czwartek, 14 lipca 2016

Serwatkowy szampon pielęgnacyjny Ochrona Koloru "Bania Agafii".

Witajcie :) potwierdzone info- Bartusiowi idą dwie dolne jedynki... naraz :o o Panie uchroń.. ja już wysiadam psychicznie i fizycznie. Poprzednia noc pobudka co 40 minut- co godzinę ... idzie oszaleć. Jak widmo dziś chodzę. No ponoć pierwsze wychodzące ząbki najgorsze- zobaczymy!

Dzisiaj przyszłam opowiedzieć wam o szamponie! Zapraszam do lektury :)



Znana wszystkim seria rosyjskich kosmetyków Bani Agafii. Tym razem w moje rączki trafił serwatkowy szampon pielęgnacyjny do włosów farbowanych. Produkt dobrany idealnie- włosów co prawda nie farbowałam od 3 miesięcy, ale poza odrostami farba nadal jest na głowie.

Kilka informacji w języku polskim.



Produkt w bardzo nietypowej dla mnie formie opakowania, jednak typowej Bani Agafii. W takich saszetkach znajdziemy maski do włosów, peelingi, maski do ciała i wiele innych specyfików.
Produkt wydostaje się poprzez niewielki otwór zakręcany nakrętką. Bardzo wygodne nawet kiedy nasze dłonie są mokre, ani razu nie miałam problemu z odkręceniem go.
Pojemność to 100 ml, koszt ok 4-6 zł. Dość sporo jeżeli przeliczymy na litr, gdyż ja kupuję świetny szampon w cenie 15 zł za litr... Tym bardziej, że ten szampon wystarczył mi na 5 myć. No ale cóż, najważniejsze jak się spisał.


Konsystencja szamponu jest bardzo żelowa, jest mocno lejący, ale nie jest aż tak źle, żeby wylewała mi się z dłoni. Kolor perłowy.
Zapach bardzo przyjemny, kojarzy mi się z profesjonalnymi kosmetykami do włosów, z którymi miałam kiedyś do czynienia.

No ale do sedna. Czy szampon rzeczywiście ochrania kolor? W moim wypadku niby recenzja nie jest do końca wiarygodna- przecież malowałam włosy tak dawno, jednak ochrona koloru to nie tylko zabezpieczenie farby przed wypłukiwaniem się, ale też odżywienie włosów zniszczonych farbowaniem, nadanie im blasku, odświeżenie barwy. W tym wypadku szampon sprawdził się super.

Co bardzo dla mnie ważne szampon nie podrażnił skóry mojej głowy, po użyciu go zawsze miałam łatwiejsze rozczesywanie, włosy ślicznie pachniały świeżością, nawet na długo po kąpieli. Pienił się świetnie i super oczyszczał włosy jak i skórę głowy. Nie miałam żadnego problemu z domyciem masek- które nakładam też przed myciem, ani ciężkich olei, za co duży plus.

Jeśli jeszcze go nie znacie, zaświadczam warto! W pielęgnacji moich włosów na pewno zagości jeszcze nie raz!

BUZIAKI!

niedziela, 10 lipca 2016

Testuję z Twoim Żródłem Urody: Peeling Spa Vintage Body Oil Proffesional. Tym razem orzechowy :)

Witajcie. Co nowego u was? JA zabiegana jak zawsze :) walczę z mlekiem i Bartoszek :D szkoda opowiadać normalnie :P

Na miesiąc czerwiec do testowania wybrałam sobie kolejny wielki peeling, jednak tym razem inny wariant.
Dzięki Michał TZU za kolejny super peeling :)

Peeling który otrzymałam zawiera drobinki cukru, drobno zmielone łupinki orzecha i olejki. Ten wariant ma pobudzać i dodawać energii. Wybrałam go szczególnie dlatego, że mąż uwielbia peelingi, które mocno zdzierają, a wiedziałam że ten taki będzie. Niemal codziennie robię mu peeling pleców. Sama wykonuję go 1-3 razy w tygodniu, różnie. Szczerze nie wiem jak męża plecy to znoszą... dla mnie tak ostry peeling to kosmos.


Ten również zapakowany jest w wielki i ciężki słój, który na pewno do czegoś spożytkuję- np do domowego, własnoręcznie robionego peelingu.

Skład i informacje od producenta.

Peeling ma słodki i trochę orzechowy zapach. Konsystencja typowa dla peelingów, trochę klejąca- zapewne zasługa parafiny. 

Co tu dużo gadać, peeling zdecydowanie robi swoją robotę. Zdziera porządnie, nie czyniąc przy tym krzywdy. Sprawdza się na każdej części ciała. Ja szczególnie używam go na brzuch, uda, pośladki i nogi.
Po takim porządnym peelingu- lubię zmyć tą klejącą parafinę, ale nie mam z tym problemu. Po wytarciu się ręcznikiem wmasowuję różnego typu specyfiki, które właśnie dzięki peelingowi działają o niebo lepiej.

