale nie ustąpi, nawet na chwilę.
Miałam na skórze głowy łuskę, dosłownie, która łuszczyła się objawiając się widokiem niczym przy łupieżu, jednak wiedziałam, że nie był to zwykły łupież.
Używam szamponu od jakiegoś miesiąca tak myślę. Ubytek w butelce mam ok 1/3, więc według mnie jest wydajny, włosy myję co drugi dzień.
Jeżeli o efekt chodzi... Ulga. Ulga, ale i CAŁKOWITE usunięcie problemu. Nie zaleczenie, a wyleczenie, w 100% jestem tego pewna, w tej chwili mogę to stwierdzić z całą pewnością, ten szampon wyleczył moją skórę głowy.
Wiele przerobiłam szamponów, no całe mnóstwo. Jeden lepszy, drugi gorszy, jednak nawet jeśli jakiś sprawdzał się dobrze, przynosił ulgę, zawsze chwilową, na tydzień, dwa, trzy, później problem wracał ze zdwojoną siłą i przynoszący tą chwilową ulgę szampon całkiem przestawał działać. Serio myślałam, że już nic mi nie pomoże. Liczyłam trochę na wizytę u alergologa. No niby zrobiła mi testy, ale wyszł dodatnie na rzeczy, których ot tak nie da się unikać, np kurz, roztocza, byliny, trawy itp itd, więc leczenie mi nie pomogło. Zresztą właściwie żadnego leczenia nie było. Miałam po prostu testy, tyle.
Szampon to cud! W tym miesiącu znów robiłam zamówienie w aptece, dorzuciłam jedną butelkę, żeby mieć w zapasie.
Jeśli macie podobny problem, nawet delikaniejszy, myślę, że jest to szampon, który warto poznać, zdecydowanie. Polecam go wam z całego serca, wiem na pewno że to będzie mój hit tego roku!


Znacie coś tej firmy? A może ten, lub inny szampon? Dajcie znać!

BUZIAKI, KAŚKA :*

środa, 4 marca 2020

DENKO #2 Lutowe zużycia :)

Witajcie ;) Jako że luty się już skończył, a marzec zaczął...  Jak to możliwe, że to już marzec? :D Szok :o No czas leci. Bartek kilka dni temu skończył 4 lata! To dopiero szok :P Duży już z niego chłopak, no i jakby rozsądniejszy się zrobił. Śniegu jak nie było, tak i nie ma, a teraz? Siać już pora :P Dziś lub jutro to zrobię ;) Pomidorki i poziomki... :) To będzie dobree i owocne lato.


Pora już na kolejne denko ;)


CIAŁO: 


* Bielenda żel pod prysznic z węglem, Fajnie owocowo pachniał. Niby nie brudził, ale jednak brudził ciut więcej niż każdy inny żel, no może też przez kolor. Nie podrażniał, dobrze mył, właściwie niemal w całości mąż go zużył, ja tylko trochę.
* Dezodoranty Nivea. Bardzo dobre obydwa.
* Żel pod prysznic BeBeauty. Fajnie pachniał, ale to kolejny żel Bebeauty, który mnie strasznie podrażnia.. Powoduje u mnie suche plamki, zużyję te, które mam w zapasach, ale postaram się nie kupić więcej żadnego Bebeauty :P


WŁOSY: 


* Świetny szampon Batiste! Muszę też wypróbować inne warianty, bo jest ich ogromnie dużo :)
* Szampon z Apteczki Agafi. Bardzo dobry, łagodził mój problem ze skórą głowy.  Chociaż był mega niewydajny.


TWARZ: 


* Płatki Bebeauty dobrze znacie, jednak nie zwracałam nigdy na to uwagi, ale te małe nie są w całości z bawełny, więc więcej ich nie kupię. Z tego co wiem, w hebe są takie, które mają 100% bawełny i to je chcę teraz wypróbować.  Duże kwadratowe są spoko, skład też mają ok.
* Ale ale, kilka dni temu przyszły zamówione przeze mnie bawełniane płatki wielokrotnego użytku. Zamówiłam je na Aliexpress, myślę, czy by nie domówić więcej, chętnie, ale w aukcji nie ma składu. Chociaż niby w opisie napisane że czysta bawełna, warto by było się jakoś upewnić. No pomyślę, czy domówić ich więcej. Musiałabym mieć ich sporo, żeby używać tylko ich.
* Soczewki najlepsze, od dawna tylko je kupuję :)
* Tonik ryżowy z Barwy, był okey, chociaż bez większego szału.
* Pomada z Wibo. Bez nakrętki niestety, bo mi upadła i pękła. Najlepszy produkt do brwi jaki miałam ;)



* Plasterki, które niestety nie za bardzo się u mnie sprawdziły. Prychol był taki sam bez plasterka i z plasterkiem. Więcej nie kupię.
* Plasterki na nos, beznadzieja ;)
* Mask Cien, fajna, mam jeszcze kilka różnych, chętnie przetestuję.
* Bielenda Zielona herbata, maska peel-off. Lubię peel off, fajnie odświeża skórę, chętnie do niej wrócę.


DŁONIE: 


* Baza i top od Neonail sprawdzały się ok. Ale odkąd poznałam markę Nc Nails, to one wygrywają. Nie mają sobie równych! 
* Baza Reapir od Nc Nails. Najlepsza! Zużyłam już chyba dwa opakowania. Kupiłam niedawno trzecie, duże tym razem.
* Mydło Isana, Nawet niezły zapach, chociaż ten sam wariant w żelu dla mnie pachniał słabo.
* Nie wiem jak tu się zapałętały plasterki na opryszczkę, które zresztą sprawdzają się beznadziejnie. Ale też fakt, że od jakiegoś czasu miewam je na prawdę rzadko, ale czego to zasługa? Nie wiem.
* Zmywacz do hybryd Eveline. Fajnie się sprawdził, robił co trzeba, dodatkowo mega pachniał.
* Krem do rąk Lirene. Bosko pachniał, ale niestety słabo nawilżał ;(


DZIECKO: 


* O ile kamyki były fajne, rzeczywiście strzelały, o tyle sól, ledwo zabarwiła wodę, a nie lejemy całej wanny.
* Opakowania po bałwankach. Świtnie musowały, dawały ekstra zapach i ekstra kolor! Kupimy znów!
* Preparat higiena uszka maluszka kompletnie się u nas nie sprawdził... Ale mamy inny, który sprawdza się świetnie, Acerumen, czy jakoś tak. 


INNE: 


* Kiedyś używałam kapsułek do prania, ale nie znosiłam ich. No nie czułam żeby ubrania były świeże, zdarzało się, że się nie rozpuściła... No jakoś mi nie przypadły. Te dostałąm w gratisie do zakupów internetowych w Rossmannie. No i z racji tego, że mężulek jeździ do Niemiec zażyczyłąm sobie niemieckie. Kupił wielkie opakowanie. I uwielbiam je, pranie super pachnie. Ale te z PL też były spoko. Może w końcu się do nich przekonam ;)
* WW Cucumber Melon, fajny świeży zapach.
*YC Delicious Guava, owocowy słodki, ale przełamany gorzką nutą zapach, lubię go, przyjemny zapach!




Znacie coś z mego denka? Dajcie znać!

BUZIAKI, KAŚKA :*