Polecam go każdemu, kto jeszcze go nie poznał. I każdemu, kto lubi mocne peelingi :)
Jak skończymy słój- nam starcza na ok 1-2 miesiące, różnie- jeśli spotkam go gdzieś w sklepie na pewno wyląduje w moim koszyku :)

Znacie go ??

BUZIAKI, KAŚKA :*

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Mój pierwszy FitLoveBox. Co było w środku i czy warto ?

Witajcie :) Upały w tym roku mi nie służą... Bartoszowi tym bardziej.. Nerwusek jest, nie chce jeść, muszę wmuszać w niego, bo przecież musi coś jeść.. I nie, nie przesadzam.. widzę, że jest głodny, ale jest mu gorąco i nie chce mu się po prostu.. A więc staram się ściągać, dawać butelką- szybciej leci, a więc chętniej je. Wprowadziłam już kleiki do jego diety:) próbowaliśmy też marchewkę, ale nie wyszło nam to na dobre. Bartusia bolał brzuszek, więc obecnie robimy przerwę i ponawiamy próbę za tydzień.

Na Instagramie <KLIK> z okazji Dnia Mamy była taka akcja, że z kodem, który podawali można było kupić FITLOVEBOX'a o 20 zł taniej :) Znaczy się po obniżce kosztowało 29 zł, a więc warto było sprawdzić co ciekawego się w nim znajdzie.


Oczywiście Bartuś był mega zaciekawiony co tam mama ciekawego dostała...


Ahh te moje fałdeczki <3


Ulotka z opisanym każdym produktem z zawartości i kilka przepisów od Fitlovebox :)

No i każdy produkt po kolei:


 Ksylitol :) cukier brzozowy- zdrowszy niż normalny, ma niski indeks glikemiczny no i działa pozytywnie na uzębienie. Już kiedyś go używałam, ale z powodu ciąży zaprzestałam. Zawartość tego produktu w pudełku skłania do powrotu stosowania go.



Różowa sól himalajska. Najzdrowsza sól, ma w sobie najmniej zanieczyszczeń. Pretekst, żeby kupić porządny młynek :D


 Orzechy brazylijskie. Uwielbiam! Póki co nie mogę, ale mąż chętnie zje :)


 Ziarna Inków. Pierwszy raz słyszę o tej mieszance. Kasza i ryż w jednym. Ciekawe ... na pewno wypróbuję.


Herbatka od GrayMoka. Czerwona z owocami porzeczki. Uwielbiam herbaty a ta jest przepyszna!

Dla mnie pudełko bardzo fajne :) Wszystkie produkty na pewno zużyję. Z racji alergii małego jestem teraz na diecie. Ale nie narzekam, kombinuję, wymyślam...
Nie można mi ani kropli nabiału, ciężko było, ale się przyzwyczaiłam.

Być może skuszę się na lipcowe pudełeczko...:)
A wy co o nim sądzicie ?

Zapraszam was na konkurs! Wciąż tak mało zgłoszeń, a więc duża szansa na wygraną!! 



BUZIAKI,
KAŚKA :*

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Zaapraszam na Konkurs :)

Witajcie! W końcu dzisiaj rusza obiecany przeze mnie konkurs! Wieem, cieszycie się :D
Nie będę opisywać wam nagrody, gdyż wszystko pokazane jest na zdjęciu i myślę, że widać wyraźnie co znajdzie się w paczce.
Kosmetyki są zupełnie nowe, nie otwierane, kupione, co do maseczki- otrzymane, w celu zorganizowania konkursu. Próbki nazbierane, przeważnie przy zakupach.



- Konkurs trwa od dzisiaj 21.06 do 20.07 Czyli okrąglutki miesiąc :)
- Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu 7 dni od dnia zakończenia się konkursu
- Wysyłka nastąpi w ciągu 7 dni od otrzymania danych adresowych. Wysyłam jedynie na terenie Polski.
- Osoba, która wygra proszona jest o napisanie do mnie @- czekam na wiadomość 3 dni, inaczej losuję inną osobę, oczywiście konkursowy post na blogu też będzie uzupełniony o wyniki.
- Organizatorem konkursu i sponsorem nagród jestem ja, maseczkę z glinki sponsoruje COBEST.
- Trzeba spełnić 4 warunki obowiązkowe: być publicznym obserwatorem, lubić profil blog na fb, instagramie i odpowiedzieć na pytanie.


Aby wziąć udział należy:
- być publicznym obserwatorem bloga Double Identity
- polubić profil Double Identity na fb
- obserwować Instagram Double Identity
- udostępnić banner na blogu :)
- odpowiedzieć na proste pytanie konkursowe "Rozświetlacz czy bronzer? I dlaczego"

WZÓR ZGŁOSZENIA:
Obserwuję blog Double Identity jako:
Lubię Double Identity na facebooku jako:
Obserwuję Instagram Double Identity jako:
Udostępniony banner: <link>
No i odpowiedź na pytanie konkursowe :)

Wszystkich zapraszam serdecznie do udziału :)

BUZIAKI, KAŚKA :)

sobota, 18 czerwca 2016

JoyBox Naturalnie. Co było w moim pudełku ?

Witajcie!

Od dłuższego czasu w blogosferze (i nie tylko) huczało o najnowszym pudełku JOYBOX.
Za niewielkie pieniądze, w tym wypadku 59 zł, otrzymałam 8 naturalnych produktów, których cena z osobna jest dużo wyższa niż niecałe 60 zł.
Jak tylko dowiedziałam się jaka będzie zawartość nie zastanawiałam się ani chwili, od razu wiedziałam, że będzie polowanie.
Ale ale... W jednej kategorii były dwa produkty, które chciałam mieć, zaś w drugiej nic specjalnie mnie nie zainteresowało..
Jednak pudełko skleciłam i wyszedł z tego całkiem interesujący zestawik :)
I co bardzo fajne, przedwczoraj wysłane- wczoraj było już u mnie.
Nie przedłużam, zapraszam na przedstawienie zawartości.

Zapraszam do śledzenia mojego IG, tam będziecie ze wszystkim na bieżąco :)





Na początek podstawa boxa :)

1. Hibiskusowy tonik od Sylveco. Od dawna chciałam wypróbować, więc bardzo się z niego cieszę.


2.Gąbka Yasumi. Jakoś do tej pory się nie przekonałam do tego typu produktów, jedną już taką mam.


3. Krem do twarzy Biolaven. Ciekawi mnie, ale ... boję się zapachu, niektórzy nim straszą. Zobaczymy :)


4. Mleczko do demakijażu Be Organic. Nie lubię tego typu produktów, ale ten chętnie wypróbuję.


5. Bioaktywny balsam kojąco- ochronny od Oillan. Czasami potrzebuję takich kosmetyków aptecznych, więc na pewno się nie zmarnuje :)


6. No i tu jeden produkt z podstawy, jeden z kategorii do wyboru. W podstawie: maseczka peeling do twarzy od Vianek. Pierwsze spotkanie z firmą miałam bardzo udane, w tym wypadku liczę na powtórkę!


W kategoriach do wyboru:

1. Peeling do ciała Vianek- zdjęcie wyżej. Kolejny produkt, który bardzo chętnie wypróbuję!

2. Zapach ciszy: mydło migdałowe.



Mimo, że nie lubię mydeł w kostce, te mnie ciekawi. Na początku kategoria w której było mydło wydawała mi się beznadziejna. W tej chwili z mydła jestem bardzo zadowolona.

Dla mnie pudełeczko świetne! Tonik, mleczko i peeling do ciała już poszły w ruch! Niebawem recenzje!

Pudełko kosztowało 59 zł łącznie już z wliczoną dostawą kurierem. Każde poprzednie, które kupowałam kosztowało 49. Cena jest niewielka. W zamian mamy pudełko na prawdę świetnych kosmetyków.

Pudełko JOYBOX można zamówić TU

Co w pudełku spodobało wam się najbardziej?

BUZIAKI,
KAŚKA :*

czwartek, 16 czerwca 2016

Pędzel do różu Kululu :)

 Witajcie!
JoyBox wysłany, być może jutro dojedzie! Nie mogę się już doczekać! 
Bartusio śpi, mąż pochrapuje, ja oglądam mecz i piszę dla was post :)

Ponad połowa drugiej połowy i nadal 0:0... Tego się chyba nikt nie spodziewał.

 Dzisiaj przychodzę, aby pokazać wam pędzel od Kululu. 
Model, który mam to pędzel do różu 'DON'T BLUSH' nr 0245.



Nie byłam świadoma jaki to pędzel, chociaż się domyślałam, bo włosie jest lekko skośne. Mogłam równie dobrze przeczytać co jest na rączce, no ale cóż... to by na to wpadł? :D na pewno nie ja, o ironio!

 Pędzel jednak używałam w zupełnie innym celu niż zaróżowienie policzków.
Brakowało mi jedynie pędzla do podkładu i jakoś zawsze nie po drodze było mi z kupnem. 
No więc pomyślałam, że właśnie w tym celu go wypróbuję, tym bardziej, że miałam podkład, który każdy chwalił (idealny dla cery tłustej i mieszanej) ale tylko nakładany pędzlem.
Dla mnie podkład miał zerowe krycie i okropny! okropny mat! 

Jednak pewnego dnia postanowiłam sprawdzić jak zachowa się we współpracy z pędzlem. 
Zgadnijcie ?
Zupełnie inny podkład, nie miałam pojęcia że to jest w ogóle możliwe!
Pędzel poradził sobie świetnie z równomiernym rozprowadzeniem go, dzięki pędzlowi uzyskałam ładny matowy efekt, ale nie wyglądałam jak ciastko owsiane!

Rączka jest bardzo dobrze wykonana, bardzo wygodnie się go trzyma w trakcie malowania. Włosie jest przyjemnie miękkie, ale nie przesadnie. Włoski nie wypadają, co wiele razy zdarzało mi się przy innych pędzlach.

Po tym jak odkryłam jego 'drugie dno' nawet nie pomyślałam aby spróbować go przy pracy z różem, ale myślę, że sprawdziłby się równie dobrze gdyż jest na prawdę świetnie wykonany!
Polecam go wam, jest na prawdę warty swojej ceny, a teraz nawet jest w promocji -50 %!


 Link do kupna tego konkretnego pędzla <KLIK>
Jego regularna cena: 45 zł

Strona 

Facebook 

BUZIAKI,
KAŚKA :*

wtorek, 14 czerwca 2016

Sylveco? Vianek! Czyli balsam odżywczy z nowej serii kosmetyków naturalnych.

Witajcie Kochani :)
No i udało się! Zamówiłam JoyBoxa no i właściwie to co chciałam to wybrałam, ale ... w jednej kategorii były dwa produkty, które chciałam, a w drugiej kategorii w sumie szczególnie nie zainteresował mnie żaden :D
No ale nic, i tak jestem zadowolona:)
Jak tylko przyjdzie pochwalę się zawartością!

Dzisiaj chcę wam opowiedzieć o moim wrażeniu po używaniu odżywczego balsamu, który znalazłam w swoim kwietniowym JOYBOX'ie, którego zawartość przedstawiałam <TU>.


 Marka ciekawiła mnie od momentu jak tylko weszła na rynek. Wiedziałam, że prędzej czy później na pewno coś kupię.. Jak się ucieszyłam, kiedy okazało się, że w JoyBoxie będzie balsam. Wariant do wyboru! Olaboga. Zastanawiałam się co wybrać. Wygrał odżywczy- olejek z pestek moreli wydał mi się interesujący :)



Kilka informacji od producenta. Skład, jak stosować.

Przemiła dla oka- typowo 'naturalna' grafika! Śliczne kwiaty- idealnie opisują nazwę marki- Vianek. Buteleczka z pompką o pojemności 300 ml. Produkt zachowuje swoje właściwości w 3 miesiące od otwarcia- mówi o tym otwarty słoiczek z tyłu opakowania.


 Lubię takie rozwiązania- kiedy balsam wydobywa się za pomocą pompki. Higienicznie, ale i jest to ogromne ułatwienie.


Konsystencja dosyć gęsta, kolor jasny pomarańcz. Zapach cudny! Słodki, ale nie przesłodzony! No dla mnie bomba! Wiedziałam, że te pestki moreli... Ahh :-)

No ale to, co najważniejsze. Czy balsam w jakiś sposób odżywił moją sfatygowaną końcówką ciąży i porodem skórę.
Niestety dla mnie tamte miesiące były ciężkie, byłam non stop zmęczona obolała, a po porodzie to już zupełnie.. No z miesiąc po porodzie żadnego balsamu, kremu moja skóra nie widziała, a więc balsam miał mega wyzwanie.

Mimo złych doświadczeń z Sylveco- niestety ale, ani sławetny szampon pszeniczny ani uwielbiany przez wszystkich peeling ze skrzypem polnym nie sprawdziły się u mnie- początek znajomości z Viankiem uważam za bardzo udany!
Balsam świetnie nawilżył i ujednolicił koloryt mojej skóry. Znak to, że była ogromnie odwodniona!
Widać, że jest ona obecnie odżywiona i dopieszczona najprościej mówiąc. Jest mięciutka w dotyku i ani jedno miejsce nie jest szorstkie, a wcześniej borykałam się z tym problemem.
Używam go od ok 1,5 miesiąca, zostało jeszcze ok 1/3-1/4 opakowania, co świadczy tez o tym, że produkt jest wydajny!

Polecam wam serdecznie ten balsam, na pewno nie spotka was zawód :-)

Znacie ten balsam? Jakie inne produkty Vianek możecie mi polecić ?

BUZIAKI,
KAŚKA :*